20.10.2025, 17:08 ✶
- To wy jesteście duszą tego przedstawienia, nie dyrektorzy - uśmiechnęła się leciutko. Pod koniec dnia jednak, niestety, to 'góra' miała ostatnie słowo co do tego, jak powinny te plakaty wyglądać, a ona mogła tylko spróbować zwiększyć prawdopodobnieństwo, by wybrali jej zdaniem odpowiedni.
Lyssa miała swoje przemyślenia na temat Lauretty i Mathildy, ale nie zamierzała się nimi w tym momencie dzielić. Nie kiedy nie była pewna, jaki stosunek miał do jednej i drugiej Hannibal. Ta druga zwyczajnie nie przypadła jej do gustu, wydając się jej nietuzinkowo śniętą i odklejoną od rzeczywistości, ale mimo tego trąciła dokładnie tym co miała utożsamiać na scenie - ambicją. Lauretta natomiast wydawała się sztywna niczym tyczka, ostro świadoma wszystkiego, co działo się dookoła niej, a także gdzie leżały jej możliwości. Nie mogły być bardziej od siebie różne.
Kiedy Hannibal zbliżył się do niej, pokazała szkicownik. Nie było tam wiele, bo ilustracje przedstawiały surowe studia póz, które wydawały jej się najbardziej porywające i pasujące do tego, co planowała dalej. Wykonane ołówkiem i czarno białe, niewiele miały wspólnego z tym co wcześniej opisywała.
- Żeby pamiętać. Muszę jeszcze porozmawiać z Morganą, a potem pójdę do swojej pracowni, żeby na jutro przygotować właściwe propozycje i pokazać je znowu, do wstępnej selekcji. Potem poprawka, odnośnie tego co najbardziej się spodoba, żeby to doszlifować... W normalnych warunkach miałabym o wiele więcej czasu, ale jest jak jest - westchnęła nieco smutno, bo nie lubiła się aż tak śpieszyć, ale nie miała innego wyjścia. Uśmiechnęła się do Selwyna jeszcze raz i schowała szkicownik. - Niestety tak jak mówiłam, czeka mnie jeszcze jedno spotkanie, ale chcę ci powiedzieć że bardzo cieszę się, że zobaczę cię znowu na scenie i będę trzymać mocno kciuki, żebyś oczarował widownie - podniosła się z miejsca, zbierając swoje rzeczy. Pożegnała się z nim grzecznym cmoknięciem w policzek, zanim ruszyła dalej, do kolejnej salki.
Lyssa miała swoje przemyślenia na temat Lauretty i Mathildy, ale nie zamierzała się nimi w tym momencie dzielić. Nie kiedy nie była pewna, jaki stosunek miał do jednej i drugiej Hannibal. Ta druga zwyczajnie nie przypadła jej do gustu, wydając się jej nietuzinkowo śniętą i odklejoną od rzeczywistości, ale mimo tego trąciła dokładnie tym co miała utożsamiać na scenie - ambicją. Lauretta natomiast wydawała się sztywna niczym tyczka, ostro świadoma wszystkiego, co działo się dookoła niej, a także gdzie leżały jej możliwości. Nie mogły być bardziej od siebie różne.
Kiedy Hannibal zbliżył się do niej, pokazała szkicownik. Nie było tam wiele, bo ilustracje przedstawiały surowe studia póz, które wydawały jej się najbardziej porywające i pasujące do tego, co planowała dalej. Wykonane ołówkiem i czarno białe, niewiele miały wspólnego z tym co wcześniej opisywała.
- Żeby pamiętać. Muszę jeszcze porozmawiać z Morganą, a potem pójdę do swojej pracowni, żeby na jutro przygotować właściwe propozycje i pokazać je znowu, do wstępnej selekcji. Potem poprawka, odnośnie tego co najbardziej się spodoba, żeby to doszlifować... W normalnych warunkach miałabym o wiele więcej czasu, ale jest jak jest - westchnęła nieco smutno, bo nie lubiła się aż tak śpieszyć, ale nie miała innego wyjścia. Uśmiechnęła się do Selwyna jeszcze raz i schowała szkicownik. - Niestety tak jak mówiłam, czeka mnie jeszcze jedno spotkanie, ale chcę ci powiedzieć że bardzo cieszę się, że zobaczę cię znowu na scenie i będę trzymać mocno kciuki, żebyś oczarował widownie - podniosła się z miejsca, zbierając swoje rzeczy. Pożegnała się z nim grzecznym cmoknięciem w policzek, zanim ruszyła dalej, do kolejnej salki.
Koniec sesji
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.