24.10.2025, 23:55 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.10.2025, 23:57 przez Benjy Fenwick.)
Słuchałem jej w milczeniu, oparty o marmurowy zlew, a każde jej słowo brzmiało jak próba usprawiedliwienia się przed samą sobą - uwielbiałem, gdy to robiła, kiedy próbowała zachować twarz, mimo że wiedziała, iż już dawno ją straciła, przynajmniej przede mną. Uniosłem brew, przyglądając się jej z uśmiechem, który pewnie chciała zetrzeć pięścią, ale była na to zbyt ułożona, za kulturalna.
- Masz rację. - Powiedziałem spokojnie, z nutą znudzenia, która zawsze ją doprowadzała do szału. - Plotki o Marcie są wieczne, bo Marta nie potrafi odpuścić. Ty też nie. - Prue oddychała nierówno, gniew mieszał się z czymś, czego pewnie sama nie chciała nazwać, zrobiłem krok. - Wiesz, co jest zabawne? - Rzuciłem, zerkając na nią. - Ty też zostaniesz. Może nie jako duch, ale jako historia. „Prefektka, która prawie…”. Nie dokończę, sama wybierz zakończenie. - Uśmiechnąłem się krzywo. Spojrzałem na jej zaciśniętą dłoń - drżała, Prudence zawsze próbowała udawać, że ma nad wszystkim kontrolę, ale ciało ją zdradzało. Sam złożyłem ręce za plecami, jakbym właśnie kończył jakiś wykład, i przechyliłem głowę lekko w bok.
Jej spojrzenie, ostre, nieustępliwe, wbijało się we mnie jak ostrze. Nie miała pojęcia, jak łatwo było ją rozgryźć. Słuchałem jej, nie przerywając, chociaż każde kolejne zdanie brzmiało jak recytacja z podręcznika o moralności.
Oczywiście, że musiała mieć ostatnie słowo - zawsze, to była jej największa wada i, niestety, jedna z bardziej fascynujących rzeczy w niej.
- I znowu masz rację. - Potwierdziłem z tym samym uśmieszkiem, choć z cieniem czegoś innego w oczach. - Ja naprawdę wszystko mam gdzieś. - Prychnąłem. - Ale to ty wciąż się łudzisz, że zasady cię obronią, a kiedy nikt nie patrzy, trzymasz się ich tylko po to, żeby nie przyznać, że cię męczą. - Dodałem cicho. Nie musiałem widzieć jej reakcji, żeby wiedzieć, że trafiłem - zrobiłem krok bliżej, znów. Nie z pośpiechu, raczej z przekonania, że i tak się nie cofnie. Nie wiedziała, że właśnie w ten sposób dawała mi przewagę - każda próba utrzymania kontroli była dla mnie dowodem, że ją tracisz.
Zatrzymałem się tuż przed nią, bliżej niż powinienem, czułem jej oddech, krótki, urywany, wymieszany z moim. Zabawne, że nawet teraz, z tą całą swoją pozorną niechęcią, nie odsunęła się.
- Myśl, że potrafisz mnie zaskoczyć, jest… - Urwałem, pozwalając, by słowo zawisło w powietrzu. - Urocza. - Uśmiechnąłem się, bez pośpiechu, tym razem bez udawania niewinności - prawdziwie, z satysfakcją, którą trudno było ukryć. - Ale doceniam ambicję. - Dodałem miękko. - Naprawdę.
Podniosłem rękę, przesunąłem palcami po jej skroni i odgarnąłem kosmyk włosów za ucho.
Zrobiłem to powoli, z premedytacją, jakby w ogóle nie istniała ta granica, której nigdy nie powinienem był przekroczyć. Zatrzymałem wzrok na jej twarzy. Na sekundę coś we mnie drgnęło - coś, czego nie chciałem nazwać. Może to przez to, że była tak blisko, może przez to, że mimo całego jej gniewu nie wyglądała już tylko na wściekłą. Nie powiedziałem nic więcej, zamiast tego, powoli, bardzo powoli, uniosłem rękę, jakbym chciał dotknąć jej policzka jeszcze raz, ale się rozmyśliłem. Zatrzymałem dłoń w pół drogi i opuściłem.
- Przewaga to tylko złudzenie, Prudy. - Powiedziałem miękko. - Zawsze należy do tego, kto się mniej przejmuje. - Jak na życzenie, byłem świadomy, że peruka zsunęła mi się lekko na kark, okulary przesunęły się na czubek nosa, a mimo to nie poprawiłem ich. Widziałem swoje odbicie w jej oczach - chłodne, wyzywające, zadowolone z siebie, może trochę zbyt zadowolone.
- Pożałuję? - Spytałem cicho, pozwalając, by słowo zawisło między nami, czasem cisza po odpowiednio dobranym słowie była lepsza niż cała tyrada. - To już zależy od tego, co planujesz. Obyś była lepsza w rewanżu, niż w groźbach, inaczej zrobi się nudno, a ty przecież nie jesteś nudziarą. - Dodałem, z lekkim przekąsem.
- Masz rację. - Powiedziałem spokojnie, z nutą znudzenia, która zawsze ją doprowadzała do szału. - Plotki o Marcie są wieczne, bo Marta nie potrafi odpuścić. Ty też nie. - Prue oddychała nierówno, gniew mieszał się z czymś, czego pewnie sama nie chciała nazwać, zrobiłem krok. - Wiesz, co jest zabawne? - Rzuciłem, zerkając na nią. - Ty też zostaniesz. Może nie jako duch, ale jako historia. „Prefektka, która prawie…”. Nie dokończę, sama wybierz zakończenie. - Uśmiechnąłem się krzywo. Spojrzałem na jej zaciśniętą dłoń - drżała, Prudence zawsze próbowała udawać, że ma nad wszystkim kontrolę, ale ciało ją zdradzało. Sam złożyłem ręce za plecami, jakbym właśnie kończył jakiś wykład, i przechyliłem głowę lekko w bok.
Jej spojrzenie, ostre, nieustępliwe, wbijało się we mnie jak ostrze. Nie miała pojęcia, jak łatwo było ją rozgryźć. Słuchałem jej, nie przerywając, chociaż każde kolejne zdanie brzmiało jak recytacja z podręcznika o moralności.
Oczywiście, że musiała mieć ostatnie słowo - zawsze, to była jej największa wada i, niestety, jedna z bardziej fascynujących rzeczy w niej.
- I znowu masz rację. - Potwierdziłem z tym samym uśmieszkiem, choć z cieniem czegoś innego w oczach. - Ja naprawdę wszystko mam gdzieś. - Prychnąłem. - Ale to ty wciąż się łudzisz, że zasady cię obronią, a kiedy nikt nie patrzy, trzymasz się ich tylko po to, żeby nie przyznać, że cię męczą. - Dodałem cicho. Nie musiałem widzieć jej reakcji, żeby wiedzieć, że trafiłem - zrobiłem krok bliżej, znów. Nie z pośpiechu, raczej z przekonania, że i tak się nie cofnie. Nie wiedziała, że właśnie w ten sposób dawała mi przewagę - każda próba utrzymania kontroli była dla mnie dowodem, że ją tracisz.
Zatrzymałem się tuż przed nią, bliżej niż powinienem, czułem jej oddech, krótki, urywany, wymieszany z moim. Zabawne, że nawet teraz, z tą całą swoją pozorną niechęcią, nie odsunęła się.
- Myśl, że potrafisz mnie zaskoczyć, jest… - Urwałem, pozwalając, by słowo zawisło w powietrzu. - Urocza. - Uśmiechnąłem się, bez pośpiechu, tym razem bez udawania niewinności - prawdziwie, z satysfakcją, którą trudno było ukryć. - Ale doceniam ambicję. - Dodałem miękko. - Naprawdę.
Podniosłem rękę, przesunąłem palcami po jej skroni i odgarnąłem kosmyk włosów za ucho.
Zrobiłem to powoli, z premedytacją, jakby w ogóle nie istniała ta granica, której nigdy nie powinienem był przekroczyć. Zatrzymałem wzrok na jej twarzy. Na sekundę coś we mnie drgnęło - coś, czego nie chciałem nazwać. Może to przez to, że była tak blisko, może przez to, że mimo całego jej gniewu nie wyglądała już tylko na wściekłą. Nie powiedziałem nic więcej, zamiast tego, powoli, bardzo powoli, uniosłem rękę, jakbym chciał dotknąć jej policzka jeszcze raz, ale się rozmyśliłem. Zatrzymałem dłoń w pół drogi i opuściłem.
- Przewaga to tylko złudzenie, Prudy. - Powiedziałem miękko. - Zawsze należy do tego, kto się mniej przejmuje. - Jak na życzenie, byłem świadomy, że peruka zsunęła mi się lekko na kark, okulary przesunęły się na czubek nosa, a mimo to nie poprawiłem ich. Widziałem swoje odbicie w jej oczach - chłodne, wyzywające, zadowolone z siebie, może trochę zbyt zadowolone.
- Pożałuję? - Spytałem cicho, pozwalając, by słowo zawisło między nami, czasem cisza po odpowiednio dobranym słowie była lepsza niż cała tyrada. - To już zależy od tego, co planujesz. Obyś była lepsza w rewanżu, niż w groźbach, inaczej zrobi się nudno, a ty przecież nie jesteś nudziarą. - Dodałem, z lekkim przekąsem.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)