22.02.2023, 03:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.02.2023, 17:52 przez Cathal Shafiq.)
Ulysses zawsze był zamknięty w sobie. Cathal również, ale Rookwood bił go w tym na głowę. (I Shafiq być może nawet nie zdawał sobie w stu procentach sprawy z tego, że on oglądał tego odrobinę bardziej otwartego Rookwooda niż większość ludzi…) Pochwała wygłoszona tak wprost była więc trochę zaskakująca, choć tego po sobie nie pokazał, upijając jeszcze jeden łyk herbaty.
Wraz z tym łykiem jego myśli znowu poszybowały gdzieś ku Turcji i „brzuchatemu wzgórzu”. Odgonił je od siebie z pewnym trudem.
- Spora część mojej pracy tak naprawdę jest nudna – przyznał. Gdy już ulotniła się myśl o Turcji, pomyślał o Ulyssesie. Nie tym, który siedział przed nim: bladym, w garniturze, w błyszczących butach. Tym ze snu o Egipcie, w pomiętej koszuli, opalonego przez pustynne słońce, który zdawał się… prawie szczęśliwy. To był tylko sen, ale jego słowa sprawiły, że mimowolnie zaczął się zastanawiać, czy to mogłoby być coś, co dałoby Rookwoodowi satysfakcję. – W Walii odkryto właśnie parę zabudowań. Wygląda na to, że to ruiny wioski. Mugoli, którzy je znaleźli, trafiła klątwa, weszło tam Ministerstwo… i okazało się, że to mogą być ruiny wioski takiej jak Hogsmeade. Przejmujemy więc sprawę. W okolicy są podobno dziwne filary.
Liczył więc, że znajdzie coś naprawdę ciekawego. Tak, dla archeologa ciekawe powinno być już samo wykopywanie domów, datowanie, sprawdzanie, dlaczego zostały zakopane.
I było.
Ale Cathal też spędził tyle lat na zagranicznych, czarodziejskich wykopaliskach, że miał nadzieję na coś więcej. Na artefakty, tajemnice starej magii, nawet jeżeli dotąd z siedmiu stanowisk archeologicznych, na których pracował, natknął się na nie osobiście zaledwie trzykrotnie, a raz odkrycie było niezbyt duże i okupione paroma latami pracy.
Chciał zapytać, co u Ulyssesa. I to nie tak, że nie był tym zupełnie zainteresowany. Miał po prostu niejakie wrażenie, że nie powinien. Zanim zdążył rozważyć, czy pytać, i czy zrobić to teraz, czy później, Rookwood zresztą pierwszy zadał pytanie.
- Partnerka faraona zabrała w zaświaty sporo skarbów, w tym także zaklęte przedmioty. Przeznaczenia kilku dalej nie odkryliśmy, i dwa trafiły do specjalistów w Anglii. Najciekawszy jest chyba artefakt w kształcie… nazwałbym to małą piramidą. Jak wykazały wstępne badania, prawdopodobnie pełnił funkcję zbliżoną do różdżki. Pomagał jej ukierunkować moc. Do jego stworzenia użyto dziwnego metalu i sierści sfinksa. Ale o tym nikomu nie wspominaj – zastrzegł Shafiq. Nie była to niby wielka tajemnica, niemniej „artefakt ukierunkowujący moc” mógł być hasłem, które przyciągnęłoby ewentualnych złodziei.
Uśmiechnął się tylko, kiedy Ulysses zapewnił, że nie musiał nic przywozić.
- Tak, a ty nie musiałeś spędzać dwóch nocy nad tymi obliczeniami. Nasz numerolog poległ na nich z kretesem. Jego zdaniem komnata miała otworzyć się w styczniu– stwierdził, pochylając się, po swoją starą torbę, wytartą, wyblakłą, porysowaną. Wyciągnął z niej najpierw niewielki amulet. Dało się go po prostu gdzieś położyć jako ozdobę albo dopasować sznurek. – Krzyż Ankh. Zapewne stworzony jako amulet ochronny dla kapłana. Nie mam pojęcia, czy kiedykolwiek miał jakieś moce i jeśli tak, to czy dalej działają – zastrzegł. Był dość prosty, ciemny, wykonany prawdopodobnie z jakiegoś kamienia. Cenny głównie ze względu na swoją historię. Wykopaliska czarodziejów pozwalały na dużo więcej swobody w przejmowaniu pewnych rzeczy niż te mugolskie, a na ostatnich wykopaliskach Shafiq pierwszy raz wszystkim kierował i w dodatku jego rodzina była sponsorem, także część rzeczy po prostu miała do nich trafić, ale wciąż Cathal nie mógłby ot tak zabrać i rozdawać czegoś faktycznie o potężnej mocy czy klejnotów.
Nie oficjalnie, w każdym razie, a nie dałby Rookwoodowi czegoś, co mogłoby go wpędzić w kłopoty.
- A to posążek Anubisa – dodał, wyciągając drugi. – W ogóle, zabawna sprawa? Śniłem dziś o Egipcie i w tym śnie zamiast wysłać obliczenia, przywiozłeś je osobiście.
Wraz z tym łykiem jego myśli znowu poszybowały gdzieś ku Turcji i „brzuchatemu wzgórzu”. Odgonił je od siebie z pewnym trudem.
- Spora część mojej pracy tak naprawdę jest nudna – przyznał. Gdy już ulotniła się myśl o Turcji, pomyślał o Ulyssesie. Nie tym, który siedział przed nim: bladym, w garniturze, w błyszczących butach. Tym ze snu o Egipcie, w pomiętej koszuli, opalonego przez pustynne słońce, który zdawał się… prawie szczęśliwy. To był tylko sen, ale jego słowa sprawiły, że mimowolnie zaczął się zastanawiać, czy to mogłoby być coś, co dałoby Rookwoodowi satysfakcję. – W Walii odkryto właśnie parę zabudowań. Wygląda na to, że to ruiny wioski. Mugoli, którzy je znaleźli, trafiła klątwa, weszło tam Ministerstwo… i okazało się, że to mogą być ruiny wioski takiej jak Hogsmeade. Przejmujemy więc sprawę. W okolicy są podobno dziwne filary.
Liczył więc, że znajdzie coś naprawdę ciekawego. Tak, dla archeologa ciekawe powinno być już samo wykopywanie domów, datowanie, sprawdzanie, dlaczego zostały zakopane.
I było.
Ale Cathal też spędził tyle lat na zagranicznych, czarodziejskich wykopaliskach, że miał nadzieję na coś więcej. Na artefakty, tajemnice starej magii, nawet jeżeli dotąd z siedmiu stanowisk archeologicznych, na których pracował, natknął się na nie osobiście zaledwie trzykrotnie, a raz odkrycie było niezbyt duże i okupione paroma latami pracy.
Chciał zapytać, co u Ulyssesa. I to nie tak, że nie był tym zupełnie zainteresowany. Miał po prostu niejakie wrażenie, że nie powinien. Zanim zdążył rozważyć, czy pytać, i czy zrobić to teraz, czy później, Rookwood zresztą pierwszy zadał pytanie.
- Partnerka faraona zabrała w zaświaty sporo skarbów, w tym także zaklęte przedmioty. Przeznaczenia kilku dalej nie odkryliśmy, i dwa trafiły do specjalistów w Anglii. Najciekawszy jest chyba artefakt w kształcie… nazwałbym to małą piramidą. Jak wykazały wstępne badania, prawdopodobnie pełnił funkcję zbliżoną do różdżki. Pomagał jej ukierunkować moc. Do jego stworzenia użyto dziwnego metalu i sierści sfinksa. Ale o tym nikomu nie wspominaj – zastrzegł Shafiq. Nie była to niby wielka tajemnica, niemniej „artefakt ukierunkowujący moc” mógł być hasłem, które przyciągnęłoby ewentualnych złodziei.
Uśmiechnął się tylko, kiedy Ulysses zapewnił, że nie musiał nic przywozić.
- Tak, a ty nie musiałeś spędzać dwóch nocy nad tymi obliczeniami. Nasz numerolog poległ na nich z kretesem. Jego zdaniem komnata miała otworzyć się w styczniu– stwierdził, pochylając się, po swoją starą torbę, wytartą, wyblakłą, porysowaną. Wyciągnął z niej najpierw niewielki amulet. Dało się go po prostu gdzieś położyć jako ozdobę albo dopasować sznurek. – Krzyż Ankh. Zapewne stworzony jako amulet ochronny dla kapłana. Nie mam pojęcia, czy kiedykolwiek miał jakieś moce i jeśli tak, to czy dalej działają – zastrzegł. Był dość prosty, ciemny, wykonany prawdopodobnie z jakiegoś kamienia. Cenny głównie ze względu na swoją historię. Wykopaliska czarodziejów pozwalały na dużo więcej swobody w przejmowaniu pewnych rzeczy niż te mugolskie, a na ostatnich wykopaliskach Shafiq pierwszy raz wszystkim kierował i w dodatku jego rodzina była sponsorem, także część rzeczy po prostu miała do nich trafić, ale wciąż Cathal nie mógłby ot tak zabrać i rozdawać czegoś faktycznie o potężnej mocy czy klejnotów.
Nie oficjalnie, w każdym razie, a nie dałby Rookwoodowi czegoś, co mogłoby go wpędzić w kłopoty.
- A to posążek Anubisa – dodał, wyciągając drugi. – W ogóle, zabawna sprawa? Śniłem dziś o Egipcie i w tym śnie zamiast wysłać obliczenia, przywiozłeś je osobiście.