22.10.2025, 23:48 ✶
Podąża w stronę Roberta, zatrzymuje się przy nim, Jenkins i ochroniarzu.
Po krótkiej rozmowie z Anthonym i kolejnych toastach, wycofał się z rozmów, oddając obserwacji. Zaznanie chwili spokoju wydawało się na takich przyjęciach nieosiągalne, a jednak, wymarzona pauza okazała się możliwa; poukładanie myśli pomagało, tak samo z resztą jak plan kolejnych ruchów, uśmiechów oraz gestów. Nie zmienił zdania co do konsumpcji alkoholu, wciąż pił jedynie wodę, więc zmysły pozostawały nieomamione. Przejrzystość słów była zaletą, ale trzeźwość spinała ramiona, w automatycznym przypomnieniu, że wybierając rozmówcę, wraz z nim porusza się dziedzictwo wieków, dziesiątki pokoleń, które doprowadziły do tu, teraz; do 'ja' - 'my'.
Wmieszał się w tłum, w celu dotarcia do kuzyna - Roberta. Chłód szklanki ze świeżo napełnioną wodą dodawał mu otuchy, pozwalając czerwieni policzków stonować się do odpowiedniej temperatury. W pomieszczeniach z taką ilością osób, w wilgotności Wysp Brytyjskich, niecodziennością byłoby, gdyby przed nadejściem jesieni odczuwał coś innego niż nieprzyjemną duchotę, potęgowaną ścisłym dress codem; przyzwyczajony do restrykcji, od dziecka uczony zważać 'co wypada', powinien przyzwyczaić się do duszącego ścisku krochmalonego, białego kołnierza, a jednak, naturalna chęć rozpięcia paru guzików uwierała w niepodchmielony umysł uciekający ku komfortom włoskiego zacisza dziadkowej posiadłości.
Widząc, że Crouch zmienił trajektorię swych zainteresowań, zawahał się na krótką chwilę. Przygotował się na rozmowę z Sędzią, a nie Ministrą Magii. Cóż, jakim byłby politykiem, gdyby dostosowanie się do zmieniającego otoczenia nie było jego mocną stroną? Prawdopodobnie marnym, zapewne dlatego Fortinbras tak szybko zakończył karierę. Jego uwadze nie umknął podążający za kobietą ochroniarz, z którym na krótką sekundę skrzyżował spojrzenia, bez użycia słów, pytając o pozwolenie. Przez własne doświadczenie, zdawał sobie sprawę jak obchodzić się z ochroną osób istotnych na tego typu, tłumnych wydarzeniach. Robert zaczął rozmowę z Jenkins nim Elliott pojawił się w ich towarzystwie; usłyszał kawałek wypowiedzi kobiety, na temat wyboru zawodu przez Croucha. Czyżby, nieoczekiwanie i absolutnie przypadkowo, miał wybawić Croucha z tarapatów? A może sam się na nie narażał? Poczuł ekscytację, choć nie był jeszcze pewien, w jaki sposób ją rozumieć.
- Pani Ministro - przywitał się z kobietą - Sędzio Crouch, Robercie - kontynuował, ukazując, że z mężczyzną łączą go więzy bliższe, niż jedynie grzecznościowe - Mam nadzieję, że w niczym nie przeszkodziłem? Zasłyszałem kawałek rozmowy, a niegrzecznie byłoby podsłuchać i się nie ujawnić - zakomunikował w lekkim, gawędziarskim tonie - Aktorstwo to sztuka, której potrzeba w większej ilości miejsc niż scena, Wizengamot to jedno z nich. Polityka może się wydawać mniej krzykliwa od obydwu scen, prawnej i rozrywkowej, ale również dajemy sobie radę, prawda? - balansował wypowiedź między komplementem, a wyrażeniem opinii.
Po krótkiej rozmowie z Anthonym i kolejnych toastach, wycofał się z rozmów, oddając obserwacji. Zaznanie chwili spokoju wydawało się na takich przyjęciach nieosiągalne, a jednak, wymarzona pauza okazała się możliwa; poukładanie myśli pomagało, tak samo z resztą jak plan kolejnych ruchów, uśmiechów oraz gestów. Nie zmienił zdania co do konsumpcji alkoholu, wciąż pił jedynie wodę, więc zmysły pozostawały nieomamione. Przejrzystość słów była zaletą, ale trzeźwość spinała ramiona, w automatycznym przypomnieniu, że wybierając rozmówcę, wraz z nim porusza się dziedzictwo wieków, dziesiątki pokoleń, które doprowadziły do tu, teraz; do 'ja' - 'my'.
Wmieszał się w tłum, w celu dotarcia do kuzyna - Roberta. Chłód szklanki ze świeżo napełnioną wodą dodawał mu otuchy, pozwalając czerwieni policzków stonować się do odpowiedniej temperatury. W pomieszczeniach z taką ilością osób, w wilgotności Wysp Brytyjskich, niecodziennością byłoby, gdyby przed nadejściem jesieni odczuwał coś innego niż nieprzyjemną duchotę, potęgowaną ścisłym dress codem; przyzwyczajony do restrykcji, od dziecka uczony zważać 'co wypada', powinien przyzwyczaić się do duszącego ścisku krochmalonego, białego kołnierza, a jednak, naturalna chęć rozpięcia paru guzików uwierała w niepodchmielony umysł uciekający ku komfortom włoskiego zacisza dziadkowej posiadłości.
Widząc, że Crouch zmienił trajektorię swych zainteresowań, zawahał się na krótką chwilę. Przygotował się na rozmowę z Sędzią, a nie Ministrą Magii. Cóż, jakim byłby politykiem, gdyby dostosowanie się do zmieniającego otoczenia nie było jego mocną stroną? Prawdopodobnie marnym, zapewne dlatego Fortinbras tak szybko zakończył karierę. Jego uwadze nie umknął podążający za kobietą ochroniarz, z którym na krótką sekundę skrzyżował spojrzenia, bez użycia słów, pytając o pozwolenie. Przez własne doświadczenie, zdawał sobie sprawę jak obchodzić się z ochroną osób istotnych na tego typu, tłumnych wydarzeniach. Robert zaczął rozmowę z Jenkins nim Elliott pojawił się w ich towarzystwie; usłyszał kawałek wypowiedzi kobiety, na temat wyboru zawodu przez Croucha. Czyżby, nieoczekiwanie i absolutnie przypadkowo, miał wybawić Croucha z tarapatów? A może sam się na nie narażał? Poczuł ekscytację, choć nie był jeszcze pewien, w jaki sposób ją rozumieć.
- Pani Ministro - przywitał się z kobietą - Sędzio Crouch, Robercie - kontynuował, ukazując, że z mężczyzną łączą go więzy bliższe, niż jedynie grzecznościowe - Mam nadzieję, że w niczym nie przeszkodziłem? Zasłyszałem kawałek rozmowy, a niegrzecznie byłoby podsłuchać i się nie ujawnić - zakomunikował w lekkim, gawędziarskim tonie - Aktorstwo to sztuka, której potrzeba w większej ilości miejsc niż scena, Wizengamot to jedno z nich. Polityka może się wydawać mniej krzykliwa od obydwu scen, prawnej i rozrywkowej, ale również dajemy sobie radę, prawda? - balansował wypowiedź między komplementem, a wyrażeniem opinii.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦