22.10.2025, 02:28 ✶
Astoria leżała na brzuchu na miękkiej, lekko zużytej kanapie w lochu Ślizgonów, w półmroku panującym w salonie. Świeczki przy kominku rzucały złocisto-pomarańczowe refleksy na chłodne, kamienne ściany, a ich migotanie odbijało się w oczach Louvaina, sprawiając, że wyglądał jak postać ze staroświeckiego portretu. Jedną dłoń wsparła pod brodą, drugą sprawnie przesuwała po pergaminie, rysując zakręcone linie i drobne ornamenty, które wydały się tylko jej zrozumiałe. W ciszy słyszała tylko trzask ognia i miękkie uderzenia kafla o jego dłoń. Od czasu do czasu przerywała, unosząc wzrok, pozwalając, by jej spojrzenie powoli ślizgnęło się po jego sylwetce, zatrzymując się na ramionach, karku, drobnych gestach rąk. Nie była tego świadoma, ale każda linia jej szkicu nagle stawała się próbą uchwycenia tego, co widziała - jego naturalnej lekkości, tego, jak światło igrało na jego włosach i jak uśmiech potrafił być zarówno psotny, jak i niebezpiecznie czarujący.
Ich lekcje francuskiego od początku były tylko pretekstem; idealną wymówką, by spędzać więcej czasu w towarzystwie chłopaka. Z czasem jednak Astoria zaczęła dostrzegać, że dzięki Louvainowi jej francuski rzeczywiście stawał się lepszy. Jego komentarze, nawet te z pozoru ironiczne czy przesadzone, zmuszały ją do koncentracji, a ciągłe wtrącenia i drobne poprawki rozwijały jej słownictwo i uczyły niuansów wymowy. Często jednak Lou nie pozwalał jej pozostać w pełni skupioną - dotykał jej dłoni podczas podawania pergaminu, przesuwał lekko ramieniem, gdy podchodził bliżej, a jego obecność była tak namacalna, że trudno jej było nie reagować. Czasem tylko lekko muskał jej włosy lub przyciągał wzrokiem tak, że każda myśl o gramatyce ulatywała z głowy.
Astoria milczała, choć w jej spojrzeniu czaił się cień rozbawienia. Słowa chłopaka wypowiedziane z tą typową dla niego lekkością i aroganckim wdziękiem, unosiły się w półmroku lochów niczym dym świecy, rozwiewając ciszę między nimi. Élixir de Couronne Éternelle. Brzmiało to śmiesznie i patetycznie zarazem - jak niemal wszystko, co wychodziło z jego ust, kiedy próbował ją rozśmieszyć. A jednak nie potrafiła się nie uśmiechnąć. Obserwowała jak podrzucał kafel i chwytał go z nonszalanckim wdziękiem. Jego podpuszczanie nie umknęło jej uwadze - każdy gest odnotowywała z precyzją.
- Tak myślisz? - zapytała słodkim głosem i sięgnęła po miękką poduszkę leżącą obok, a zamiast skierować ją w kafel, rzuciła nią prosto w jego twarz. Spomiędzy jej ust wydobył się krótki chichot, a oczy błyszczały figlarnie. W samym spojrzeniu kryła się mieszanka triumfu i zabawy - drobny akt odwetu za wszystkie jego ironiczne gesty, za każde półsłówko mające wytrącić ją z równowagi.
Nie zamierzała pozostać dłużną. Kilkanaście sekund ciszy wystarczyło, by zaczęła układać w myślach własną odpowiedź. W duchu zdecydowała, że nie będzie wymyślać wszystkich słodkich, przesadnie uroczych eliksirów, które mogłyby ją postawić w świetle zafascynowanej fanki. W końcu uniosła kąciki ust.
- Myślę, że Élixir du Vif d’Or - zdecydowała ostatecznie, mimo że w jej głowie pojawiało się wiele innych pomysłów. Eliksir Złotego Znicza był jak on - ulotny, zwinny, niezłomny w dążeniu do zwycięstwa. - Bo każdy chce cię złapać - dodała; jej ton był lekki, melodyjny, a jednak krył w sobie drobną prowokację. Najpewniej odbierze to jak komplement, ale nie do końca nim był. Duże zainteresowanie wokół niego mogło odstraszać, innych skłaniało do zazdrości, rywalizacji lub niechęci. Wolała jednak pozostać w lekkim tonie, zamiast przesadnie mu słodzić.
- Albo Élixir de Audace Exagérée - dodała z zaczepnym uśmiechem, lekko unosząc brew. Eliksir Przesadnej Zuchwałości pasowałby do niego równie mocno. Przechyliła głowę, uważnie obserwując jego reakcję, z lekkim rozbawieniem i subtelną nutą testowania granic, bo przecież chciała go sprowokować. Najczęściej była łagodna, lubiła zgadzać się z jego uwagami, płynnie podążać jego tropem i pozwalać mu poczuć się pewnie w grze słów. Jednak czasami, gdy czuła, że warto zaznaczyć swoją obecność i przewagę, potrafiła pokazać pazurki - zawadiackim uśmiechem, celnym komentarzem, lub subtelnym gestem, który wywoływał w nim zaskoczenie i wywoływał śmiech, który jednocześnie ją bawił i pobudzał. Każde droczenie się, każdy drobny gest były częścią ich gry, od której zdążyła się uzależnić.
Ich lekcje francuskiego od początku były tylko pretekstem; idealną wymówką, by spędzać więcej czasu w towarzystwie chłopaka. Z czasem jednak Astoria zaczęła dostrzegać, że dzięki Louvainowi jej francuski rzeczywiście stawał się lepszy. Jego komentarze, nawet te z pozoru ironiczne czy przesadzone, zmuszały ją do koncentracji, a ciągłe wtrącenia i drobne poprawki rozwijały jej słownictwo i uczyły niuansów wymowy. Często jednak Lou nie pozwalał jej pozostać w pełni skupioną - dotykał jej dłoni podczas podawania pergaminu, przesuwał lekko ramieniem, gdy podchodził bliżej, a jego obecność była tak namacalna, że trudno jej było nie reagować. Czasem tylko lekko muskał jej włosy lub przyciągał wzrokiem tak, że każda myśl o gramatyce ulatywała z głowy.
Astoria milczała, choć w jej spojrzeniu czaił się cień rozbawienia. Słowa chłopaka wypowiedziane z tą typową dla niego lekkością i aroganckim wdziękiem, unosiły się w półmroku lochów niczym dym świecy, rozwiewając ciszę między nimi. Élixir de Couronne Éternelle. Brzmiało to śmiesznie i patetycznie zarazem - jak niemal wszystko, co wychodziło z jego ust, kiedy próbował ją rozśmieszyć. A jednak nie potrafiła się nie uśmiechnąć. Obserwowała jak podrzucał kafel i chwytał go z nonszalanckim wdziękiem. Jego podpuszczanie nie umknęło jej uwadze - każdy gest odnotowywała z precyzją.
- Tak myślisz? - zapytała słodkim głosem i sięgnęła po miękką poduszkę leżącą obok, a zamiast skierować ją w kafel, rzuciła nią prosto w jego twarz. Spomiędzy jej ust wydobył się krótki chichot, a oczy błyszczały figlarnie. W samym spojrzeniu kryła się mieszanka triumfu i zabawy - drobny akt odwetu za wszystkie jego ironiczne gesty, za każde półsłówko mające wytrącić ją z równowagi.
Nie zamierzała pozostać dłużną. Kilkanaście sekund ciszy wystarczyło, by zaczęła układać w myślach własną odpowiedź. W duchu zdecydowała, że nie będzie wymyślać wszystkich słodkich, przesadnie uroczych eliksirów, które mogłyby ją postawić w świetle zafascynowanej fanki. W końcu uniosła kąciki ust.
- Myślę, że Élixir du Vif d’Or - zdecydowała ostatecznie, mimo że w jej głowie pojawiało się wiele innych pomysłów. Eliksir Złotego Znicza był jak on - ulotny, zwinny, niezłomny w dążeniu do zwycięstwa. - Bo każdy chce cię złapać - dodała; jej ton był lekki, melodyjny, a jednak krył w sobie drobną prowokację. Najpewniej odbierze to jak komplement, ale nie do końca nim był. Duże zainteresowanie wokół niego mogło odstraszać, innych skłaniało do zazdrości, rywalizacji lub niechęci. Wolała jednak pozostać w lekkim tonie, zamiast przesadnie mu słodzić.
- Albo Élixir de Audace Exagérée - dodała z zaczepnym uśmiechem, lekko unosząc brew. Eliksir Przesadnej Zuchwałości pasowałby do niego równie mocno. Przechyliła głowę, uważnie obserwując jego reakcję, z lekkim rozbawieniem i subtelną nutą testowania granic, bo przecież chciała go sprowokować. Najczęściej była łagodna, lubiła zgadzać się z jego uwagami, płynnie podążać jego tropem i pozwalać mu poczuć się pewnie w grze słów. Jednak czasami, gdy czuła, że warto zaznaczyć swoją obecność i przewagę, potrafiła pokazać pazurki - zawadiackim uśmiechem, celnym komentarzem, lub subtelnym gestem, który wywoływał w nim zaskoczenie i wywoływał śmiech, który jednocześnie ją bawił i pobudzał. Każde droczenie się, każdy drobny gest były częścią ich gry, od której zdążyła się uzależnić.