24.10.2025, 22:08 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.10.2025, 22:13 przez Benjy Fenwick.)
Nie byłem pewien, co bardziej mnie teraz wyprowadzało z równowagi - jej spokój, czy ta niezachwiana wiara, że wszystko dało się naprawić jednym machnięciem wahadełka. Mówiła o hipnozie jak o jakimś cudownym środku, a ja... ja po prostu wiedziałem, że niektórych rzeczy nie da się „naprawić” - można je tylko nosić i udawać, że ciężar nie boli.
- Nie polównuję. - Mruknąłem w końcu, przesuwając wzrokiem po jej twarzy. - Ale s boku wygląda podobnie - w obu pszypadkach ktoś gszebie ci w głowie. Lóżnica jest taka, sze po lobotomii pszynajmniej wiesz, sze już cię to nie bęsie obchodziło. - Oceniłem, bo nie wyglądała na kogoś, kogo mogłyby dotknąć takie słowa. Słuchała mnie, owszem, ale w jej oczach czaiło się coś, co bardziej przypominało cierpliwość nauczycielki wobec krnąbrnego ucznia niż rzeczywistą empatię - to też odrobinę działało na moje zszargane nerwy. - Poza tym, jeśli ktoś zaczyna zdanie od „to nie jest lobotomia”, to znaczy, sze jusz sam się zastanawiał, czy tlochę nią nie jest, no, ale okej. - Nie wiem, czy próbowałem ją sprowokować, czy po prostu chciałem zobaczyć, czy w końcu straci cierpliwość, nie straciła, tylko patrzyła na mnie z tym spokojem, który graniczył z ironią.
- O, tego akulat nigdy nie wiem. - Odpowiedziałem z lekkim, zmęczonym uśmiechem. - Ale zwykle jest do dupy. - Nie wiem, czy chciałem ją przestraszyć, czy tylko usprawiedliwić siebie, czasami te rzeczy się zlewają.
Cisza, która po tym zapadła, wydawała się gęstsza niż powietrze, słychać było tylko deszcz i miarowe tykanie zegara na ścianie, patrzyłem na jej dłonie, na delikatne ruchy palców, kiedy znowu wprawiała wahadełko w ruch. Głos miała głęboki, uspokajający, nieco niższy niż wcześniej. Wydawał się odbijać echem gdzieś w mojej głowie. Wahadełko poruszało się coraz wolniej, ale czułem, że mięśnie karku wciąż mam napięte - w mojej głowie wibrowało coś nieokreślonego, coś między napięciem a gotowością do ucieczki. Zamrugałem. Powoli, bez gniewu, bez oporu, bardziej ze zdziwieniem.
- Nie jestem z tych, co milczą na zawołanie, spytaj moją byłą szonę. - Odparłem półgłosem. - Ale plóbuj dalej. - Chciałem się uśmiechnąć, naprawdę, ale coś w środku mnie zaczynało się rozluźniać - dziwnie, niebezpiecznie, jakby ktoś powoli odkręcał śrubę w mojej czaszce i spuszczał napięcie, którego nawet nie wiedziałem, że się trzymałem. Wahadełko znów ruszyło, precyzyjnie, jednostajnie, wpatrywałem się w nie, chociaż miałem wrażenie, że z każdym ruchem widzę już nie metal, tylko rozmazane refleksy, błyskające echem po wewnętrznej stronie powiek.
- Nie polównuję. - Mruknąłem w końcu, przesuwając wzrokiem po jej twarzy. - Ale s boku wygląda podobnie - w obu pszypadkach ktoś gszebie ci w głowie. Lóżnica jest taka, sze po lobotomii pszynajmniej wiesz, sze już cię to nie bęsie obchodziło. - Oceniłem, bo nie wyglądała na kogoś, kogo mogłyby dotknąć takie słowa. Słuchała mnie, owszem, ale w jej oczach czaiło się coś, co bardziej przypominało cierpliwość nauczycielki wobec krnąbrnego ucznia niż rzeczywistą empatię - to też odrobinę działało na moje zszargane nerwy. - Poza tym, jeśli ktoś zaczyna zdanie od „to nie jest lobotomia”, to znaczy, sze jusz sam się zastanawiał, czy tlochę nią nie jest, no, ale okej. - Nie wiem, czy próbowałem ją sprowokować, czy po prostu chciałem zobaczyć, czy w końcu straci cierpliwość, nie straciła, tylko patrzyła na mnie z tym spokojem, który graniczył z ironią.
- O, tego akulat nigdy nie wiem. - Odpowiedziałem z lekkim, zmęczonym uśmiechem. - Ale zwykle jest do dupy. - Nie wiem, czy chciałem ją przestraszyć, czy tylko usprawiedliwić siebie, czasami te rzeczy się zlewają.
Cisza, która po tym zapadła, wydawała się gęstsza niż powietrze, słychać było tylko deszcz i miarowe tykanie zegara na ścianie, patrzyłem na jej dłonie, na delikatne ruchy palców, kiedy znowu wprawiała wahadełko w ruch. Głos miała głęboki, uspokajający, nieco niższy niż wcześniej. Wydawał się odbijać echem gdzieś w mojej głowie. Wahadełko poruszało się coraz wolniej, ale czułem, że mięśnie karku wciąż mam napięte - w mojej głowie wibrowało coś nieokreślonego, coś między napięciem a gotowością do ucieczki. Zamrugałem. Powoli, bez gniewu, bez oporu, bardziej ze zdziwieniem.
- Nie jestem z tych, co milczą na zawołanie, spytaj moją byłą szonę. - Odparłem półgłosem. - Ale plóbuj dalej. - Chciałem się uśmiechnąć, naprawdę, ale coś w środku mnie zaczynało się rozluźniać - dziwnie, niebezpiecznie, jakby ktoś powoli odkręcał śrubę w mojej czaszce i spuszczał napięcie, którego nawet nie wiedziałem, że się trzymałem. Wahadełko znów ruszyło, precyzyjnie, jednostajnie, wpatrywałem się w nie, chociaż miałem wrażenie, że z każdym ruchem widzę już nie metal, tylko rozmazane refleksy, błyskające echem po wewnętrznej stronie powiek.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)