23.10.2025, 18:30 ✶
– Mam więc nadzieję, że się nie mylisz – powiedziała Brenna, wciąż niepewna, gdzie tak naprawdę znajduje się, kiedy szło o czarodziejską wiarę. To był dla niej zawsze po prostu element tradycji, wychowania, kultury, w której dorastała – ale jednocześnie naprawdę ciężko zachować w sobie dużo wiary w boską opiekę, kiedy pracujesz jako glina. I później nadeszło Beltane, straszne i przedziwne, i nie była już pewna, co o tym wszystkim myśleć.
Kim była kobieta, która zginęła w Limbo?
Początkowy plan dla tej kamienicy był taki, o jakim mówiła Dora: choć teraz Brenna bardziej skłaniała się do tego, by zorganizować pracownie w Stawie, przynajmniej póki co. Jeśli mieli pracować i tutaj, to na pewno nie póki nie zabezpieczą lepiej tego miejsca, a w tym momencie magiczni rzemieślnicy mieli ręce pełne roboty.
Zaraz jednak te myśli pierzchły, gdy zdawało się jej, że…
Coś się stanie.
Nie była pewna, czy to, że Dora też wyczuwa spaleniznę, przynosiło jej ulgę, czy może niepokoiło jeszcze bardziej.
– Nie, w niektórych pomieszczeniach wciąż pachnie nieprzyjemnie, bo tego na parterze nie skończyłam sprzątać, a na strychu trzeba wymienić trochę desek… ale nie było czuć spalenizny – przyznała, po czym ruszyła ku oknu. Otworzyła je ze skrzypieniem, spoglądając ku niebu, podobnie jak chwilę temu Dora, spodziewając się, że zobaczy ciemne chmury i popiół.
Ale nic takiego się nie stało.
Mimo to prawą rękę wsunęła do kieszeni, zaciskając ją na różdżce.
– To stary budynek. Może na wszelki wypadek pójdę sprawdzić piec – powiedziała z udawanym spokojem. Oczywiście, oni nie potrzebowali takiego mugolskiego ogrzewania, mieli zaklęcia, ale nie pozbyła się go jeszcze. – Albo to ta runa? Może ten rytuał sprawił, że… że się wypaliła i stąd zapach…?
Bardzo chciała w to uwierzyć. A jednak odwróciła głowę trochę zbyt gwałtownie, spoglądając na Dorę, bo przez ułamek sekundy znów zdawało się jej, że widzi jakieś iskry, i serce natychmiast podeszło Brennie do gardła. Ale nie… w pomieszczeniu nie było żadnego ognia.
Prawda?
Kim była kobieta, która zginęła w Limbo?
Początkowy plan dla tej kamienicy był taki, o jakim mówiła Dora: choć teraz Brenna bardziej skłaniała się do tego, by zorganizować pracownie w Stawie, przynajmniej póki co. Jeśli mieli pracować i tutaj, to na pewno nie póki nie zabezpieczą lepiej tego miejsca, a w tym momencie magiczni rzemieślnicy mieli ręce pełne roboty.
Zaraz jednak te myśli pierzchły, gdy zdawało się jej, że…
Coś się stanie.
Nie była pewna, czy to, że Dora też wyczuwa spaleniznę, przynosiło jej ulgę, czy może niepokoiło jeszcze bardziej.
– Nie, w niektórych pomieszczeniach wciąż pachnie nieprzyjemnie, bo tego na parterze nie skończyłam sprzątać, a na strychu trzeba wymienić trochę desek… ale nie było czuć spalenizny – przyznała, po czym ruszyła ku oknu. Otworzyła je ze skrzypieniem, spoglądając ku niebu, podobnie jak chwilę temu Dora, spodziewając się, że zobaczy ciemne chmury i popiół.
Ale nic takiego się nie stało.
Mimo to prawą rękę wsunęła do kieszeni, zaciskając ją na różdżce.
– To stary budynek. Może na wszelki wypadek pójdę sprawdzić piec – powiedziała z udawanym spokojem. Oczywiście, oni nie potrzebowali takiego mugolskiego ogrzewania, mieli zaklęcia, ale nie pozbyła się go jeszcze. – Albo to ta runa? Może ten rytuał sprawił, że… że się wypaliła i stąd zapach…?
Bardzo chciała w to uwierzyć. A jednak odwróciła głowę trochę zbyt gwałtownie, spoglądając na Dorę, bo przez ułamek sekundy znów zdawało się jej, że widzi jakieś iskry, i serce natychmiast podeszło Brennie do gardła. Ale nie… w pomieszczeniu nie było żadnego ognia.
Prawda?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.