20.10.2025, 02:36 ✶
- Hm, może coś w tym jest? Ale może nawet nie wybiera ludzi, tylko opada szybko na ulice, może gdzieś gdzie zajęło się dużo budynków. Jeśli ktoś jest na przykład w środku, to nawet nie zauważy że się zadymiło. - ale nie było co nad tym teraz aż tak dywagować, co dotarło do Atreusa. Cokolwiek by teraz nie powiedzieli, byłoby teraz zwykłym gdybaniem. Nie mieli narzędzi i warunków, które potrafiłyby sprawdzić ich teorie, co skwitował ciężkim westchnięciem i krótkim atakiem kaszlu.
Przejechał dłonią po włosach, odgarniając pozlepiane kosmyki z czoła. Mógłby się pewnie cieszyć w tym momencie, że nie cierpiał na pedantyzm, który nieustannie podpowiadałby mu cichym głosikiem, że coś było nie tak. Że ciało za bardzo się lepiło, że czuć było popielny pył na skórze, albo nawet dało się w niego wgryźć, gdyby odpowiednio się postarać.
- A ty? Byłaś u siebie? - zapytał, kiwając głową w podziękowaniu, że się zgodziła. Mógł iść sam, ale z drugiej strony mogli wpaść na kogoś, kto potrzebował pilnej pomocy, a po przygodzie z Rosalyn... To nie tak że nagle miał zamiar być ostrożny, ale chyba po Beltane i momencie, kiedy Brenna zostawiła go samemu sobie, czasem zastanawiał się podwójnie nad tym czy wolał czyjeś towarzystwo podczas pracy. Gdyby teraz mieli spotkać jakiegoś śmierciożercę, to wolał wygrać, a że nie miał nic przeciwko w braniu udziału w nierównej walce dwóch na jednego, to lepiej było mieć obok siebie Victorię.
Ruszyli więc dalej, wzdłuż ulicy i zasnutych dymem budynków. Część była już w opłakanym stanie, z któregoś szkieletu snuły się smętne smużki spalenizny, ale niektóre wciąż stały pewnie. Ludzie natomiast przebiegali to tu, to tam w nieładzie, ale chyba nikt nie wymagał natychmiastowej pomocy dwójki aurorów. Lepiej dla nich.
To nie było normalne wejście do kamienicy - nie prowadziło bezpośrednio od frontowej ulicy, skryte za zaklętym przejściem i wymagające odpowiedniego kodu. Ujawnione, pokazało mechanizm, wymagającego wprowadzenia odpowiedniej sekwencji, co Atreus zrobił z resztą szybko, nie tyle nie chcąc by Victoria zauważyła co robił, co zwyczajnie o tym nie myśląc. Otworzyć te drzwi mógł i obudzony w środku nocy z najgłębszego snu. A kiedy się otworzyły, ukazały ciemne, przygaszone wnętrze korytarza.
- Mamo? Tato? - zawołał, wchodząc w drzwi znajdujące się parę kroków dalej i prowadzące do pokaźnego salonu. Świece były przygaszone, jakby w kamienicy nie było żywej duszy. Na pewno było tu dziwnie cicho. - Jest tu ktoś?! - nie denerwował się, może trochę spodziewając się, że zastanie go pustka. Zakładał, że Florence była w szpitalu, Orion na dyżurze, w innej części Londynu, a Gregory w Ministerstwie. Odpowiedział mu z resztą zaraz trzask aportacji.
- Paniczu Atreusie - odezwał się domowy skrzat, przez moment przyglądając Victorii. - Panicza rodzice opuścili kamienicę, gdy wybuchły pierwsze pożary, wierząc że poza nimi będzie bezpieczniej. Z tego co zrozumiałam, pani Bulstrode udała się do Keswick, a pan Bulstrode zamierzał wrócić potem do Ministerstwa. Dom jest pusty, nie wydarzyło się też do tej pory nic niebezpiecznego.
Odetchnął. Kiwając głową i dziękując Jokerowi za informacje.
- No, to chyba nie było sobie czym zawracać głowy... - zaśmiał się nawet, nieco niezręcznie, zaraz wzdychając z ulgą. Tutaj powietrze było faktycznie czyste, najwyraźniej chronione tym, że kamienica była ukryta.
Przejechał dłonią po włosach, odgarniając pozlepiane kosmyki z czoła. Mógłby się pewnie cieszyć w tym momencie, że nie cierpiał na pedantyzm, który nieustannie podpowiadałby mu cichym głosikiem, że coś było nie tak. Że ciało za bardzo się lepiło, że czuć było popielny pył na skórze, albo nawet dało się w niego wgryźć, gdyby odpowiednio się postarać.
- A ty? Byłaś u siebie? - zapytał, kiwając głową w podziękowaniu, że się zgodziła. Mógł iść sam, ale z drugiej strony mogli wpaść na kogoś, kto potrzebował pilnej pomocy, a po przygodzie z Rosalyn... To nie tak że nagle miał zamiar być ostrożny, ale chyba po Beltane i momencie, kiedy Brenna zostawiła go samemu sobie, czasem zastanawiał się podwójnie nad tym czy wolał czyjeś towarzystwo podczas pracy. Gdyby teraz mieli spotkać jakiegoś śmierciożercę, to wolał wygrać, a że nie miał nic przeciwko w braniu udziału w nierównej walce dwóch na jednego, to lepiej było mieć obok siebie Victorię.
Ruszyli więc dalej, wzdłuż ulicy i zasnutych dymem budynków. Część była już w opłakanym stanie, z któregoś szkieletu snuły się smętne smużki spalenizny, ale niektóre wciąż stały pewnie. Ludzie natomiast przebiegali to tu, to tam w nieładzie, ale chyba nikt nie wymagał natychmiastowej pomocy dwójki aurorów. Lepiej dla nich.
To nie było normalne wejście do kamienicy - nie prowadziło bezpośrednio od frontowej ulicy, skryte za zaklętym przejściem i wymagające odpowiedniego kodu. Ujawnione, pokazało mechanizm, wymagającego wprowadzenia odpowiedniej sekwencji, co Atreus zrobił z resztą szybko, nie tyle nie chcąc by Victoria zauważyła co robił, co zwyczajnie o tym nie myśląc. Otworzyć te drzwi mógł i obudzony w środku nocy z najgłębszego snu. A kiedy się otworzyły, ukazały ciemne, przygaszone wnętrze korytarza.
- Mamo? Tato? - zawołał, wchodząc w drzwi znajdujące się parę kroków dalej i prowadzące do pokaźnego salonu. Świece były przygaszone, jakby w kamienicy nie było żywej duszy. Na pewno było tu dziwnie cicho. - Jest tu ktoś?! - nie denerwował się, może trochę spodziewając się, że zastanie go pustka. Zakładał, że Florence była w szpitalu, Orion na dyżurze, w innej części Londynu, a Gregory w Ministerstwie. Odpowiedział mu z resztą zaraz trzask aportacji.
- Paniczu Atreusie - odezwał się domowy skrzat, przez moment przyglądając Victorii. - Panicza rodzice opuścili kamienicę, gdy wybuchły pierwsze pożary, wierząc że poza nimi będzie bezpieczniej. Z tego co zrozumiałam, pani Bulstrode udała się do Keswick, a pan Bulstrode zamierzał wrócić potem do Ministerstwa. Dom jest pusty, nie wydarzyło się też do tej pory nic niebezpiecznego.
Odetchnął. Kiwając głową i dziękując Jokerowi za informacje.
- No, to chyba nie było sobie czym zawracać głowy... - zaśmiał się nawet, nieco niezręcznie, zaraz wzdychając z ulgą. Tutaj powietrze było faktycznie czyste, najwyraźniej chronione tym, że kamienica była ukryta.