Wpatrywała się w przybysza uważnie. Starała się rozgryźć, co go do niej sprowadza, czego tutaj szukał. Do Outlandera raczej nie zaglądali ludzie, którzy nie mieli jakiegoś konkretnego celu. Póki co jednak niczego nie zakładała - obserwowała go jedynie, jej spojrzenie było przeszywające, potrafiła wyczuć wiele, nie chodziło tylko i wyłącznie o zmysł wzroku.
Mężczyzna nie wyglądał najlepiej, na pierwszy rzut oka mogła stwierdzić, że coś go trapi, chociaż przecież wydawał jej się być zupełnie obcy. Były jednak znaki, postawa, czy nawet słowa, słowa które padły z jego ust również to potwierdziły.
- Tutaj nikt nie ma w zwyczaju oceniać czyichś odczuć jako idiotyczne. - Spotykała się z różnymi ludźmi, pojawiali się w jej życiu i z niego znikali. Nie miała jednak nawyku w ten sposób nazywać ich problemów. Zresztą było to bardzo sukietywnym określeniem, to co dla jednych idiotyczne dla innych mogło wydawać się zupełnie inne. Zresztą, gdy wspomniał o poszukiwaniu siebie... nie zabrzmiało to głupio. Nie, przeżyła już swoje i miała świadomość, że czasem pojawiały się momenty zwątpienia, być może był to jego pierwszy raz? Wpatrywała się w niego nadal badawczo.
- Czy coś się u Ciebie zmieniło? - Skoro kiedyś było normą, teraz nie było, to być może pojawił się jakiś bodziec, który spowodował zaburzenie równowagi. Nie da się ukryć, że sporo się wydarzyło, świat był coraz bardziej niestabilnym miejscem, dotykało to każdego, nawet tych, którzy mogli się wydawać nie do ruszenia.
Odruchowo przeniosła wzrok w stronę drzwi, jakby chciała sprawdzić, czy faktycznie ktoś za nimi stoi. Z tej odległości jednak nie była w stanie niczego dostrzec, traktowała to co mówił poważnie, nie lekceważyła jego słów. Nie należała do sceptycznych osób, nie negowała odczuć innych ludzi. Wiedziała, że nie wszystko było takie jakie się mogło wydawać. Spotykała na swej drodze różne byty, duchy, czy siły których nie umiała nazwać.
- Pozwól, że sama będę wydawać osądy. - Zdawała sobie sprawę z tego, jakie podejście mogli mieć inny ludzie, szczególnie, jeśli stawał przed nimi ktoś takiego pokroju, ona jednak wydawała się być niewzruszona. Zresztą dostrzegała w nim szczerość, coś jej mówiło, że faktycznie jest zmęczony, czymś, tylko czym? Kto lub co nie dawało mu spokoju?
Odezwał się ponownie, wydawało się jej jednak, że coś się zmieniło. Zmrużyła oczy, wpatrywała się w niego jeszcze bardziej uważnie. Moje rządy to prawo natury podpisane krwią tych, którzy nie znali jego wartości. Zdanie wypowiedziane bardzo wyraźnie rozbrzmiało się po pomieszczeniu, a przecież jeszcze kilka sekund wcześniej mówił z dość oryginalnym akcentem.
Ostatnio spotykała się z dziwnymi anomaliami, córka jej przyjaciółki podpaliła jej gabinet, a teraz ten stojący przed nią mężczyzna wydawał się mówić wbrew swojej własnej woli. Czy było to w jakiś sposób powiązane? Nie musiało być, ale mogło.
Była ostrożna nie miała pojęcia ile może potrwać ten stan, co jeszcze może się zdarzyć, nie odsuwała się jednak, tylko bacznie go obserwowała.