Philippa siedziała na zapleczu. Czytała jedną z wielu ksiąg, które się tam znajdowały. Uzupełniała wiedzę, była zdania, że zawsze warto jest się uczyć, nawet kiedy wie się dosyć wiele, w końcu człowiek rozwijał się przez całe życie. Nie sądziła, że tego dnia może jeszcze kogoś przywiać do Outlandera, raczej nie miała już zobaczyć żadnego żywego ducha, jeśli chodzi o martwych, to z tym nigdy nie wiadomo. Pogoda była fatalna, nikt normalny raczej nie wychodził na ulice, kiedy deszcz tak mocno zacinał, ludzie mieli w zwyczaju przesiadywać wtedy w domach, czy pubach, bo raczej nikt nie lubił spacerować podczas ulewy.
Sama nie spieszyła się jakoś specjalnie do domu, jej dzieci - były gdzieś, gdzie? Nie miała pojęcia, przestały już się jej spowiadać ze wszystkiego, co robiły w wolnym czasie, chociaż trudno jej było się z tym pogodzić, to musiała to zaakceptować, no starała się to robić, chociaż czasem jeszcze zdarzało jej się być nadopiekuńczą. Jako, że przebywanie w pustym mieszkaniu nie należało do najprzyjemniejszych czynności, wolała spędzać czas tutaj, być może ktoś postanowi tu zajrzeć, nigdy przecież nie wiadomo.
Dźwięk dzwoneczka, który sugerował, iż drzwi wejściowe się otworzyły oderwał ją znad książki. - Dziwne. - Mruknęła cicho do siebie. Nie spodziewała się bowiem, aby faktycznie ktoś miał jeszcze dzisiaj się tutaj pojawić, zwłaszcza, że dźwięk kropel uderzających o szyby i parapety wydawał się być coraz głośniejszy, co sugerowało, że z godziny na godzinę na zewnątrz panowały coraz gorsze warunki atmosferyczne. Podniosła się z krzesła, poprawiła okulary na nosie, po czym wyszła z zaplecza.
Dostrzegła sylwetkę mężczyzny, tuż przed drzwiami. Był wysoki, miał kaptur na głowie, albo jej się wydawało, w pomieszczeniu panował półmrok, zza kotary ciężko jej było to ocenić. Odruchowo zacisnęła palce na wahadełku, które znajdowało się na jej szyi. Nie mogła zakładać jakie miał zamiary, zresztą to miejsce nie wyglądało na takie, w którym można było się wzbogadzić, ale przezorność kazała jej się pilnować. Wahadełko było jej największym sprzymierzeńcem.
Wyłoniła się w końcu zza kotary, po tym, jak się odezwał, zmierzała powoli przed siebie, wyprostowana, pewnym krokiem, żeby nie dać po sobie poznać, że jego obecność wzbudziła w niej raczej mieszane emocje.
- Mogę spróbować pomóc Ci to odnaleźć. - Mierzyła go wzrokiem dłuższą chwilę, próbowała wymyślić, co ktoś taki mógł zgubić, jednak póki co nie miała jakichś konkretnych pomysłów.
- Musisz jednak nieco zarysować mi sytuację, abym mogła zacząć działać. - Wyciągnie karty, szklaną kulę, cokolwiek i da mu jakąś odpowiedź, była w tym całkiem niezła, wymyślała historyjki od dawna. Miała takie dziwne poczucie, że gdzieś już widziała tego mężczyznę, ale nie do końca potrafiła połączyć twarz z sytuacją, pewnie wpadnie na to później.