24.10.2025, 11:04 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.10.2025, 11:07 przez Hannibal Selwyn.)
Uśmiechnij się do którejś z tych dziewczyn, albo do chłopaków, i może coś na tym ugrasz…
Rozbawiony uśmiech Hannibala trafił w pierwszej kolejności do Jessiego. Oczywiście, że mógł poderwać losową osobę dowolnej płci, ale jednak z rzucaniem powłóczystych spojrzeń chłopcom w nieodpowiednich miejscach trzeba było uważać. Można było faktycznie ugrać romans, albo skandal, dwa optymalne w mniemaniu młodego aktora scenariusze… ale można było też zarobić w nos. Nie wspominając o innych, znacznie mniej przewidywalnych rezultatach… Żaden z obecnych przy stole mugoli jednakże nie wzbudził tego wieczoru jego zainteresowania, a poza tym przyszli tu na kulturalne koleżeńskie piwo, nie na podryw.
Widząc zaniepokojenie Jessiego na swoje słowa o kłopotach, machnął uspokajająco ręką.
- Przejściowe miały być, to nic takiego.
Tym niemniej, to była prawdziwa wróżba.
Wysoki nastolatek najprawdopodobniej nie miał nic przeciwko dalszym wróżbom i poznaniu przyszłości, a protest dotyczył jedynie obecności Hannibala w tejże. Trudno było mu się dziwić, pewnie postrzegał go jako konkurencję do wdzięków koleżanki. Selwyn miłosiernie postanowił oszczędzić parze dalszych krępujących chwil i skupił się na kolejnej wróżbie.
- Wygląda trochę jak wiadro… ale jak obrócisz do góry nogami, to bardziej jak fez - zmarszczył brwi. Jakoś podejrzanie mały ten kształt, jak na ilość przelanego wosku. Hannibal zerknął z powrotem do misy, ale nie, nie pływało w niej nic więcej. Wróżby jednak działały w najdziwniejszy sposób. Co, jeżeli nawet wykonane w tak chaotyczny sposób i w tak mało magicznym towarzystwie wciąż miały moc?
Spróbował przypomnieć sobie listę możliwych do wywróżenia symboli. Pamiętał, że było ich strasznie dużo, chyba ze dwieście, i swego czasu wykuł na blachę znaczenia wszystkich - ale zapomniał o nich czym prędzej, zaraz po zdaniu egzaminu.
Małe wiadro… a może kubeczek?
Natchnienie, jak to często bywa w przypadku artystów, przybrało kobiecą postać. Zawiesił w zamyśleniu wzrok na drobnej mugolce o ciemnych, kręconych włosach, której strój nosił silne znamiona własnej roboty. Miała na sobie jakąś szydełkową narzutkę z losowo dobranymi guzikami i naszyjnik przyozdobiony agrafkami i…
- Takie małe i nierówne, to wygląda jak naparstek! - powiedziała i jakby odpowiednia klapka otworzyła się w jego głowie, Hannibal przypomniał sobie znaczenie wróżby. Naparstek symbolizował zmiany w domu, przewrotnie nie precyzując, czy chodziło o przemeblowanie, zmianę składu osobowego rodziny, czy o co właściwie. Prychnął.
- Phi! Też mi wróżba!- powiedział cicho do Jessiego, nie chcąc się dzielić z tą - nijak niepasującą do naparstka - interpretacją.
Po Spalonej Nocy niemal każdego czekały zmiany w domu.
- Naparstek? Czy oznacza… - powiódł wzrokiem po zebranych, szukając jakiegoś efekciarskiego albo zabawnego wytłumaczenia - że podrze ci się ubranie? Wiesz, ja trochę umiem szyć jak coś…
Przyszła kolej na niego. Oddał Jessiemu klucz i podwinął rękawy koszuli z namaszczeniem, które wywołało chichot wśród zgromadzonych. Przypomniał sobie mgliście ceremonie, jakie odprawiał Anthony podczas wróżenia z fusów w Mabon. Czy wróżeniu z wosku też powinna towarzyszyć jakaś inkantacja? Nie miał pojęcia, a zresztą i tak nie za bardzo powinien się z takową wychylać. Ujął w dłoń tygielek i powolutku przelał wosk przez ucho klucza.
Jabłko, pomyślał, już nawet nie dla tego ewentualnego romansu, tylko po to, żeby zobaczyć minę Jessiego i móc oddać się odpowiednio barwnej intepretacji tego symbolu przed zgromadzoną wokół widownią. Niech to będzie jabłko!
Zanurzył rękę w wodzie i wyłowił kształt. Uniósł go, nie dbając o wodę ściekającą mu po przedramionach i wsiąkającą w rękawy koszuli.
To zdecydowanie nie wyglądało jak jabłko.
- Co to jest, kolejny czajnik?... Żelazko? - skrzywił się, rozczarowany.
Rozbawiony uśmiech Hannibala trafił w pierwszej kolejności do Jessiego. Oczywiście, że mógł poderwać losową osobę dowolnej płci, ale jednak z rzucaniem powłóczystych spojrzeń chłopcom w nieodpowiednich miejscach trzeba było uważać. Można było faktycznie ugrać romans, albo skandal, dwa optymalne w mniemaniu młodego aktora scenariusze… ale można było też zarobić w nos. Nie wspominając o innych, znacznie mniej przewidywalnych rezultatach… Żaden z obecnych przy stole mugoli jednakże nie wzbudził tego wieczoru jego zainteresowania, a poza tym przyszli tu na kulturalne koleżeńskie piwo, nie na podryw.
Widząc zaniepokojenie Jessiego na swoje słowa o kłopotach, machnął uspokajająco ręką.
- Przejściowe miały być, to nic takiego.
Tym niemniej, to była prawdziwa wróżba.
Wysoki nastolatek najprawdopodobniej nie miał nic przeciwko dalszym wróżbom i poznaniu przyszłości, a protest dotyczył jedynie obecności Hannibala w tejże. Trudno było mu się dziwić, pewnie postrzegał go jako konkurencję do wdzięków koleżanki. Selwyn miłosiernie postanowił oszczędzić parze dalszych krępujących chwil i skupił się na kolejnej wróżbie.
- Wygląda trochę jak wiadro… ale jak obrócisz do góry nogami, to bardziej jak fez - zmarszczył brwi. Jakoś podejrzanie mały ten kształt, jak na ilość przelanego wosku. Hannibal zerknął z powrotem do misy, ale nie, nie pływało w niej nic więcej. Wróżby jednak działały w najdziwniejszy sposób. Co, jeżeli nawet wykonane w tak chaotyczny sposób i w tak mało magicznym towarzystwie wciąż miały moc?
Spróbował przypomnieć sobie listę możliwych do wywróżenia symboli. Pamiętał, że było ich strasznie dużo, chyba ze dwieście, i swego czasu wykuł na blachę znaczenia wszystkich - ale zapomniał o nich czym prędzej, zaraz po zdaniu egzaminu.
Małe wiadro… a może kubeczek?
Natchnienie, jak to często bywa w przypadku artystów, przybrało kobiecą postać. Zawiesił w zamyśleniu wzrok na drobnej mugolce o ciemnych, kręconych włosach, której strój nosił silne znamiona własnej roboty. Miała na sobie jakąś szydełkową narzutkę z losowo dobranymi guzikami i naszyjnik przyozdobiony agrafkami i…
- Takie małe i nierówne, to wygląda jak naparstek! - powiedziała i jakby odpowiednia klapka otworzyła się w jego głowie, Hannibal przypomniał sobie znaczenie wróżby. Naparstek symbolizował zmiany w domu, przewrotnie nie precyzując, czy chodziło o przemeblowanie, zmianę składu osobowego rodziny, czy o co właściwie. Prychnął.
- Phi! Też mi wróżba!- powiedział cicho do Jessiego, nie chcąc się dzielić z tą - nijak niepasującą do naparstka - interpretacją.
Po Spalonej Nocy niemal każdego czekały zmiany w domu.
- Naparstek? Czy oznacza… - powiódł wzrokiem po zebranych, szukając jakiegoś efekciarskiego albo zabawnego wytłumaczenia - że podrze ci się ubranie? Wiesz, ja trochę umiem szyć jak coś…
Przyszła kolej na niego. Oddał Jessiemu klucz i podwinął rękawy koszuli z namaszczeniem, które wywołało chichot wśród zgromadzonych. Przypomniał sobie mgliście ceremonie, jakie odprawiał Anthony podczas wróżenia z fusów w Mabon. Czy wróżeniu z wosku też powinna towarzyszyć jakaś inkantacja? Nie miał pojęcia, a zresztą i tak nie za bardzo powinien się z takową wychylać. Ujął w dłoń tygielek i powolutku przelał wosk przez ucho klucza.
Jabłko, pomyślał, już nawet nie dla tego ewentualnego romansu, tylko po to, żeby zobaczyć minę Jessiego i móc oddać się odpowiednio barwnej intepretacji tego symbolu przed zgromadzoną wokół widownią. Niech to będzie jabłko!
Rzut Symbol 1d258 - 219
Telefon (kłopot z pamięcią)
Telefon (kłopot z pamięcią)
Zanurzył rękę w wodzie i wyłowił kształt. Uniósł go, nie dbając o wodę ściekającą mu po przedramionach i wsiąkającą w rękawy koszuli.
To zdecydowanie nie wyglądało jak jabłko.
- Co to jest, kolejny czajnik?... Żelazko? - skrzywił się, rozczarowany.