21.10.2025, 09:05 ✶
Mógł wypić jedną porcję już teraz - był to nieco silniejszy eliksir, który łagodził podrażnienia gardła i oczyszczał płuca. Gdyby to było zwykłe, standardowe zatrucie dymem, zapewne dwie dawki pozbyłyby się problemu, lecz zarówno Lestrange jak i Travers wiedzieli, że 8 września ogień, który strawił Londyn, nie był zwykłym ogniem. Tak samo dym, który wdarł się w ich płuca nie był zwykłym dymem. Nie mieli więc pewności, że to zadziała, ale Rodolphus nie kaszlał tak, jak Nicholas. Więc jakiś efekt, nawet znikomy, eliksir musiał mieć.
Podczas gdy Rodolphus przygotowywał herbatę, dementorek pokazywał na swoją rączkę. Miał w niej kawałek sukulenta. Zupełnie tak, jakby oderwał gruby liść i chciał go podarować mężczyźnie, zmuszając go jednocześnie do podniesienia klosza, pod którym się znajdował.
- Nie otwieraj go, bo podrze książki - głos miał spokojny, cichy. Stał z dwoma kubkami herbaty, spoglądając na Nicholasa. - To jeden z jego klasycznych numerów. Gdy go uwolnisz, zacznie siać chaos, dopóki się nie zmęczy. Chociaż nie wiem, czy papierowe magiczne figurki odczuwają zmęczenie.
Podszedł ostrożnie do kanapy, by odstawić kubki z herbatą na stolik. Na podkładki, oczywiście - równo i dokładnie, tak by znalazły się idealnie pośrodku. Herbata była jeszcze gorąca, chociaż nie została zalana wrzątkiem. Jeżeli chodziło o napary, to Lestrange lubował się w przeróżnych mieszankach i doskonale pamiętał, który gatunek liści powinno się parzyć ile minut w jakiej temperaturze.
- Ostatnio wleciał mi do gabinetu na piętrze i podarł raport. Udało się go skleić, ale od tamtego momentu ma karę i nie wychodzi spod klosza - powiedział, wzruszając ramionami. Po co go jeszcze trzymał? Nie miał zielonego pojęcia, ale myśl o tym, że miałby pozbyć się tego papierowego wrzoda na dupie nie była miłą myślą. Przyzwyczaił się trochę do jego obecności w domu. I nie był sam, a dodatkowo nikt nie oskarżał go o znęcanie się nad zwierzętami, bo dementorek nie był zwierzęciem.
@Nicholas Travers
Podczas gdy Rodolphus przygotowywał herbatę, dementorek pokazywał na swoją rączkę. Miał w niej kawałek sukulenta. Zupełnie tak, jakby oderwał gruby liść i chciał go podarować mężczyźnie, zmuszając go jednocześnie do podniesienia klosza, pod którym się znajdował.
- Nie otwieraj go, bo podrze książki - głos miał spokojny, cichy. Stał z dwoma kubkami herbaty, spoglądając na Nicholasa. - To jeden z jego klasycznych numerów. Gdy go uwolnisz, zacznie siać chaos, dopóki się nie zmęczy. Chociaż nie wiem, czy papierowe magiczne figurki odczuwają zmęczenie.
Podszedł ostrożnie do kanapy, by odstawić kubki z herbatą na stolik. Na podkładki, oczywiście - równo i dokładnie, tak by znalazły się idealnie pośrodku. Herbata była jeszcze gorąca, chociaż nie została zalana wrzątkiem. Jeżeli chodziło o napary, to Lestrange lubował się w przeróżnych mieszankach i doskonale pamiętał, który gatunek liści powinno się parzyć ile minut w jakiej temperaturze.
- Ostatnio wleciał mi do gabinetu na piętrze i podarł raport. Udało się go skleić, ale od tamtego momentu ma karę i nie wychodzi spod klosza - powiedział, wzruszając ramionami. Po co go jeszcze trzymał? Nie miał zielonego pojęcia, ale myśl o tym, że miałby pozbyć się tego papierowego wrzoda na dupie nie była miłą myślą. Przyzwyczaił się trochę do jego obecności w domu. I nie był sam, a dodatkowo nikt nie oskarżał go o znęcanie się nad zwierzętami, bo dementorek nie był zwierzęciem.
@Nicholas Travers