24.10.2025, 06:14 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.10.2025, 06:19 przez Aaron Andrew Moody.)
Z Anthonym i Philomeną w pobliżu stołu z datkami (wpłacam trochę, ale nie blokujemy już).
– Żaden cud – sprzeciwił się czysto konwersacjonalnym tonem Moody, który był przecież zdeklarowanym antyklerykałem. – Nie przypisujmy sile wyższej zasług ludzi stojących na czele autorytarnego reżimu, pani Mulciber. To dzięki jego protekcji dokonano przemiany państwa w liberalną gospodarkę rynkową, kłam zadając wszystkim, którzy krytykowali ideały przyświecające Hiszpanom. Porządek ponad wolnością, hierarchia ponad chaosem, obowiązek ponad zyskiem... – W to właśnie wierzył Aaron Moody. Na dnie jego oczu widać było zaciętość. – Gdyby tylko angielskie społeczeństwo było równie zdyscyplinowane, z pewnością podnieślibyśmy się szybciej z ataków wymierzonych w naszą państwowość. Ale my dysponujemy tylko liberałami pozbawionymi kręgosłupa moralnego i pseudokonserwatystami osiadłymi w wygodzie własnej gnuśności.
Dyskusję o wakacjach w Katalonii, oczywiście, zignorował. Być może Mulciberowa zażywała tam sanatoryjnego wypoczynku, a kpić ze staruszki w podeszłym wieku nie należało. Leże ogniomiotów katalońskich... Niespecjalnie znał się na smokach, ale nie zdziwiło go napomknienie Philomeny. Stara gadzina wylegiwała się przecież smoczym zwyczajem na stertach mulciberowskiego złota, choć zamiast siarki wypluwała rasistowskie artykuliki, które regularnie zaogniały opinię publiczną. Powinno się wyrwać jej kły, ograniczając wolność prasy na wzór Hiszpanii. A może całkiem pozbawić ją głowy...? Nie, zdecydował Moody. Zbyt wielu panoszyło się tutaj takich jak ona. Nie byłaby to już walka ze smokiem, lecz z hydrą. Z hydrą przekonanych o swojej wyższości angielskich arystokratów. Gdyby wybuchła panika, wszyscy zapomnieliby jednak o swej wyższości. Zapomnieliby, kto jest Mulciberem, kto Moodym, a kto trzecim puzonistą w orkiestrze, zrodzonym z matki mugolki. Ich krew na kunsztownej posadzce byłaby tak samo czerwona. Krew... Czym przaśny Merlin biczujący się na scenie aż do krwi, różnił się od nokturńskich kuglarzy? Wędrownych aktorów, którzy rozstawiali się ze swoim majdanem gdzie popadnie, żebrząc o datki?
Patrolując ulice, Moody widział kukiełkowe teatrzyki, za którymi ganiali mali ulicznicy. Więcej polotu miał pijany Punch nawalający pałką Judy, aniżeli para odgrywająca Merlina i Morganę. Tamtym rzucił nawet parę knutów, kręcąc potem głową, bo aktorzy przykleili kukiełkowemu Punchowi plakietkę z podpisem "auror", i zaczęli udawać, że wsadza sobie aurorską pałkę w dupę. Oczywiście, wlepił im wszystkim mandaty. A jednak nie żałował wydanych pieniędzy. Wiedział przynajmniej, że zasilą służbowy skarbiec, gdy przyjdzie termin spłaty mandatu. Wpłacił i teraz. Nie chciało mu się jednak wierzyć, że burżujski zarząd teatru nie uszczknie czegoś dla siebie. Zbiórka może i była na ofiary pożarów... Ale rezydencje czyściuchów płonęły przecież tym samym ogniem, co slumsy na obrzeżach miasta.
Czy rezydencja madame Mulciber również płonęła?, zastanowił się nagle. Zanotował sobie w pamięci, że należy to sprawdzić. To, i jej zeznania podatkowe.
Nie przerywając rozmowy, nachylił się na chwilę nad stołem z datkami, aby zadeklarować przekazanie symbolicznej kwoty, wciąż jednak obrócony był tak, aby móc widzieć Lorien, przechadzającą się po sali balowej.
– Tradycją jest również współistnienie czarodziejskiej i mugolskiej społeczności Doliny Godryka – skomentował rozważania Anthony'ego. – Jak słusznie zauważyła pani Mulciber, należy tutaj objąć jednolity front. – Wypaczenie jej słów dało Aaronowi upiorną satysfakcję. – Wszyscyśmy ucierpieli przecież w rozpętanych przez terrorystów pożarach. Priorytet winna mieć niezbędna infrastruktura, drogi, domy komunalne, obiekty szczególnej użyteczności publicznej. Uważam, jak i pan, że teatry... Mogłyby zaczekać.
– Żaden cud – sprzeciwił się czysto konwersacjonalnym tonem Moody, który był przecież zdeklarowanym antyklerykałem. – Nie przypisujmy sile wyższej zasług ludzi stojących na czele autorytarnego reżimu, pani Mulciber. To dzięki jego protekcji dokonano przemiany państwa w liberalną gospodarkę rynkową, kłam zadając wszystkim, którzy krytykowali ideały przyświecające Hiszpanom. Porządek ponad wolnością, hierarchia ponad chaosem, obowiązek ponad zyskiem... – W to właśnie wierzył Aaron Moody. Na dnie jego oczu widać było zaciętość. – Gdyby tylko angielskie społeczeństwo było równie zdyscyplinowane, z pewnością podnieślibyśmy się szybciej z ataków wymierzonych w naszą państwowość. Ale my dysponujemy tylko liberałami pozbawionymi kręgosłupa moralnego i pseudokonserwatystami osiadłymi w wygodzie własnej gnuśności.
Dyskusję o wakacjach w Katalonii, oczywiście, zignorował. Być może Mulciberowa zażywała tam sanatoryjnego wypoczynku, a kpić ze staruszki w podeszłym wieku nie należało. Leże ogniomiotów katalońskich... Niespecjalnie znał się na smokach, ale nie zdziwiło go napomknienie Philomeny. Stara gadzina wylegiwała się przecież smoczym zwyczajem na stertach mulciberowskiego złota, choć zamiast siarki wypluwała rasistowskie artykuliki, które regularnie zaogniały opinię publiczną. Powinno się wyrwać jej kły, ograniczając wolność prasy na wzór Hiszpanii. A może całkiem pozbawić ją głowy...? Nie, zdecydował Moody. Zbyt wielu panoszyło się tutaj takich jak ona. Nie byłaby to już walka ze smokiem, lecz z hydrą. Z hydrą przekonanych o swojej wyższości angielskich arystokratów. Gdyby wybuchła panika, wszyscy zapomnieliby jednak o swej wyższości. Zapomnieliby, kto jest Mulciberem, kto Moodym, a kto trzecim puzonistą w orkiestrze, zrodzonym z matki mugolki. Ich krew na kunsztownej posadzce byłaby tak samo czerwona. Krew... Czym przaśny Merlin biczujący się na scenie aż do krwi, różnił się od nokturńskich kuglarzy? Wędrownych aktorów, którzy rozstawiali się ze swoim majdanem gdzie popadnie, żebrząc o datki?
Patrolując ulice, Moody widział kukiełkowe teatrzyki, za którymi ganiali mali ulicznicy. Więcej polotu miał pijany Punch nawalający pałką Judy, aniżeli para odgrywająca Merlina i Morganę. Tamtym rzucił nawet parę knutów, kręcąc potem głową, bo aktorzy przykleili kukiełkowemu Punchowi plakietkę z podpisem "auror", i zaczęli udawać, że wsadza sobie aurorską pałkę w dupę. Oczywiście, wlepił im wszystkim mandaty. A jednak nie żałował wydanych pieniędzy. Wiedział przynajmniej, że zasilą służbowy skarbiec, gdy przyjdzie termin spłaty mandatu. Wpłacił i teraz. Nie chciało mu się jednak wierzyć, że burżujski zarząd teatru nie uszczknie czegoś dla siebie. Zbiórka może i była na ofiary pożarów... Ale rezydencje czyściuchów płonęły przecież tym samym ogniem, co slumsy na obrzeżach miasta.
Czy rezydencja madame Mulciber również płonęła?, zastanowił się nagle. Zanotował sobie w pamięci, że należy to sprawdzić. To, i jej zeznania podatkowe.
Nie przerywając rozmowy, nachylił się na chwilę nad stołem z datkami, aby zadeklarować przekazanie symbolicznej kwoty, wciąż jednak obrócony był tak, aby móc widzieć Lorien, przechadzającą się po sali balowej.
– Tradycją jest również współistnienie czarodziejskiej i mugolskiej społeczności Doliny Godryka – skomentował rozważania Anthony'ego. – Jak słusznie zauważyła pani Mulciber, należy tutaj objąć jednolity front. – Wypaczenie jej słów dało Aaronowi upiorną satysfakcję. – Wszyscyśmy ucierpieli przecież w rozpętanych przez terrorystów pożarach. Priorytet winna mieć niezbędna infrastruktura, drogi, domy komunalne, obiekty szczególnej użyteczności publicznej. Uważam, jak i pan, że teatry... Mogłyby zaczekać.
– You're too difficult.
– The situation is difficult, not me.
– The situation is difficult, not me.