19.10.2025, 20:27 ✶
Mężczyzna łapał łapczywie powietrze, a w tym czasie Atreus zdjął chustę i przetarł nią twarz, chociaż podejrzewał że niewiele to dawało - uczucie lepiącego się brudu wciąż trwało, niemożliwe do pozbycia się w zaistniałych warunkach. Niewiele go tez to w tym momencie obchodziło, bo schludny wygląd był ostatnim czym się przejmował.
- Ja... - zaczął mężczyzna, ale zaraz na nowo dopadł go atak kaszlu. - Już-już tak... Dziękuję bardzo, naprawdę - przetarł załzawione oczy. - Już myślałem, że w ogóle stamtąd nie wyjdę. Moja żona, miałem do niej iść i utknąłem tam... Jest w Mungu, więc ja... Jeszcze raz dziękuję, ale muszę do niej iść - mówił ciężko, łapiąc łapczywie powietrze, co z kolei przetykał ten cholerny kaszel. Facet był wyraźne zmęczony, ale stał o własnych nogach i nie słaniał się tak jak jeszcze chwilę temu. Mógł więc się sam teleportować, a Atreus ani nie zamierzał go namawiać by tego nie robił, ani też samemu robić mu za taksówkę. A nawet jakby się rozszczepił to i tak kierował się do szpitala, prawda? Mężczyzna nie dał z resztą aurorom zbyt długiego czasu do namysłu, bo złapał za różdżkę i zniknął z trzaskiem.
Atreus wyprostował się, poluzowując palcem kołnierzyk koszuli. Przez moment zwyczajnie patrzył w miejsce gdzie jeszcze przed chwilą znajdował się mężczyzna, by wreszcie przenieść wzrok na Lestrange.
- Ten przynajmniej nie zasłabł - uśmiechnął się krzywo, chowając materiał do kieszeni munduru, bo może jeszcze się przyda zanim zniknie. - Wiesz... trochę nie chcę cię ciągać, ale jak tu już jesteśmy... miałabyś coś przeciwko żebym tylko zobaczył, czy mojej kamienicy nic nie jest?
- Ja... - zaczął mężczyzna, ale zaraz na nowo dopadł go atak kaszlu. - Już-już tak... Dziękuję bardzo, naprawdę - przetarł załzawione oczy. - Już myślałem, że w ogóle stamtąd nie wyjdę. Moja żona, miałem do niej iść i utknąłem tam... Jest w Mungu, więc ja... Jeszcze raz dziękuję, ale muszę do niej iść - mówił ciężko, łapiąc łapczywie powietrze, co z kolei przetykał ten cholerny kaszel. Facet był wyraźne zmęczony, ale stał o własnych nogach i nie słaniał się tak jak jeszcze chwilę temu. Mógł więc się sam teleportować, a Atreus ani nie zamierzał go namawiać by tego nie robił, ani też samemu robić mu za taksówkę. A nawet jakby się rozszczepił to i tak kierował się do szpitala, prawda? Mężczyzna nie dał z resztą aurorom zbyt długiego czasu do namysłu, bo złapał za różdżkę i zniknął z trzaskiem.
Atreus wyprostował się, poluzowując palcem kołnierzyk koszuli. Przez moment zwyczajnie patrzył w miejsce gdzie jeszcze przed chwilą znajdował się mężczyzna, by wreszcie przenieść wzrok na Lestrange.
- Ten przynajmniej nie zasłabł - uśmiechnął się krzywo, chowając materiał do kieszeni munduru, bo może jeszcze się przyda zanim zniknie. - Wiesz... trochę nie chcę cię ciągać, ale jak tu już jesteśmy... miałabyś coś przeciwko żebym tylko zobaczył, czy mojej kamienicy nic nie jest?