22.10.2025, 03:41 ✶
- Myślę, że tak, ale na swój sposób. A przynajmniej chciałabym w to wierzyć - odpowiedziała cicho, przyglądając się niezapalonej świecy. Samo w sobie, to pytanie było skomplikowane, bo jak rozdzielić wyraźnie to co było dziełem Bogini, a co ludzkiej ręki? A w czym tylko pogrywał sobie los? Kiedy jednak jasnowidzowie rozpalali płomienie świeczek na Lammas, wznosząc modły do właśnie Matki, coś do nich przyszło. Dała im ostrzeżenie, jakby w ten sposób odpowiadając na modły i chcąc chronić swoje dzieci. Dora nie była na tyle naiwna, by uważać by była to najlepsza możliwa droga komunikacji, ale może bogom wcale nie było tak daleko do ludzi, będąc tak samo przewrotnymi albo nie wszechmogącymi.
Dora nie narzekała też, że nie wiedziała wcześniej. Nawet na moment nie przeszło jej to przez głowę, ale teraz mimowolnie zastanawiała się, czy nie można by tu stworzyć nie tyle miejsca dla tych, którzy nie dali sobie rady przed zimą, co bezpiecznego punktu gdzie zostawiliby chociażby jakieś podstawowe medyczne zapasy czy eliksiry.
Dłonie dziewczyny, wzniesione do modlitwy, powoli zacisnęły się na sobie, kiedy nieprzyjemne uczucie powoli zaczęło się nasilać. Powoli nawet nie była w stanie stwierdzić, że coś było nie tak, ale w miarę jak stały w pokoju, coś zaczynało niebezpiecznie przypominać ten niepokój, który zwiastował nieszczęście. Czuła w powietrzu napięcie, mieszający się z jakimś smrodem sadzy, ale skąd? Mimowolnie strzeliła spojrzeniem w kierunku okna, jakby oczekując, że zaraz zobaczy tam na nowo spadający popiół, ale niczego nie dało się tam dostrzec. Tak samo szarych płatków, jak i łuny pożarów. Wzięła więc głęboki, powolny wdech, a potem równie ostrożnie wypuściła powietrze z płuc.
- Zapach spalenizny - wyszeptała, jakby powiedzenie tego nieco głośniej, miało pogorszyć sytuację. - Ale przecież... nie ma skąd, prawda? Tutaj wcześniej tak nie pachniało, mam rację?
Dora nie narzekała też, że nie wiedziała wcześniej. Nawet na moment nie przeszło jej to przez głowę, ale teraz mimowolnie zastanawiała się, czy nie można by tu stworzyć nie tyle miejsca dla tych, którzy nie dali sobie rady przed zimą, co bezpiecznego punktu gdzie zostawiliby chociażby jakieś podstawowe medyczne zapasy czy eliksiry.
Dłonie dziewczyny, wzniesione do modlitwy, powoli zacisnęły się na sobie, kiedy nieprzyjemne uczucie powoli zaczęło się nasilać. Powoli nawet nie była w stanie stwierdzić, że coś było nie tak, ale w miarę jak stały w pokoju, coś zaczynało niebezpiecznie przypominać ten niepokój, który zwiastował nieszczęście. Czuła w powietrzu napięcie, mieszający się z jakimś smrodem sadzy, ale skąd? Mimowolnie strzeliła spojrzeniem w kierunku okna, jakby oczekując, że zaraz zobaczy tam na nowo spadający popiół, ale niczego nie dało się tam dostrzec. Tak samo szarych płatków, jak i łuny pożarów. Wzięła więc głęboki, powolny wdech, a potem równie ostrożnie wypuściła powietrze z płuc.
- Zapach spalenizny - wyszeptała, jakby powiedzenie tego nieco głośniej, miało pogorszyć sytuację. - Ale przecież... nie ma skąd, prawda? Tutaj wcześniej tak nie pachniało, mam rację?
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.