22.02.2023, 13:04 ✶
Być może interesowało go z początku kto robi takie zamieszanie o cholerną piętę, tak po chwili po prostu przestał o tym myśleć, nawet w formie żartu, bo atmosfera z podejrzanej zrobiła się nieprzyjemna. Zdołali zostać odpowiednio siebie, tłum ich nie rozdzielił, ale Charles już czuł, że wyjdzie z tego cały posiniaczony, zadrapany i Merlin jeden wie co. Nie było jednak czasu na ten temat rozmyślać, z kolejnymi krzykami adrenalina zaczęła działać w jego organizmie o wiele intensywniej niż cokolwiek innego, a już definitywnie te dwie (jeżeli w ogóle!) szare komórki, jakie próbowały podtrzymywać cały teatrzyk znanym jako 'Charles Rookwood' w spójnej całości.
- Spróbujemy się tam teleportować - uprzedził ją tylko, bo wiedział, ze ruda źle reaguje na taki środek transportu. Mimo to, była to ich najlepsza i najszybsza opcja. Ścisnął ją odrobinę mocniej już gotowy do znajomego uczucia oderwania od ziemi, które towarzyszyło aportacji, ale nic się nie stało. Ba, ktoś w niego rzucił jakimś palem, prawdopodobnie od transparentu, dostał w głowę tak, ze aż mu w uszach zadzwoniło.
- Nosz jasna kurwa, pies ci matkę ruchał! - krzyknął w tamtą stronę, kompletnie nie przejmując się bólem, siniakiem, czy być może czymś poważniejszym, co mogłoby z tego wyniknąć. Nie myśląc za wiele, zirytowany, rzucił drętwotą, w osobę, która wydawała mu się tą, jaka chciała znokautować go chwilę temu drewnianym przedmiotem z przyczepioną doń resztką materiału. Nie skończyło się to, oczywiście najlepiej, bo grupa, która otaczała uderzoną zaklęciem osobę zbierała się w ich stronę, odpychając i kopiąc tłoczące się przy nich osoby.
- Taki myślisz, ze jesteś kurwa sprytny, popisujesz się przed dziewczyną, Rookwood? - Charlie nie był pewien skąd zna osoby, jakie się do nich właśnie, z jego winy i braku pomyślunku, przyczepiły, ale zaraz rozpoznał w conajmniej dwoch uczniów, z którymi, nie bez powodu, miał przeróżne potyczki w szkole. Tyle, że tym razem nie ograniczały ich szlabany, nauczyciele i sztywne zasady. Byli tylko oni, bruk i okropny chaos.
Brunetowi serce zabiło mocniej, spojrzał na Wood, jakby przepraszająco, nie wiedział co ma robić, stąd rzucił wcześniejsze zaklęcie, w panice, nie chciał wcale z nikim zaczynać bitki, ale skoro już tak się stało...
Wciąż jedną ręką trzymał przyjaciółkę, drugą miał uniesioną różdżkę, gotowy do bronienia się lub ucieczki.
- Teleportacja nie działa - mruknął do Heather tak, ze tylko ona go usłyszała.
- Spróbujemy się tam teleportować - uprzedził ją tylko, bo wiedział, ze ruda źle reaguje na taki środek transportu. Mimo to, była to ich najlepsza i najszybsza opcja. Ścisnął ją odrobinę mocniej już gotowy do znajomego uczucia oderwania od ziemi, które towarzyszyło aportacji, ale nic się nie stało. Ba, ktoś w niego rzucił jakimś palem, prawdopodobnie od transparentu, dostał w głowę tak, ze aż mu w uszach zadzwoniło.
- Nosz jasna kurwa, pies ci matkę ruchał! - krzyknął w tamtą stronę, kompletnie nie przejmując się bólem, siniakiem, czy być może czymś poważniejszym, co mogłoby z tego wyniknąć. Nie myśląc za wiele, zirytowany, rzucił drętwotą, w osobę, która wydawała mu się tą, jaka chciała znokautować go chwilę temu drewnianym przedmiotem z przyczepioną doń resztką materiału. Nie skończyło się to, oczywiście najlepiej, bo grupa, która otaczała uderzoną zaklęciem osobę zbierała się w ich stronę, odpychając i kopiąc tłoczące się przy nich osoby.
- Taki myślisz, ze jesteś kurwa sprytny, popisujesz się przed dziewczyną, Rookwood? - Charlie nie był pewien skąd zna osoby, jakie się do nich właśnie, z jego winy i braku pomyślunku, przyczepiły, ale zaraz rozpoznał w conajmniej dwoch uczniów, z którymi, nie bez powodu, miał przeróżne potyczki w szkole. Tyle, że tym razem nie ograniczały ich szlabany, nauczyciele i sztywne zasady. Byli tylko oni, bruk i okropny chaos.
Brunetowi serce zabiło mocniej, spojrzał na Wood, jakby przepraszająco, nie wiedział co ma robić, stąd rzucił wcześniejsze zaklęcie, w panice, nie chciał wcale z nikim zaczynać bitki, ale skoro już tak się stało...
Wciąż jedną ręką trzymał przyjaciółkę, drugą miał uniesioną różdżkę, gotowy do bronienia się lub ucieczki.
- Teleportacja nie działa - mruknął do Heather tak, ze tylko ona go usłyszała.
I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you