19.10.2025, 18:27 ✶
Po wszystkich tych wydarzeniach, Atreus miał taką myśl, że może powinien zainwestować czas właśnie w naukę sztuki oklumencji. Szkoda, że nie wiedział że we wszystkich tych przypadkach, których przyszło im doświadczać, okazała się ona zwyczajnie nieprzydatna. Ale teraz zazdrościł, delikatnie i od czasu do czasu, ale magia która mieszała w głowie, zwyczajnie działała mu coraz bardziej na nerwy.
- Nie ma za co. Jako ciekawostkę i dlatego, że sama nie możesz zobaczyć, mogę ci powiedzieć że moja jest czerwona. Znaczy mówiąc teraz o podstawowych barwach, nie samych emocjach, co nie? - nie miał jakiegoś większego problemu z tym, żeby podzielić się tym faktem. Kolory może i mówiły wiele, ale nie stanowiły całego obrazu człowieka, oddając jakiś tam jego ogólny, duchowy stan. Wszelkie niuanse zachodziły pod wpływem emocji i prawdę powiedziawszy, jego zdaniem należało być cholernie dobrym, by to wszystko tak ot sobie wyłapać.
- Przykro mi, naprawdę - odpowiedział z faktycznym żalem. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że wiele ludzi straciło domy w pożarach. Ale to wydawało się najmniejszym zmartwieniem, kiedy inni tracili całe rodziny lub życie. Dobrze jednak, że Victoria miała gdzie dalej mieszkać, a do tego gdzie zabrać swoje siostry.
- Semantyka czy semiotyka? Zawsze mi się myli, które jest które - westchnął, ale wciąż uśmiechał się, pchany wspomnieniami Lammas. Szkoda tylko, że po tym walecznym przywaleniu świeczką, musiał teleportować się razem z Hadesem i skończyło się to katastrofalnie. Co prawda bardziej dla McKinnona, jak dla niego, ale przecież nogę i tak miał zdartą. Może powinien zamiast aurowidzenia, ćwiczyć translokację żeby się mniej rozszczepiać. - Wiesz, ja bym już chyba wolał iść wtedy z wami. Nie to, że mi się koledzy przestali podobać, ale kurwa mać, Loretta przywlokła wtedy ze sobą Mulcibera. Swojego... mmm... męża. Jak ci się podoba, że masz go w rodzinie? Nieoficjalnie, znaczy - zapytał ze złośliwym uśmiechem, czując jak naciska, ale nie jest w stanie przebić się przez jej barierę. - Spokojnie, dopiero się rozgrzewam.
// ◉◉◉◉○ na aurowidzenie viczki
- Nie ma za co. Jako ciekawostkę i dlatego, że sama nie możesz zobaczyć, mogę ci powiedzieć że moja jest czerwona. Znaczy mówiąc teraz o podstawowych barwach, nie samych emocjach, co nie? - nie miał jakiegoś większego problemu z tym, żeby podzielić się tym faktem. Kolory może i mówiły wiele, ale nie stanowiły całego obrazu człowieka, oddając jakiś tam jego ogólny, duchowy stan. Wszelkie niuanse zachodziły pod wpływem emocji i prawdę powiedziawszy, jego zdaniem należało być cholernie dobrym, by to wszystko tak ot sobie wyłapać.
- Przykro mi, naprawdę - odpowiedział z faktycznym żalem. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że wiele ludzi straciło domy w pożarach. Ale to wydawało się najmniejszym zmartwieniem, kiedy inni tracili całe rodziny lub życie. Dobrze jednak, że Victoria miała gdzie dalej mieszkać, a do tego gdzie zabrać swoje siostry.
- Semantyka czy semiotyka? Zawsze mi się myli, które jest które - westchnął, ale wciąż uśmiechał się, pchany wspomnieniami Lammas. Szkoda tylko, że po tym walecznym przywaleniu świeczką, musiał teleportować się razem z Hadesem i skończyło się to katastrofalnie. Co prawda bardziej dla McKinnona, jak dla niego, ale przecież nogę i tak miał zdartą. Może powinien zamiast aurowidzenia, ćwiczyć translokację żeby się mniej rozszczepiać. - Wiesz, ja bym już chyba wolał iść wtedy z wami. Nie to, że mi się koledzy przestali podobać, ale kurwa mać, Loretta przywlokła wtedy ze sobą Mulcibera. Swojego... mmm... męża. Jak ci się podoba, że masz go w rodzinie? Nieoficjalnie, znaczy - zapytał ze złośliwym uśmiechem, czując jak naciska, ale nie jest w stanie przebić się przez jej barierę. - Spokojnie, dopiero się rozgrzewam.
// ◉◉◉◉○ na aurowidzenie viczki
Rzut PO 1d100 - 4
Akcja nieudana
Akcja nieudana