25.10.2025, 11:26 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.10.2025, 11:32 przez Millie Moody.)
– Serio? – Miles zdziwiła się na słowa Thomasa. To nie był ich pierwszy dom, na pewno nie był ostatni, ale pewność z jaką Figg to powiedział. Szmery bajery, zapalona świeczka i nara? W sensie no wiedziała, że Limbo istnieje (w pewnym sensie miała je we krwi), ale nie sądziła, że modlitwy mają aż taką moc. Aż dziw, że zaklęcia się na nich nie opierały. A może się opierały? Będzie musiała kiedyś zapytać Sebastiana.
– Jakbyście nie mieli miejscówki, to już Wam pomogę z tym pokojem, zdaje się zdatny. Można porządnie zabezpieczyć myślę przejście do tego pokoju bez ściany, żeby nie wiało Wam tutaj jak pogoda się popsuje i... – krzyki pana domu, przerwały jej tę konwersację, a Miles sapnęła gniewnie i ruszyła prosto w stronę zamkniętych drzwi. Zwykle w jakichkolwiek zestawieniach nie była tym dobrym policjantem. Ostatecznie płynęła w niej krew Moodych.
– Słuchaj Pan! Nasz lekarz, mógłby teraz leżeć i czytać sobie książkę po dyżurze, ale przyszliśmy tutaj, żeby Wam pomóc! I jak se chce pan zdechnąć z powodu mugolskich gówien, to mam to w piździe, ale pana rodzina na pana liczy, pańskie dzieci pana potrzebują SZCZEGÓLNIE TERAZ, więc proszę ogarnąć dupę i wypić atestowany SYROP NA KASZEL który ma po prostu bardziej fancy butelkę. SKUTECZNY. Taki, który sprawi, że będzie pan w stanie normalnie funkcjonować i pomóc żonie!
I już chciała dodać, że od dupy Liszka też ma się odpierdolić, bo to absolutnie jego sprawa czy chce sobie tam coś wsadzać czy nie, ale zza ściany rozbrzmiała salwa duszącego kaszlu zahaczająca o odruch wymiotny. Kto wie, może trochę niespodzianek z żołądka też się w ustach krnąbrnego pacjenta pojawiły. Umilkła więc i odczekała ten moment, mając też czas by uznać, że rozmawianie o dupie przyjaciela, to nie do końca to o czym chciałaby rozmawiać poza ich pokojem.
A kiedy drzwi się w końcu uchyliły, a za nimi pokazała się czerwona ze złości i kaszlu głowa "gospodarza". Zmęczony kaszlem ledwie trzymał się na nogach i wydawał się całkiem... zdesperowany. Może i lubił mugolskie ścierwa, ale nie musiał być wybitnym naukowcem, by empirycznie zauważać, że nie działają.
– Trzeba było od razu mówić, że to atestowany syrop. Nie lubię, jak robi się ze mnie idiotę. – łypnął z niechęcią na Basiliusa, ale finalnie wziął flakonik i wypił go duszkiem.
– Jakbyście nie mieli miejscówki, to już Wam pomogę z tym pokojem, zdaje się zdatny. Można porządnie zabezpieczyć myślę przejście do tego pokoju bez ściany, żeby nie wiało Wam tutaj jak pogoda się popsuje i... – krzyki pana domu, przerwały jej tę konwersację, a Miles sapnęła gniewnie i ruszyła prosto w stronę zamkniętych drzwi. Zwykle w jakichkolwiek zestawieniach nie była tym dobrym policjantem. Ostatecznie płynęła w niej krew Moodych.
– Słuchaj Pan! Nasz lekarz, mógłby teraz leżeć i czytać sobie książkę po dyżurze, ale przyszliśmy tutaj, żeby Wam pomóc! I jak se chce pan zdechnąć z powodu mugolskich gówien, to mam to w piździe, ale pana rodzina na pana liczy, pańskie dzieci pana potrzebują SZCZEGÓLNIE TERAZ, więc proszę ogarnąć dupę i wypić atestowany SYROP NA KASZEL który ma po prostu bardziej fancy butelkę. SKUTECZNY. Taki, który sprawi, że będzie pan w stanie normalnie funkcjonować i pomóc żonie!
Charyzma ◉◉○○○ na przekonywanie przez drzwi
Rzut N 1d100 - 98
Sukces!
Sukces!
I już chciała dodać, że od dupy Liszka też ma się odpierdolić, bo to absolutnie jego sprawa czy chce sobie tam coś wsadzać czy nie, ale zza ściany rozbrzmiała salwa duszącego kaszlu zahaczająca o odruch wymiotny. Kto wie, może trochę niespodzianek z żołądka też się w ustach krnąbrnego pacjenta pojawiły. Umilkła więc i odczekała ten moment, mając też czas by uznać, że rozmawianie o dupie przyjaciela, to nie do końca to o czym chciałaby rozmawiać poza ich pokojem.
A kiedy drzwi się w końcu uchyliły, a za nimi pokazała się czerwona ze złości i kaszlu głowa "gospodarza". Zmęczony kaszlem ledwie trzymał się na nogach i wydawał się całkiem... zdesperowany. Może i lubił mugolskie ścierwa, ale nie musiał być wybitnym naukowcem, by empirycznie zauważać, że nie działają.
– Trzeba było od razu mówić, że to atestowany syrop. Nie lubię, jak robi się ze mnie idiotę. – łypnął z niechęcią na Basiliusa, ale finalnie wziął flakonik i wypił go duszkiem.