20.10.2025, 22:17 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.10.2025, 22:29 przez Astoria Avery.)
Ręka zadrżała, a różdżka prawie wypadła jej z dłoni, gdy odruchowo próbowała ucisnąć ranę. Palce drżały, a puls w skroniach dudnił głośniej niż wcześniej; serce waliło jak młot, a ból mieszał się z oszołomieniem i dymem, który wciąż palił w płucach. Mimo rany nie pozwoliła sobie na panikę. Skupiła wzrok na pozostałych napastnikach i na Vulcorze wtulonym w jej ramię, odczuwając nagły przypływ determinacji. Rana bolała okropnie, ale adrenalina nakazywała jej działać dalej - każdy moment zwłoki mógł kosztować ją życie lub życie Penelope.
Oparła kolano o bruk i powoli uniosła się, najpierw na czworakach, potem w półklęku, drżąc z wysiłku. Zza skrzyni widziała migotanie sylwetek - napastników, którzy przenieśli swoją uwagę gdzieś dalej, nieświadomi, że ich wcześniejsza ofiara znowu próbuje stanąć na nogi. Wykorzystała tę krótką chwilę. Odepchnęła się od skrzyni, prostując plecy, czując, jak zakręciło jej się w głowie. Wciąż ledwie widziała, wszystko było jak przez mgłę - dźwięki stłumione, jakby dochodziły z oddali.
Rodolphus stał kilka metrów dalej, półukryty w cieniu, z różdżką uniesioną w spokojnym, precyzyjnym geście. W jednej chwili powietrze między nimi zapłonęło - snop ognia wystrzelił z końca jego różdżki, przeciął mrok i uderzył w napastnika, który chwilę wcześniej ciął jej ramię. Uderzenie było gwałtowne, niemal nieludzkie. Odruchowo cofnęła się o krok. Podniosła różdżkę, mimo że palce ślizgały się na jej chłodnym drewnie, i przesunęła spojrzeniem po ulicy.
Rodolphus uniósł różdżkę, próbując ratować Penelope, jednak ten, który górował nad kobietą, nie zawahał się ani przez moment. Zanim ktokolwiek zdążył zareagować, wykonał szybki, bezlitosny gest różdżką, posyłając zaklęcie tnące, przecinając jej gardło. Krew trysnęła szerokim łukiem, osiadając na bruku i butach napastnika. Kobieta jeszcze drgnęła, próbując złapać oddech, ale nie zdążyła. Odeszła w przeciągu kilku sekund, z oczu zniknęło jej życie - a usta, otwarte w niemym błaganiu, zastygły w przerażeniu.
Tori nie mogła oderwać wzroku od tej sceny, od drgającego ciała, od plamy, która rozlewała się coraz szerzej po ziemi. Napastnik, który dokonał mordu, natychmiast odwrócił się ku Rodolphusowi - jego twarz była wykrzywiona furią, dzikim triumfem. Cisnął kolejne zaklęcia jedno po drugim, a ulica rozbłysła nagle od natężenia światła i dźwięku, jakby wszystko wokół miało się rozpaść na kawałki. Nie miała nawet chwili, by sprawdzić, czy Rodolphus zdążył uskoczyć przed tamtym atakiem. Wszystko działo się zbyt szybko, zbyt gwałtownie. Kiedy próbowała złapać oddech, poczuła nagły ruch po lewej stronie - ten, którego wcześniej powalił podmuch wiatru, właśnie się podnosił. Zachwiał się, potykając o bruk, ale jego twarz natychmiast skrzywiła się wściekłością. Różdżka w jego dłoni błysnęła, a Astoria odruchowo cofnęła się, unosząc własną. Miała przed sobą zaledwie kilka sekund. Serce waliło jej w piersi, dym wciskał się do płuc, a z każdą sekundą oddychanie stawało się coraz trudniejsze. Z trudem uniknęła wrogiego promienia i sama rzuciła zaklęcie. Z jej różdżki popłynęła energia - nie piękny, rozłożysty strumień, lecz ostre, poszarpane błyski, które trafiły w najbliższego napastnika. Chwilę potem widziała, jak jego ciało drga, mięśnie kurczą się w chaotycznym skurczu i opada bezwładnie na bruk. Vulcor wtulił się głębiej, a jej myśli były już tylko jedną, twardą myślą o przetrwaniu.
rzut na kształtowanie - wiązka błyskawicy
Oparła kolano o bruk i powoli uniosła się, najpierw na czworakach, potem w półklęku, drżąc z wysiłku. Zza skrzyni widziała migotanie sylwetek - napastników, którzy przenieśli swoją uwagę gdzieś dalej, nieświadomi, że ich wcześniejsza ofiara znowu próbuje stanąć na nogi. Wykorzystała tę krótką chwilę. Odepchnęła się od skrzyni, prostując plecy, czując, jak zakręciło jej się w głowie. Wciąż ledwie widziała, wszystko było jak przez mgłę - dźwięki stłumione, jakby dochodziły z oddali.
Rodolphus stał kilka metrów dalej, półukryty w cieniu, z różdżką uniesioną w spokojnym, precyzyjnym geście. W jednej chwili powietrze między nimi zapłonęło - snop ognia wystrzelił z końca jego różdżki, przeciął mrok i uderzył w napastnika, który chwilę wcześniej ciął jej ramię. Uderzenie było gwałtowne, niemal nieludzkie. Odruchowo cofnęła się o krok. Podniosła różdżkę, mimo że palce ślizgały się na jej chłodnym drewnie, i przesunęła spojrzeniem po ulicy.
Rodolphus uniósł różdżkę, próbując ratować Penelope, jednak ten, który górował nad kobietą, nie zawahał się ani przez moment. Zanim ktokolwiek zdążył zareagować, wykonał szybki, bezlitosny gest różdżką, posyłając zaklęcie tnące, przecinając jej gardło. Krew trysnęła szerokim łukiem, osiadając na bruku i butach napastnika. Kobieta jeszcze drgnęła, próbując złapać oddech, ale nie zdążyła. Odeszła w przeciągu kilku sekund, z oczu zniknęło jej życie - a usta, otwarte w niemym błaganiu, zastygły w przerażeniu.
Tori nie mogła oderwać wzroku od tej sceny, od drgającego ciała, od plamy, która rozlewała się coraz szerzej po ziemi. Napastnik, który dokonał mordu, natychmiast odwrócił się ku Rodolphusowi - jego twarz była wykrzywiona furią, dzikim triumfem. Cisnął kolejne zaklęcia jedno po drugim, a ulica rozbłysła nagle od natężenia światła i dźwięku, jakby wszystko wokół miało się rozpaść na kawałki. Nie miała nawet chwili, by sprawdzić, czy Rodolphus zdążył uskoczyć przed tamtym atakiem. Wszystko działo się zbyt szybko, zbyt gwałtownie. Kiedy próbowała złapać oddech, poczuła nagły ruch po lewej stronie - ten, którego wcześniej powalił podmuch wiatru, właśnie się podnosił. Zachwiał się, potykając o bruk, ale jego twarz natychmiast skrzywiła się wściekłością. Różdżka w jego dłoni błysnęła, a Astoria odruchowo cofnęła się, unosząc własną. Miała przed sobą zaledwie kilka sekund. Serce waliło jej w piersi, dym wciskał się do płuc, a z każdą sekundą oddychanie stawało się coraz trudniejsze. Z trudem uniknęła wrogiego promienia i sama rzuciła zaklęcie. Z jej różdżki popłynęła energia - nie piękny, rozłożysty strumień, lecz ostre, poszarpane błyski, które trafiły w najbliższego napastnika. Chwilę potem widziała, jak jego ciało drga, mięśnie kurczą się w chaotycznym skurczu i opada bezwładnie na bruk. Vulcor wtulił się głębiej, a jej myśli były już tylko jedną, twardą myślą o przetrwaniu.
rzut na kształtowanie - wiązka błyskawicy
Rzut N 1d100 - 56
Sukces!
Sukces!