22.02.2023, 02:13 ✶
Cathal nie od razu odpowiedział. Mogłoby się wydawać, że doszło do jakiegoś zawieszenia – a ot rozważał zagadnienie możliwości przedostania się do Egiptu różdżek z Grecji, nie Rzymu. Wyciągał z pamięci odkrycia, o których słyszał, to, co sam tam zobaczył, to, co wyczytał. Malowidła i posągi czarodziejów. Odezwał się więc dopiero po jakiejś minucie milczenia.
- To już kwestia okresu i obszaru, ale przyznaję, historia różdżek nie jest moją specjalnością. Gdyby patrzeć na to z tej strony, na każdym obszarze pojawiają się wierzenia w bogów, dokonujących cuda. Także w Europie, która jest ojczyzną różdżek. Ta konkretna… być może jest rzymska. Po prostu nie zakładałbym tego z góry – powiedział. Miał nadzieję, że sprawdzenie rdzenia albo określenie rodzaju drewna pozwoli ustalić coś więcej. Sam jednak rdzeń mógłby sprawdzić tylko ordynarnie przełamując różdżkę, a nawet jeśli należała do jakiegoś rabusia, prawdopodobnie miała kilkaset lat. Wzdrygał się tak przed potraktowaniem czegoś tak starego w ten sposób. Zwłaszcza, że mogła być na swój sposób cenna, jeśli była na przykład jedną z pierwszych różdżek na danym obszarze albo wykonano ją z rdzeniem rzadkiego obecnie zwierzęcia.
- W takim razie poproszę o wiadomość, gdy będzie coś wiadomo. Zostawię wam adres – stwierdził Cathal, zabierając się za uzupełnianie kwitów. Jako kontakt podał swoje londyńskie mieszkanie, małe lokum, położone niemal na styku Horyzontalnej i Nokturna. Dom po matce był miejscem, którego posiadaniem raczej się nie chwalił.
Nie targował się o cenę. Shafiq nie był może bogaczem, ale nie był też biedakiem, a jego przeciętny stan majątkowy wynikał po części właśnie z takich wydatków. Odliczył monety, a potem przesunął pudełeczko w stronę Ollivandera. Zostawiał tu różdżkę z pewnymi oporami, zdecydowany choćby spalić zakład, gdyby doszło do kradzieży… ale to nie był Egipt: chyba za bardzo nasiąkł tamtym krajem.
Kiwnął głową na pożegnanie, a potem wyszedł w szary, londyński dzień, tak inny od egipskich.
- To już kwestia okresu i obszaru, ale przyznaję, historia różdżek nie jest moją specjalnością. Gdyby patrzeć na to z tej strony, na każdym obszarze pojawiają się wierzenia w bogów, dokonujących cuda. Także w Europie, która jest ojczyzną różdżek. Ta konkretna… być może jest rzymska. Po prostu nie zakładałbym tego z góry – powiedział. Miał nadzieję, że sprawdzenie rdzenia albo określenie rodzaju drewna pozwoli ustalić coś więcej. Sam jednak rdzeń mógłby sprawdzić tylko ordynarnie przełamując różdżkę, a nawet jeśli należała do jakiegoś rabusia, prawdopodobnie miała kilkaset lat. Wzdrygał się tak przed potraktowaniem czegoś tak starego w ten sposób. Zwłaszcza, że mogła być na swój sposób cenna, jeśli była na przykład jedną z pierwszych różdżek na danym obszarze albo wykonano ją z rdzeniem rzadkiego obecnie zwierzęcia.
- W takim razie poproszę o wiadomość, gdy będzie coś wiadomo. Zostawię wam adres – stwierdził Cathal, zabierając się za uzupełnianie kwitów. Jako kontakt podał swoje londyńskie mieszkanie, małe lokum, położone niemal na styku Horyzontalnej i Nokturna. Dom po matce był miejscem, którego posiadaniem raczej się nie chwalił.
Nie targował się o cenę. Shafiq nie był może bogaczem, ale nie był też biedakiem, a jego przeciętny stan majątkowy wynikał po części właśnie z takich wydatków. Odliczył monety, a potem przesunął pudełeczko w stronę Ollivandera. Zostawiał tu różdżkę z pewnymi oporami, zdecydowany choćby spalić zakład, gdyby doszło do kradzieży… ale to nie był Egipt: chyba za bardzo nasiąkł tamtym krajem.
Kiwnął głową na pożegnanie, a potem wyszedł w szary, londyński dzień, tak inny od egipskich.
Koniec sesji