22.10.2025, 11:02 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.10.2025, 12:55 przez Hannibal Selwyn.)
Uśmiechnął się na wizję uczennic Hogwartu paradujących w krótkich spódniczkach. Zdecydowanie lepszy wybór, niż te bezkształtne szaty, które nawiasem mówiąc równie skutecznie ukrywały kobiece, jak i męskie kształty. A szkoda. W dodatku nawet nie powiewały wystarczająco dramatycznie, by była to uczciwa wymiana. Mugolscy adepci wróżbiarstwa już zwracali się na powrót w ich stronę, więc tylko pochylił się ku Jessiemu i mruknął mu do ucha:
- Nie musimy od razu przepowiadać im śmierci! Chociaż za romans bym się nie obraził… - po czym dziarskim krokiem podszedł do stołu. Wcisnął się między podekscytowany tłumek i zrobił koledze miejsce obok siebie.
- O co w tym chodzi? - zapytał, udając całkiem niezorientowanego - Mamy wylać inicjały swojej ukochanej, czy jak?
- Nie, inicjały to są przy obieraniu jabłka! - skarciła go jedna z dziewczyn - Po prostu przelewasz przez klucz i patrzysz, co wyszło, to zdradzi ci przyszłość!
- No dobrze… - Hannibal zawahał się - A jak wyjdzie mi coś paskudnego?
- Przynajmniej będziesz mógł się przygotować. Zresztą, jeszcze nikomu tu nie wyszło nic złego - padła odpowiedź. No jasne, przecież nawet, jak wyjdzie czaszka, to można to zinterpretować jako wycieczkę do Meksyku na Dia de los Muertos.
- Ostatnio wywróżono mi przejściowe kłopoty - burknął. To była prawdziwa wróżba od prawdziwego jasnowidza i za każdym razem, kiedy pakował się w jakieś tarapaty, zastanawiał się, czy właśnie się nie ziściła.
Misa na stole okazała się pełna wody. Oprócz tygielka i dużej świecy, prawdopodobnie służącej do podgrzewania wosku, na blacie leżały też jakieś ogarki przeznaczone pewnie do topienia i żelazny klucz - dorównujący rozmiarem i zdobnością temu, który otwierał bramy The Globe, a którego portierzy strzegli, jakby nie istniał zapasowy. Kto wie, może tak właśnie było.
Naczelna “czarownica” grupy ujęła tygielek, a klucz podała Hannibalowi.
- Trzymaj! - rozkazała i czarodziej chwycił go z przejęciem. Dziewczyna roztopiła wosk nad świecą, a potem z namaszczeniem przelała przez - nieco już upaćkane - ucho klucza. Cała grupa pochyliła się nad misą, a domorosła wróżbitka sięgnęła do wody i wyciągnęła woskowy kształt.
Hannibal pamiętał mgliście coś o rzucaniu cienia na ścianę i odczytywaniu przyszłości właśnie z niego, ale najwyraźniej w tej grupie był to obcy zwyczaj, bo młodzież po prostu zaczęła się przerzucać pomysłami. Wylany w losowy sposób kawałek wosku po kilkukrotnym obróceniu i odpowiednim ustawieniu przypominał…
- To... torebka? Nie, jak obrócisz bokiem, to wygląda trochę jak filiżanka! - podekscytowane dziewczęta niemal wyrywały sobie wróżbę.
- Bardzo krzywa... - mruknął jeden z nielicznych w towarzystwie chłopców.
- A może jakiś imbryk? Zobacz, tu ma jakby dzióbek?
Mugole prześcigali się w domysłach. Selwyn widział wyraźnie rączkę i - faktycznie - dzióbek, więc pomysłodawca imbryczka był chyba najbliżej.
- Imbryk albo... czajnik? - powiedział po namyśle - Czy to może być czajnik?
Wysoki blondyn stojący naprzeciwko wzruszył ramionami.
- No i co to może znaczyć? Że napijemy się herbaty?
Hannibal nie miał najmniejszego pojęcia, co oznaczał ten symbol. Nie, żeby w niemagicznym towarzystwie miało to jakiekolwiek znaczenie. Co jednak można było wywróżyć z... czajnika? Trzeba było improwizować. Pomysłu z herbatą był całkiem niezły...
- Dajcie mi pomyśleć! - wyciągnął dłoń po kawałek wosku i uniósł go do światła - A co, jeżeli to prawda? - przeskoczył spojrzeniem między chłopakiem a wróżącą dziewczyną - Co, jeżeli gwiazdy usiłują ci powiedzieć, że zostaniesz zaproszona na herbatę... w miłym towarzystwie? - wpatrzone w Selwyna oczy nastolatki urosły odrobinę, ale ten, całkiem niewzruszony, przeniósł wzrok na jasnowłosego mugola obok. Uniósł lekko brwi. Chłopak na sekundę przyjął wyraz twarzy jelenia złapanego w światła reflektorów, ale po chwili jakby odrobinę poróżowiał. Spojrzenia dwójki mugoli spotkały się, a potem oboje jak na komendę bardzo zainteresowali się noszącym ślady setek przesuwanych po nim kufli i wypalonych świec drewnem stołu. Aktor uśmiechnął się lekko.
- Albo odsyłają nas do herbacianych fusów po dalsze wskazówki - wzruszył ramionami- W takim wypadku chętnie jeszcze raz posłużę pomocą.
- Nie trzeba! - oznajmił jasnowłosy chłopiec, zdecydowanie i trochę zbyt szybko, przysuwając się do naczelnej "wróżki" w geście, który można było uznać za obronny. Hannibal stłumił chichot.
- Chcesz teraz ty spróbować? - rozbawiony zwrócił się do Jessiego - Potrzymam ci klucz!
- Nie musimy od razu przepowiadać im śmierci! Chociaż za romans bym się nie obraził… - po czym dziarskim krokiem podszedł do stołu. Wcisnął się między podekscytowany tłumek i zrobił koledze miejsce obok siebie.
- O co w tym chodzi? - zapytał, udając całkiem niezorientowanego - Mamy wylać inicjały swojej ukochanej, czy jak?
- Nie, inicjały to są przy obieraniu jabłka! - skarciła go jedna z dziewczyn - Po prostu przelewasz przez klucz i patrzysz, co wyszło, to zdradzi ci przyszłość!
- No dobrze… - Hannibal zawahał się - A jak wyjdzie mi coś paskudnego?
- Przynajmniej będziesz mógł się przygotować. Zresztą, jeszcze nikomu tu nie wyszło nic złego - padła odpowiedź. No jasne, przecież nawet, jak wyjdzie czaszka, to można to zinterpretować jako wycieczkę do Meksyku na Dia de los Muertos.
- Ostatnio wywróżono mi przejściowe kłopoty - burknął. To była prawdziwa wróżba od prawdziwego jasnowidza i za każdym razem, kiedy pakował się w jakieś tarapaty, zastanawiał się, czy właśnie się nie ziściła.
Misa na stole okazała się pełna wody. Oprócz tygielka i dużej świecy, prawdopodobnie służącej do podgrzewania wosku, na blacie leżały też jakieś ogarki przeznaczone pewnie do topienia i żelazny klucz - dorównujący rozmiarem i zdobnością temu, który otwierał bramy The Globe, a którego portierzy strzegli, jakby nie istniał zapasowy. Kto wie, może tak właśnie było.
Naczelna “czarownica” grupy ujęła tygielek, a klucz podała Hannibalowi.
- Trzymaj! - rozkazała i czarodziej chwycił go z przejęciem. Dziewczyna roztopiła wosk nad świecą, a potem z namaszczeniem przelała przez - nieco już upaćkane - ucho klucza. Cała grupa pochyliła się nad misą, a domorosła wróżbitka sięgnęła do wody i wyciągnęła woskowy kształt.
Hannibal pamiętał mgliście coś o rzucaniu cienia na ścianę i odczytywaniu przyszłości właśnie z niego, ale najwyraźniej w tej grupie był to obcy zwyczaj, bo młodzież po prostu zaczęła się przerzucać pomysłami. Wylany w losowy sposób kawałek wosku po kilkukrotnym obróceniu i odpowiednim ustawieniu przypominał…
Rzut Symbol 1d258 - 28
Czajnik (lekka choroba)
Czajnik (lekka choroba)
- To... torebka? Nie, jak obrócisz bokiem, to wygląda trochę jak filiżanka! - podekscytowane dziewczęta niemal wyrywały sobie wróżbę.
- Bardzo krzywa... - mruknął jeden z nielicznych w towarzystwie chłopców.
- A może jakiś imbryk? Zobacz, tu ma jakby dzióbek?
Mugole prześcigali się w domysłach. Selwyn widział wyraźnie rączkę i - faktycznie - dzióbek, więc pomysłodawca imbryczka był chyba najbliżej.
- Imbryk albo... czajnik? - powiedział po namyśle - Czy to może być czajnik?
Wysoki blondyn stojący naprzeciwko wzruszył ramionami.
- No i co to może znaczyć? Że napijemy się herbaty?
Hannibal nie miał najmniejszego pojęcia, co oznaczał ten symbol. Nie, żeby w niemagicznym towarzystwie miało to jakiekolwiek znaczenie. Co jednak można było wywróżyć z... czajnika? Trzeba było improwizować. Pomysłu z herbatą był całkiem niezły...
- Dajcie mi pomyśleć! - wyciągnął dłoń po kawałek wosku i uniósł go do światła - A co, jeżeli to prawda? - przeskoczył spojrzeniem między chłopakiem a wróżącą dziewczyną - Co, jeżeli gwiazdy usiłują ci powiedzieć, że zostaniesz zaproszona na herbatę... w miłym towarzystwie? - wpatrzone w Selwyna oczy nastolatki urosły odrobinę, ale ten, całkiem niewzruszony, przeniósł wzrok na jasnowłosego mugola obok. Uniósł lekko brwi. Chłopak na sekundę przyjął wyraz twarzy jelenia złapanego w światła reflektorów, ale po chwili jakby odrobinę poróżowiał. Spojrzenia dwójki mugoli spotkały się, a potem oboje jak na komendę bardzo zainteresowali się noszącym ślady setek przesuwanych po nim kufli i wypalonych świec drewnem stołu. Aktor uśmiechnął się lekko.
- Albo odsyłają nas do herbacianych fusów po dalsze wskazówki - wzruszył ramionami- W takim wypadku chętnie jeszcze raz posłużę pomocą.
- Nie trzeba! - oznajmił jasnowłosy chłopiec, zdecydowanie i trochę zbyt szybko, przysuwając się do naczelnej "wróżki" w geście, który można było uznać za obronny. Hannibal stłumił chichot.
- Chcesz teraz ty spróbować? - rozbawiony zwrócił się do Jessiego - Potrzymam ci klucz!