23.10.2025, 06:05 ✶
Stała i patrzyła mu prosto w oczy, nie dotknięte żadną myślą wyższą czy najniższym przejawem inteligencji. Stała i gdyby tylko było to fizycznie możliwe, wypuściłaby zaraz z nosa stróżki pary, świadczące o tym jak właśnie gotowała się w sobie i jak cierpliwość kurczyła się w zastraszającym tempie. Niestety, mogła tylko bardzo gniewnie wypuścić powietrze nosem.
- Co? Co... co ... co? Co ty właśnie do mnie powiedziałeś?! KREM NA ZMARCHY?! JA CI DAM KREM NA ZMARCHY! Zaraz sam będziesz go potrzebował, ćwoku, bo cię tak złapie że ci się od płaczu porobią zmarchy, gówniarzu!!!! - podskoczyła w miejscu i nie wierząc właśnie swoim własnym uszom, bo jak to niby było fizycznie możliwe, ze obydwoje wyszli od tej samej matki i ojca, a była jedyną osobą która zdawała się posiadać w ich pokoleniu inteligencję.
- Oliver jak matkę kocham, ale nie tę w niebie tylko naszą rodzoną, czy ty tak normalnie do bab na ulicy mówisz? O zmarchach tak?! Tak się nie robi i ZARAZ WSZYSTKO POWIEM MAMIE, bo to przechodzi ludzkie pojęcie. KONIEC TEGO DOBREGO!! - o cokolwiek jej chodziło i jakikolwiek był jej faktyczny problem, to to co w ogóle mówił do niej jej rodzony brat, absolutnie wytrącało ją z równowagi i nie pozwalało na chociaż odrobinę zrozumienia. To już była wojna. Tupnęła znowu nogą, raz i drugi, a potem się rozejrzała, jakby się spodziewała że mama im zaraz wyrośnie spod ziemi, gotowa usłyszeć te wszystkie bzdury, które gadał jej syn. Niestety, nie było jej, dlatego Ambrosia zaczęła iść w kierunku schodów, gotowa wparować do biura, gdzie ich rodzicielka już na pewno siedziała. A jak bogini dała, to i z babcią i dziadkiem, dla lepszej publiki.
- Co? Co... co ... co? Co ty właśnie do mnie powiedziałeś?! KREM NA ZMARCHY?! JA CI DAM KREM NA ZMARCHY! Zaraz sam będziesz go potrzebował, ćwoku, bo cię tak złapie że ci się od płaczu porobią zmarchy, gówniarzu!!!! - podskoczyła w miejscu i nie wierząc właśnie swoim własnym uszom, bo jak to niby było fizycznie możliwe, ze obydwoje wyszli od tej samej matki i ojca, a była jedyną osobą która zdawała się posiadać w ich pokoleniu inteligencję.
- Oliver jak matkę kocham, ale nie tę w niebie tylko naszą rodzoną, czy ty tak normalnie do bab na ulicy mówisz? O zmarchach tak?! Tak się nie robi i ZARAZ WSZYSTKO POWIEM MAMIE, bo to przechodzi ludzkie pojęcie. KONIEC TEGO DOBREGO!! - o cokolwiek jej chodziło i jakikolwiek był jej faktyczny problem, to to co w ogóle mówił do niej jej rodzony brat, absolutnie wytrącało ją z równowagi i nie pozwalało na chociaż odrobinę zrozumienia. To już była wojna. Tupnęła znowu nogą, raz i drugi, a potem się rozejrzała, jakby się spodziewała że mama im zaraz wyrośnie spod ziemi, gotowa usłyszeć te wszystkie bzdury, które gadał jej syn. Niestety, nie było jej, dlatego Ambrosia zaczęła iść w kierunku schodów, gotowa wparować do biura, gdzie ich rodzicielka już na pewno siedziała. A jak bogini dała, to i z babcią i dziadkiem, dla lepszej publiki.
she was a gentle
sort of horror
sort of horror