21.10.2025, 10:00 ✶
Na razie o istnieniu tego miejsca wiedzieli tylko Erik i ojciec Brenny: teraz też i Dora. Początkowo chciała, by pozostało całkiem tajną kryjówką na nagle wypadki, ale teraz brała pod uwagę, że przyjdzie jej zmienić plan i po prostu przyjąć tu ot tak na jesień i zimę tych, którzy nie zdołają naszykować swoich zniszczonych domów na mrozy.
To rzecz jasna sprawiało, że nie będą tu bezpieczni, jeśli ktokolwiek spoza ich grona dostanie adres, ale w tej chwili musiały martwić się przede wszystkim runą. Bo nie było mowy, by Brenna wpuściła tu kogoś na dłużej, póki widywała dziwną runę, jakby wypaloną ogniem, na ścianach.
– Myślisz, że naprawdę odpowiada? – spytała z pewnym namysłem, lekko trącając świecę, wciąż nieodpaloną. Nora przygotowała ich kilka zestawów dla Zakonu na jej prośbę, i może lepiej było ją odpalić, ale Brenna wciąż się wahała… Niby nie odprawiały tu klątwołamania, takiego jak Thomas, więc…
Właściwie co więc? Czy to miało zadziałać? Rytuały oczyszczające? Sól? Zioła, mocno pachnące po tym, jak wrzuciła je do gorącej wody – podgrzanej zaklęciem, nie za pomocą ognia? Wymiatanie negatywnej energii?
Modlitwa do Matki?
Odetchnęła i zamiast zapalać świecy ostatecznie zanurzyła palce w wodzie, pełnej ziół, które Dora mogła rozpoznać dużo lepiej od niej, a które wszystkie miały właściwości oczyszczające, a potem uniosła dłonie i machnęła nimi, rozsiewając wokół krople.
Brenna mrugnęła.
I zdało się jej, że coś dostrzega, na samej krawędzi widzenia – obróciła głowę, w pierwszej chwili sądząc, że zobaczy runę, jarzącą się niby płomień. Nie było jednak niczego. Ani runy, ani żadnego ognia, a jednak serce jakoś mocniej zabiło jej w piersiach ze zdenerwowania, a w głowie nagle pojawiło się bardzo złe przeczucie.
– Czujesz to? – zapytała z pewnym wahaniem, mocniej wciągając powietrze. Zapach ziół wypełniał nozdrza, ale Brenna nie mogła oprzeć się wrażeniu, że poza nimi czuje coś jeszcze. Jakby… dym? Sadzę?
To rzecz jasna sprawiało, że nie będą tu bezpieczni, jeśli ktokolwiek spoza ich grona dostanie adres, ale w tej chwili musiały martwić się przede wszystkim runą. Bo nie było mowy, by Brenna wpuściła tu kogoś na dłużej, póki widywała dziwną runę, jakby wypaloną ogniem, na ścianach.
– Myślisz, że naprawdę odpowiada? – spytała z pewnym namysłem, lekko trącając świecę, wciąż nieodpaloną. Nora przygotowała ich kilka zestawów dla Zakonu na jej prośbę, i może lepiej było ją odpalić, ale Brenna wciąż się wahała… Niby nie odprawiały tu klątwołamania, takiego jak Thomas, więc…
Właściwie co więc? Czy to miało zadziałać? Rytuały oczyszczające? Sól? Zioła, mocno pachnące po tym, jak wrzuciła je do gorącej wody – podgrzanej zaklęciem, nie za pomocą ognia? Wymiatanie negatywnej energii?
Modlitwa do Matki?
Odetchnęła i zamiast zapalać świecy ostatecznie zanurzyła palce w wodzie, pełnej ziół, które Dora mogła rozpoznać dużo lepiej od niej, a które wszystkie miały właściwości oczyszczające, a potem uniosła dłonie i machnęła nimi, rozsiewając wokół krople.
Brenna mrugnęła.
I zdało się jej, że coś dostrzega, na samej krawędzi widzenia – obróciła głowę, w pierwszej chwili sądząc, że zobaczy runę, jarzącą się niby płomień. Nie było jednak niczego. Ani runy, ani żadnego ognia, a jednak serce jakoś mocniej zabiło jej w piersiach ze zdenerwowania, a w głowie nagle pojawiło się bardzo złe przeczucie.
– Czujesz to? – zapytała z pewnym wahaniem, mocniej wciągając powietrze. Zapach ziół wypełniał nozdrza, ale Brenna nie mogła oprzeć się wrażeniu, że poza nimi czuje coś jeszcze. Jakby… dym? Sadzę?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.