21.10.2025, 12:02 ✶
Hannibal z emfazą skłonił się przed kuzynką, przyjął pióro, jakby był rycerzem, który właśnie otrzymał wstążkę od damy serca, a następnie ukrył je w wewnętrznej kieszeni płaszcza, na piersi. Któraś z obserwujących scenę dziewczyn westchnęła.
- Gdybym był rycerzem, po tym dniu umieściłbym gąsiora w swym herbie! - oznajmił, w istocie dumny, jak paw, choć jeszcze chwilę temu był przekonany, że nie wyjdzie z tego cało - on, lub przynajmniej jego odzienie. Uśmiechnął się do Mony - nieważne, jak uciążliwe były jej pomysły na spędzanie czasu na świeżym powietrzu niezależnie od pogody, jej uśmiech był wart odrobiny dyskomfortu. Hannibal wreszcie miał wrażenie, że naprawdę się rozchmurzyła.
- Mówicie, że dziabnięcie przez Zygfryda przynosi szczęście w miłości? - zapytał wesoło - Poczekajcie z nim, Mona, może i ty chcesz skorzystać z jego cudownego dzioba? - zawołał ze śmiechem - Tak, dla pewności!
Otrzepał uwalane mokrym piachem kolano i, nazwany ładnym panem z miasta, na chwilę spuścił wzrok. Pełen zadowolenia uśmiech zdradzał jednak, że była to czysta kokieteria z jego strony. Chętnie zostałby na tę herbatę, popławił się jeszcze trochę w podziwie i towarzystwie wiejskich ślicznotek, którym tak łatwo było zaimponować, a kto wie, może nawet zostać poczęstowanym domowym ciastem? Mona miała jednak rację - powinni wracać. Zaczynało się ściemniać, a mugolki, nieświadome, że od ciepłego wnętrza Dziurawego Kotła dzieli ich zaledwie pyknięcie teleportacji, gotowe zacząć się martwić o ich bezpieczny powrót do domu, albo zgoła zaproponować im nocleg.
- Chętnie pozwoliłbym wam się ogrzać - rzekł z prawdziwym żalem - Ale naprawdę musimy wracać.
Panny grupowo wydały z siebie zawiedzione ”Aaaww…”, najwyraźniej bardzo spragnione męskiego towarzystwa. Selwyn trochę im współczuł - na takiej wsi na pewno nie ma wielu rozrywek dla młodzieży, a ich szanse na romans pewnie były ograniczone do nielicznych okolicznych kawalerów, z pewnością nudniejszych od niego, a sądząc po reakcji na jego zwycięstwo nad gąsiorem, także nie dorównujących mu w radzeniu sobie z ptakiem ptactwem.
Żegnani wesołymi pokrzykiwaniami i zachętami do powrotu, ruszyli w kierunku skraju wsi, skąd za najbliższym zakrętem mogli bezpiecznie teleportować się z powrotem do cywilizacji.
- Więc mówisz, że “chyba jest dobrze” - wrócił do przerwanej napaścią Zygfryda rozmowy, spoglądając na kuzynkę - Cieszę się. Ciekawe, czy nasze nowe koleżanki z Gellilydan miałyby jakieś sensowne porady dla ciebie! - zachichotał - Opowiedz mi o nim. Robert i Jonathan wydają się nieco podejrzliwi, ale znam Ellie i Basiliusa, i jakoś żadne z nich nie zrobiło na mnie wrażenia niebezpiecznych…
- Gdybym był rycerzem, po tym dniu umieściłbym gąsiora w swym herbie! - oznajmił, w istocie dumny, jak paw, choć jeszcze chwilę temu był przekonany, że nie wyjdzie z tego cało - on, lub przynajmniej jego odzienie. Uśmiechnął się do Mony - nieważne, jak uciążliwe były jej pomysły na spędzanie czasu na świeżym powietrzu niezależnie od pogody, jej uśmiech był wart odrobiny dyskomfortu. Hannibal wreszcie miał wrażenie, że naprawdę się rozchmurzyła.
- Mówicie, że dziabnięcie przez Zygfryda przynosi szczęście w miłości? - zapytał wesoło - Poczekajcie z nim, Mona, może i ty chcesz skorzystać z jego cudownego dzioba? - zawołał ze śmiechem - Tak, dla pewności!
Otrzepał uwalane mokrym piachem kolano i, nazwany ładnym panem z miasta, na chwilę spuścił wzrok. Pełen zadowolenia uśmiech zdradzał jednak, że była to czysta kokieteria z jego strony. Chętnie zostałby na tę herbatę, popławił się jeszcze trochę w podziwie i towarzystwie wiejskich ślicznotek, którym tak łatwo było zaimponować, a kto wie, może nawet zostać poczęstowanym domowym ciastem? Mona miała jednak rację - powinni wracać. Zaczynało się ściemniać, a mugolki, nieświadome, że od ciepłego wnętrza Dziurawego Kotła dzieli ich zaledwie pyknięcie teleportacji, gotowe zacząć się martwić o ich bezpieczny powrót do domu, albo zgoła zaproponować im nocleg.
- Chętnie pozwoliłbym wam się ogrzać - rzekł z prawdziwym żalem - Ale naprawdę musimy wracać.
Panny grupowo wydały z siebie zawiedzione ”Aaaww…”, najwyraźniej bardzo spragnione męskiego towarzystwa. Selwyn trochę im współczuł - na takiej wsi na pewno nie ma wielu rozrywek dla młodzieży, a ich szanse na romans pewnie były ograniczone do nielicznych okolicznych kawalerów, z pewnością nudniejszych od niego, a sądząc po reakcji na jego zwycięstwo nad gąsiorem, także nie dorównujących mu w radzeniu sobie z ptakiem ptactwem.
Żegnani wesołymi pokrzykiwaniami i zachętami do powrotu, ruszyli w kierunku skraju wsi, skąd za najbliższym zakrętem mogli bezpiecznie teleportować się z powrotem do cywilizacji.
- Więc mówisz, że “chyba jest dobrze” - wrócił do przerwanej napaścią Zygfryda rozmowy, spoglądając na kuzynkę - Cieszę się. Ciekawe, czy nasze nowe koleżanki z Gellilydan miałyby jakieś sensowne porady dla ciebie! - zachichotał - Opowiedz mi o nim. Robert i Jonathan wydają się nieco podejrzliwi, ale znam Ellie i Basiliusa, i jakoś żadne z nich nie zrobiło na mnie wrażenia niebezpiecznych…