25.10.2025, 22:11 ✶
Dym jeszcze unosił się w powietrzu, kiedy usłyszałem kroki, nie były to lekkie, chaotyczne tupnięcia jakiegoś pierwszaka, ten rytm był zbyt pewny, zbyt kontrolowany. Nie potrzebowałem patrzeć, żeby wiedzieć, kto to. Zaciągnąłem się jeszcze raz, zanim jej sylwetka pojawiła się zza muru, Prudence Bletchley miała ten szczególny dar wchodzenia tam, gdzie nikt jej nie prosił, zawsze w najgorszym możliwym momencie. Jej głos zabrzmiał jak pęknięcie lodu na jeziorze. „Zaiste, pierdolony cyrk.” Nie wiem, co bardziej mnie rozśmieszyło - to, że powtórzyła moje słowa, czy to, jak usilnie próbowała zachować ten swój nienaganny ton prefektki, jakby trzymała w ryzach cały świat.
- Spodziewałem się raczej jakiegoś smarkacza, a tu proszę, popatrz, prefekt zstąpił między grzeszników. - Mruknąłem, nie odrywając wzroku od linii horyzontu. - Brakowało mi moralnego autorytetu. - Zwróciłem na nią wzrok, przelotnie, lecz wystarczająco długo, żeby zobaczyć, że zacisnęła usta. - Martwiłem się, że nikt nie doceni mojego przedstawienia. - Rzuciłem niedopałek, przydeptałem go butem i sięgnąłem po kolejnego papierosa, chociaż dobrze wiedziałem, że to przesada, ale każdy powód, by irytować ją bez słów, był dobry. Oparłem się jeszcze wygodniej o murek, przeniosłem wzrok na Prue i parsknąłem pod nosem.
- Co, przyszłaś mnie zgasić jak peta? - spytałem cicho, bez podniesienia głosu. - Bo jeśli tak, to lepiej się pospiesz, zanim naprawdę się rozpalę. - Przyjrzałem się jej uważniej, wciąż z tą obojętną miną, która była tylko połówką prawdy. Palce same znalazły drogę do kieszeni, zmięty list wciąż tam był, przypominał o sobie jak babrająca się rana.
- Spodziewałem się raczej jakiegoś smarkacza, a tu proszę, popatrz, prefekt zstąpił między grzeszników. - Mruknąłem, nie odrywając wzroku od linii horyzontu. - Brakowało mi moralnego autorytetu. - Zwróciłem na nią wzrok, przelotnie, lecz wystarczająco długo, żeby zobaczyć, że zacisnęła usta. - Martwiłem się, że nikt nie doceni mojego przedstawienia. - Rzuciłem niedopałek, przydeptałem go butem i sięgnąłem po kolejnego papierosa, chociaż dobrze wiedziałem, że to przesada, ale każdy powód, by irytować ją bez słów, był dobry. Oparłem się jeszcze wygodniej o murek, przeniosłem wzrok na Prue i parsknąłem pod nosem.
- Co, przyszłaś mnie zgasić jak peta? - spytałem cicho, bez podniesienia głosu. - Bo jeśli tak, to lepiej się pospiesz, zanim naprawdę się rozpalę. - Przyjrzałem się jej uważniej, wciąż z tą obojętną miną, która była tylko połówką prawdy. Palce same znalazły drogę do kieszeni, zmięty list wciąż tam był, przypominał o sobie jak babrająca się rana.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)