24.10.2025, 21:51 ✶
Marta zniknęła z piskiem, zostawiając po sobie jedynie chłód i echo łkania - świetne widowisko, szkoda tylko, że bez puenty. Prue wpatrywała się jeszcze w pustą przestrzeń, jakby spodziewała się, że duch zaraz wróci z kolejnym aktem, ja oparłem się o marmurowy zlew i skrzyżowałem ręce.
- Nie przepadam za dramatami, które nie mają sensu. - Mruknąłem półgłosem, obserwując, jak walczyła ze sobą - widziałem to drżenie w policzku, tę cichą złość, która w niej narastała, zawsze była tak łatwa do odczytania. Może tego nie słyszałem, ale byłem pewien, że westchnęła cicho, w taki sposób, który mówił więcej niż jakiekolwiek słowa - to było westchnienie prefektki, która żałowała, że musi dzielić powietrze z kimś takim jak ja. Jej spojrzenie stwardniało, ale to tylko mnie rozbawiło. Zrobiłem krok w jej stronę - nie odsunęła się, była uroczo uparta, to było w niej najciekawsze, ta duma, desperacka potrzeba pokazania, że się nie boi, ma władzę. Prefektka, doskonała, odpowiedzialna, zimna, tylko że teraz, tutaj, wyglądała jak ktoś, komu właśnie zachwiało się całe poczucie porządku. Kiedy uniosła głowę, żeby spojrzeć na mnie, nie odwróciłem wzroku, czekałem, chwilę staliśmy w ciszy, naprzeciwko siebie, w chłodnym świetle, w tle wciąż słychać było stłumione łkanie Marty, ale brzmiało to, jak echo zupełnie innego świata.
- Oczywiście, że możesz. - Odparłem spokojnie. - Tylko wiesz, co jest zabawne? Kiedy ktoś cię zapyta, co robiłaś po uczcie z Rookwoodem… Nie jestem pewien, czy twoje „mogę” zabrzmi równie przekonująco.
Widziałem, jak na moment zamarła, to był ten błysk w oczach - gniew, ale też świadomość, że miałem rację i nic, co powie, nie zmieni sytuacji.
- Prefektka, która wymyka się z uczty i kończy w łazience z chłopakiem, o którym podobno nie ma najlepszego zdania. Plotki same się napiszą. - Uśmiechnąłem się, z tym moim ulubionym, przesadnie niewinnym uśmiechem, wiedziałem, że go nie znosiła. Przesunąłem się jeszcze bliżej, aż niemal dotknąłem jej ramienia - pachniała tuszem i pergaminem, tak jak zawsze, poważnie, jakby całe życie było listą obowiązków. - Nie rób takiej miny, Prue. - Mój głos złagodniał, ale tylko na moment. - Nie przejmuj się. - Spojrzałem na nią z ukosa. - Ja też nie wierzę, że ktoś mógłby pomyśleć, że chciałbym… Czegokolwiek. - Zrobiłem krótką pauzę. Nie drgnęła, to było w niej najlepsze - potrafiła milczeć, nawet kiedy w środku aż kipiała. - Chociaż, patrząc na ciebie teraz, może jednak powinienem. - Rzuciłem luźno, mając świadomość, że po raz kolejny udało mi się ją wyprowadzić z równowagi, nawet jeśli już zaczynało mnie to nudzić.
- No, dobrze, prefektko, skoro oboje nie mamy tu czego szukać, proponuję rozejść się w cywilizowany sposób. Ty wróć do swoich czytadeł i obowiązków, ja do swojego bezużytecznego życia, hm? I cicho-sza. Co dzieje się w kiblu, zostaje w kiblu, tak będzie lepiej, prawda? - Uśmiechnąłem się szerzej, wzruszając ramionami.
- Nie przepadam za dramatami, które nie mają sensu. - Mruknąłem półgłosem, obserwując, jak walczyła ze sobą - widziałem to drżenie w policzku, tę cichą złość, która w niej narastała, zawsze była tak łatwa do odczytania. Może tego nie słyszałem, ale byłem pewien, że westchnęła cicho, w taki sposób, który mówił więcej niż jakiekolwiek słowa - to było westchnienie prefektki, która żałowała, że musi dzielić powietrze z kimś takim jak ja. Jej spojrzenie stwardniało, ale to tylko mnie rozbawiło. Zrobiłem krok w jej stronę - nie odsunęła się, była uroczo uparta, to było w niej najciekawsze, ta duma, desperacka potrzeba pokazania, że się nie boi, ma władzę. Prefektka, doskonała, odpowiedzialna, zimna, tylko że teraz, tutaj, wyglądała jak ktoś, komu właśnie zachwiało się całe poczucie porządku. Kiedy uniosła głowę, żeby spojrzeć na mnie, nie odwróciłem wzroku, czekałem, chwilę staliśmy w ciszy, naprzeciwko siebie, w chłodnym świetle, w tle wciąż słychać było stłumione łkanie Marty, ale brzmiało to, jak echo zupełnie innego świata.
- Oczywiście, że możesz. - Odparłem spokojnie. - Tylko wiesz, co jest zabawne? Kiedy ktoś cię zapyta, co robiłaś po uczcie z Rookwoodem… Nie jestem pewien, czy twoje „mogę” zabrzmi równie przekonująco.
Widziałem, jak na moment zamarła, to był ten błysk w oczach - gniew, ale też świadomość, że miałem rację i nic, co powie, nie zmieni sytuacji.
- Prefektka, która wymyka się z uczty i kończy w łazience z chłopakiem, o którym podobno nie ma najlepszego zdania. Plotki same się napiszą. - Uśmiechnąłem się, z tym moim ulubionym, przesadnie niewinnym uśmiechem, wiedziałem, że go nie znosiła. Przesunąłem się jeszcze bliżej, aż niemal dotknąłem jej ramienia - pachniała tuszem i pergaminem, tak jak zawsze, poważnie, jakby całe życie było listą obowiązków. - Nie rób takiej miny, Prue. - Mój głos złagodniał, ale tylko na moment. - Nie przejmuj się. - Spojrzałem na nią z ukosa. - Ja też nie wierzę, że ktoś mógłby pomyśleć, że chciałbym… Czegokolwiek. - Zrobiłem krótką pauzę. Nie drgnęła, to było w niej najlepsze - potrafiła milczeć, nawet kiedy w środku aż kipiała. - Chociaż, patrząc na ciebie teraz, może jednak powinienem. - Rzuciłem luźno, mając świadomość, że po raz kolejny udało mi się ją wyprowadzić z równowagi, nawet jeśli już zaczynało mnie to nudzić.
- No, dobrze, prefektko, skoro oboje nie mamy tu czego szukać, proponuję rozejść się w cywilizowany sposób. Ty wróć do swoich czytadeł i obowiązków, ja do swojego bezużytecznego życia, hm? I cicho-sza. Co dzieje się w kiblu, zostaje w kiblu, tak będzie lepiej, prawda? - Uśmiechnąłem się szerzej, wzruszając ramionami.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)