Nie mógł pozwolić, aby dama upadła. Lecz z drugiej strony, byłby to całkiem ciekawy widok, patrząc na nią z góry jak klęczy. Sytuacja w tej chwili była zupełnie inna. Podtrzymywał ją i pozwalał się o dziwo podeprzeć, aby miała możliwość utrzymania równowagi. Co więcej, poczucie bezpieczeństwa. Nawet, jeżeli wewnętrznie bolał go fakt, iż mogła pognieść mu ubranie. Musiał to przeboleć. Jak fakt, spalonej garderoby i sypialni.
Był cierpliwy. Ale też nie ukrywał swojego zaniepokojenie jej kaszlem. Widocznie była mocno uczulona na opadający pył z nieba. Albo sam dym ich otaczający. Ogień musiał być inny. W świecie czarodziei nie było to zdziwieniem. Mogli przecież wszystko. Byli ponad mugolami. Mieli coś, czego oni nie mogli i nie powinni posiadać.
Nie zdziwił się, że zapytała o krzesło. Każdy by się zdziwił i wziąłby go pewnie za jakiegoś idiotę, który widzi samochodzące krzesło. Gdyby znał powieść "Pięknej i Bestii", zacząłby się obawiać o pozostałe meble w swoim domu, czy nie zaczną do niego mówić. To krzesło, na szczęście milczało.
- Jakby to powiedzieć…Podrapał się trochę po głowie, główką swojej laski, jaką trzymał w drugiej dłoni. Gdyż jedną ręką podtrzymywał towarzyszkę. Szukał po prostu odpowiednich słów.
- Coś sprawiło, że gdy ugasiłem ogień, zaczęło się samoistnie poruszać. W dodatku wygląda na nietknięte.
Wyjaśnił najprościej jak potrafił i jak to sam widział. Nie miał jeszcze czasu temu dokładniej się przyjrzeć. Ale na pewno go denerwowało. Co, jeśli go w nocy podczas snu zaatakuje? Tylko tak właściwie, nie miał na czym spać w swoim mieszkaniu.
Na tym krześle nie będzie próbował…
Chciał, aby Astoria w pierwszej kolejności udała się do Munga. Z tym kaszlem, może być gorzej, jeżeli nie otrzyma pomocy od razu. Avery jednak zaprotestowała. Odsunęła się pod ścianę i usiadła pod nią. Renigald obserwował ją z góry, słuchając. Była uparta. Jak zresztą każda kobieta. Mógłby spróbować ją wcisnąć do uzdrowiciela bez kolejki i nie musiałaby czekać w poczekalni, gdyby do tego miało dojść.
- Niech będzie. Mogę nas teleportować prosto do Galerii.Zgodził się, nauczony tym, aby z kobietami nie dyskutować a robić jak chcą. Czy nie tak było w przypadku jego koleżanki Penny? Ile razy było, że miała w czymś rację? Albo też musiała robić po swojemu a on na to się zgadzał?
Poczekał, aż Astoria dojdzie do siebie i kiedy byłaby gotowa, wyciągnął w jej stronę wolną dłoń, aby pomóc wstać i chwycić mocno. Teleportowałby ich od razu. Znał to miejsce. Nie raz tam bywał. Czasami odwiedzał Galerie, szukając dla siebie czegoś niespotykanego. Interesującego.