25.10.2025, 21:34 ✶
Bodajże od dziesięciu lat nie byli tak blisko siebie. Leżeli wspólnie, wtuleni w siebie nawzajem i było w tym coś... właściwego. Jakby element układanki wskoczył na swoje miejsce. Tyle, że te puzzle były niemal skończone, a kawałek leżał na widoku. Oczywista oczywistość, której nie zauważali. Icarus objął Monę ramieniem, a gdy ona przytuliła się do jego ciepłego swetra, jego policzek wylądował w jej włosach. Pachniały jej szamponem ziołowym i wiatrem z wrzosowisk. Ten zapach urzekał go w innym sensie niż samotniczka. Nie chciał wypuszczać jej z ramion i... pragnął jej. Nie w sposób gwałtowny, gorączkowy, nie w tym momencie przynajmniej. Chciał czegoś spokojnego, łagodnego, przytulnego.
Kochał ją. Na bogów, kochał ją.
Widział jednak, że była nieszczęśliwa. Że cierpiała. Pogłaskał ją po ramieniu powolutku. Chciał, żeby było im ciepło i wygodnie. Nie tylko na ciele, lecz i na duchu. Pragnął pozostać w tym stanie już zawsze.
– Hej, mamy czas – powiedział jej cicho. – Wiem, że ciężko się o tym mówi. Ale... chciałbym, żebyś była szczęśliwa. A niestety, jak rzeczy chowają się nam pod skórą, trują nas od środka. A jak komuś się opowie, choć część tego... to trochę jak antidotum. Przynajmniej nie dusisz tego wszystkiego w sobie.
Kiepski był z niego przykład pod tym względem, ale chciał, żeby Mo przestało trapić to coś, co ją dręczyło. Już sam fakt, że podczas Spalonej Nocy jej mieszkanie odnalazł Śmierciożerca, było horrorem. Jeszcze zapewne tęskniła za smokami, za rezerwatem. W Ministerstwie musiała się wręcz dusić. Jednak Ari nie chciał gdybać o tym na głos. Chciał dać Mo czas i przestrzeń na powiedzenie o tym wszystkim. We własnym tempie.
Kochał ją. Na bogów, kochał ją.
Widział jednak, że była nieszczęśliwa. Że cierpiała. Pogłaskał ją po ramieniu powolutku. Chciał, żeby było im ciepło i wygodnie. Nie tylko na ciele, lecz i na duchu. Pragnął pozostać w tym stanie już zawsze.
– Hej, mamy czas – powiedział jej cicho. – Wiem, że ciężko się o tym mówi. Ale... chciałbym, żebyś była szczęśliwa. A niestety, jak rzeczy chowają się nam pod skórą, trują nas od środka. A jak komuś się opowie, choć część tego... to trochę jak antidotum. Przynajmniej nie dusisz tego wszystkiego w sobie.
Kiepski był z niego przykład pod tym względem, ale chciał, żeby Mo przestało trapić to coś, co ją dręczyło. Już sam fakt, że podczas Spalonej Nocy jej mieszkanie odnalazł Śmierciożerca, było horrorem. Jeszcze zapewne tęskniła za smokami, za rezerwatem. W Ministerstwie musiała się wręcz dusić. Jednak Ari nie chciał gdybać o tym na głos. Chciał dać Mo czas i przestrzeń na powiedzenie o tym wszystkim. We własnym tempie.