22.10.2025, 21:23 ✶
Kwaśny uśmiech przesunął się po twarzy pociągnięciami zmarszczek; naruszona zmęczeniem maska obojętności wydawała się niezwykle krucha, zupełnie jakby pojedyncze odłamki wyciosanego w marmurze 'ja' zmieniły jej elastyczność - trudno było stwierdzić czy uszkodził ją niedogaszony płomień relacji, czy ogień nienawiści pożerający Wielką Brytanię.
- Nie mam zwyczaju oddelegowywać kogokolwiek do czegokolwiek, Panie Longbottom - rozbawienie błysnęło w chłodnym spojrzeniu niebieskich oczu, gdy poprowadził gościa do salonu, wskazując dłonią kanapę - Są sprawy, którymi należy zająć się osobiście, Eden ma swoje problemy, ubezpieczenia i spopielone kamienice na głowie - zwinność języka i przezorność zadziałały bezbłędnie pomimo zmęczenia, choć prawda była zgoła inna. Fakt, Malfoyowie, w tym Elliott, kładli nacisk na jedność i wsparcie, ale zaufanie było droższe od jakiejkolwiek sukienki czy kamienicy posiadanej przez bliźniaczkę, ba, kosztowało znacznie więcej niż mógł udźwignąć rodzinny skarbiec. Jeżeli miałby kogokolwiek oddelegowywać do swoich własnych sprawunków, prędzej byłaby to Lorraine, ale nie chciał kuzynce ubliżać, bo cóż to za zwyczaj, wysługiwać się członkami rodziny, gdy posiada się służbę? [oczywiście taką, której się płaci, nie inaczej, panie władzo)
- Ten sam instynkt samozachowawczy, który podsunął mi pomysł dopełnienia rytuału na Beltane z tobą i Norą Figg? I też ten, który zadecydował o wjeździe na teren festiwalu konno w towarzystwie Perseusza? A, chwilę - uniósł palec w teatralnie sarkastycznym geście - Może ten, który pchał mnie w stronę polany po całym zajściu, mimo dziejących się tam okropności? Czy może ten od wydawania drobniaków w postaci 20 tysięcy galeonów, oczywiście na cele charytatywne? - ostrożność nie zawsze byłą jego forte. Nakarmiony strachem i przemocą, przez ściśnięte gardło i żołądek nie potrafił przełknąć zdrowszych mechanizmów. Co jakiś czas, prawdziwa natura dawała o sobie znać, wyrywała się, ocierając skórę o skrzętnie zamocowany wokół szyi łańcuch; skręcony kark to najlepszy scenariusz, jaki był sobie w stanie wyobrazić, gdyby ktokolwiek zaczął wnikać w jego idiotyczne wybryki ostatnich miesięcy, które dla większości wydawały się może zwyczajnie normalne, ale dla niego samego, nauczonego, że tylko idealne jest wystarczające, to wszystko zdawało się nie do pomyślenia. Ulga ściągnięcia ciężaru z wycieńczonych dźwiganiem ramion miała nigdy nie nadejść, fakt, że marzył o innym scenariuszu świadczył jedynie o głupocie. Nawet, gdy Fortinbrasa zabraknie, gra się nie zakończy; pozbycie się niebezpieczeństwa była priorytetem, ale po całym zabiegu, trzeba będzie odpowiednio zaszyć naruszone struktury, odbudować je i dać możliwość zatrutej glebie przyjąć antiodum w postaci wiosennego deszczu.
Czy Erik zinterpretuje jego wypowiedzi jako fakt, że to on był powodem do powrotu, Elliott nie był pewien, ale nie mógł powstrzymać się przed ta małą implikacją. Chęć obdarzenia uszu innych tym, co chcieli usłyszeć była silna i czasami nie potrafił się jej oprzeć, pozostawiając w powietrzu odpowiednią dozę niedopowiedzeń. Natomiast, czy faktycznie Erik Longbottom był powodem jego powrotu? Nie, ale trudno było zaprzeczyć trosce, którą Malfoy okazywał podług drugiego mężczyzny.
'Nie żebym nie cieszył się na twój widok!' Entuzjastyczny, prawie, że usprawiedliwiający wcześniejszą wypowiedź ton uderzył w dopiero co zbudowany mur, świeże, mokre fundamenty zatrzęsły się, ale potrzeba byłoby o wiele więcej, by runęły. Znajome ciepło, pokiereszowane przez przeżycia Spalonej Nocy poczucie bezpieczeństwa wciąż lśniły w duszy Erika, ogrzewały wiecznie skostniałe pustką i osamotnieniem knykcie Malfoya; przesunął dłonią po mahoniowym barku odwracając twarz od rozmówcy, zasłaniając cień smutku, jaki przebiegł po niej przebiegł. Łapiąc za połowicznie opróżnioną, szklaną karafkę z winem, upomniał się, że to nie było jego szczęście, nie miał do niego prawa.
- Nie istnieje dla mnie rozdzielenie, o którym myślisz - odparł pusto, pierwszy raz od dawna pozbawiając swą wypowiedź charyzmatycznych ozdobników - Ministerstwo i rodzina to jedno i to samo. Nie byłoby Ministerstwa bez Malfoyów oraz vice versa. Finansowe powikłania tych dwóch instytucji wliczając w to też inne, równie stare rodziny, są niezaprzeczalne. Atak na Ministerstwo jest atakiem na nas i wszystko, co przez stulecia próbowaliśmy zbudować, bez różnicy czy jest on z zewnątrz czy z samej instytucji. Mogę być inną osobą od mojego ojca, nikt z nas nie jest taki sam, ale zawsze wierzyłem, że podzielamy przynajmniej tą jedną, wspólną cechę - chcemy dla tego kraju jak najlepiej - odchrząknął i zamrugał, odwracając się do rozmówcy. Czas przeszły wykorzystany do opisu przekonań ojca wydał mu się nagle zbyt niebezpieczną taktyką, kroczył po bardzo niepewnym gruncie i musiał być tak czujny, jak nigdy wcześniej. Słowa były również naciągnięciem prawdy, aby ukazać prawdziwe znaczenie - Fortinbrasowi nigdy nie chodziło o dobro rodziny i społeczności, zawsze martwił się tylko o siebie samego i ktoś musiał posprzątać cały ten bałagan, a kto inny, jak nie Elliott?
- Napijesz się? Czy jest za wcześnie? Ewentualnie - uciął na sekundę, jakby zadawał nieme pytanie, które później i tak pociągnął - za późno? - różdżka, której wciąż nie schował, posłużyła mu do przywołania odpowiedniej ilości szklanek, w zależności od odpowiedzi gościa.
- To dobre, włoskie wino. Nie jest gorzkie, nie jest kwaśne, bo dojrzewało w słońcu, w przeciwieństwie do czegokolwiek w Anglii - opis trunku nie był entuzjastyczny, od oddawał rzeczywistość w temacie napitku, który zapewne był droższy niż wycena za dwutygodniowe wakacje pięcioosobowej rodziny.
- Nie mam zwyczaju oddelegowywać kogokolwiek do czegokolwiek, Panie Longbottom - rozbawienie błysnęło w chłodnym spojrzeniu niebieskich oczu, gdy poprowadził gościa do salonu, wskazując dłonią kanapę - Są sprawy, którymi należy zająć się osobiście, Eden ma swoje problemy, ubezpieczenia i spopielone kamienice na głowie - zwinność języka i przezorność zadziałały bezbłędnie pomimo zmęczenia, choć prawda była zgoła inna. Fakt, Malfoyowie, w tym Elliott, kładli nacisk na jedność i wsparcie, ale zaufanie było droższe od jakiejkolwiek sukienki czy kamienicy posiadanej przez bliźniaczkę, ba, kosztowało znacznie więcej niż mógł udźwignąć rodzinny skarbiec. Jeżeli miałby kogokolwiek oddelegowywać do swoich własnych sprawunków, prędzej byłaby to Lorraine, ale nie chciał kuzynce ubliżać, bo cóż to za zwyczaj, wysługiwać się członkami rodziny, gdy posiada się służbę? [oczywiście taką, której się płaci, nie inaczej, panie władzo)
- Ten sam instynkt samozachowawczy, który podsunął mi pomysł dopełnienia rytuału na Beltane z tobą i Norą Figg? I też ten, który zadecydował o wjeździe na teren festiwalu konno w towarzystwie Perseusza? A, chwilę - uniósł palec w teatralnie sarkastycznym geście - Może ten, który pchał mnie w stronę polany po całym zajściu, mimo dziejących się tam okropności? Czy może ten od wydawania drobniaków w postaci 20 tysięcy galeonów, oczywiście na cele charytatywne? - ostrożność nie zawsze byłą jego forte. Nakarmiony strachem i przemocą, przez ściśnięte gardło i żołądek nie potrafił przełknąć zdrowszych mechanizmów. Co jakiś czas, prawdziwa natura dawała o sobie znać, wyrywała się, ocierając skórę o skrzętnie zamocowany wokół szyi łańcuch; skręcony kark to najlepszy scenariusz, jaki był sobie w stanie wyobrazić, gdyby ktokolwiek zaczął wnikać w jego idiotyczne wybryki ostatnich miesięcy, które dla większości wydawały się może zwyczajnie normalne, ale dla niego samego, nauczonego, że tylko idealne jest wystarczające, to wszystko zdawało się nie do pomyślenia. Ulga ściągnięcia ciężaru z wycieńczonych dźwiganiem ramion miała nigdy nie nadejść, fakt, że marzył o innym scenariuszu świadczył jedynie o głupocie. Nawet, gdy Fortinbrasa zabraknie, gra się nie zakończy; pozbycie się niebezpieczeństwa była priorytetem, ale po całym zabiegu, trzeba będzie odpowiednio zaszyć naruszone struktury, odbudować je i dać możliwość zatrutej glebie przyjąć antiodum w postaci wiosennego deszczu.
Czy Erik zinterpretuje jego wypowiedzi jako fakt, że to on był powodem do powrotu, Elliott nie był pewien, ale nie mógł powstrzymać się przed ta małą implikacją. Chęć obdarzenia uszu innych tym, co chcieli usłyszeć była silna i czasami nie potrafił się jej oprzeć, pozostawiając w powietrzu odpowiednią dozę niedopowiedzeń. Natomiast, czy faktycznie Erik Longbottom był powodem jego powrotu? Nie, ale trudno było zaprzeczyć trosce, którą Malfoy okazywał podług drugiego mężczyzny.
'Nie żebym nie cieszył się na twój widok!' Entuzjastyczny, prawie, że usprawiedliwiający wcześniejszą wypowiedź ton uderzył w dopiero co zbudowany mur, świeże, mokre fundamenty zatrzęsły się, ale potrzeba byłoby o wiele więcej, by runęły. Znajome ciepło, pokiereszowane przez przeżycia Spalonej Nocy poczucie bezpieczeństwa wciąż lśniły w duszy Erika, ogrzewały wiecznie skostniałe pustką i osamotnieniem knykcie Malfoya; przesunął dłonią po mahoniowym barku odwracając twarz od rozmówcy, zasłaniając cień smutku, jaki przebiegł po niej przebiegł. Łapiąc za połowicznie opróżnioną, szklaną karafkę z winem, upomniał się, że to nie było jego szczęście, nie miał do niego prawa.
- Nie istnieje dla mnie rozdzielenie, o którym myślisz - odparł pusto, pierwszy raz od dawna pozbawiając swą wypowiedź charyzmatycznych ozdobników - Ministerstwo i rodzina to jedno i to samo. Nie byłoby Ministerstwa bez Malfoyów oraz vice versa. Finansowe powikłania tych dwóch instytucji wliczając w to też inne, równie stare rodziny, są niezaprzeczalne. Atak na Ministerstwo jest atakiem na nas i wszystko, co przez stulecia próbowaliśmy zbudować, bez różnicy czy jest on z zewnątrz czy z samej instytucji. Mogę być inną osobą od mojego ojca, nikt z nas nie jest taki sam, ale zawsze wierzyłem, że podzielamy przynajmniej tą jedną, wspólną cechę - chcemy dla tego kraju jak najlepiej - odchrząknął i zamrugał, odwracając się do rozmówcy. Czas przeszły wykorzystany do opisu przekonań ojca wydał mu się nagle zbyt niebezpieczną taktyką, kroczył po bardzo niepewnym gruncie i musiał być tak czujny, jak nigdy wcześniej. Słowa były również naciągnięciem prawdy, aby ukazać prawdziwe znaczenie - Fortinbrasowi nigdy nie chodziło o dobro rodziny i społeczności, zawsze martwił się tylko o siebie samego i ktoś musiał posprzątać cały ten bałagan, a kto inny, jak nie Elliott?
- Napijesz się? Czy jest za wcześnie? Ewentualnie - uciął na sekundę, jakby zadawał nieme pytanie, które później i tak pociągnął - za późno? - różdżka, której wciąż nie schował, posłużyła mu do przywołania odpowiedniej ilości szklanek, w zależności od odpowiedzi gościa.
- To dobre, włoskie wino. Nie jest gorzkie, nie jest kwaśne, bo dojrzewało w słońcu, w przeciwieństwie do czegokolwiek w Anglii - opis trunku nie był entuzjastyczny, od oddawał rzeczywistość w temacie napitku, który zapewne był droższy niż wycena za dwutygodniowe wakacje pięcioosobowej rodziny.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦