25.10.2025, 23:27 ✶
Wypuściłem dym powoli, obserwując jak rozpraszał się w powietrzu. Jej ton był chłodny, kontrolowany, ale w oczach tlił się ogień, ten sam, który widziałem już nieraz - zawsze wtedy, gdy próbowała zachować pozory spokoju. Powtórzyłem w myślach jej słowa, czując, jak kąciki ust same mi się unoszą - miała rację, w pewnym sensie. To określenie padło z jej ust tak spokojnie, że aż zabolało, tego dnia nie potrzebowałem tego słyszeć, zresztą, przynajmniej ktoś w końcu powiedział to wprost. Uśmiechnąłem się pod nosem, nie dlatego, że to było zabawne, po prostu brzmiało tak, jakby naprawdę w to wierzyła - i doskonale, to mi wiele ułatwiało. Moje palce drżały minimalnie, wciąż od tego przeklętego listu, ale skryłem to, ruchem dłoni, przykładając papierosa z powrotem do ust. Zaciągnąłem się powoli, wypuszczając dym tak, żeby przeleciał tuż przed nią. W tym geście było coś celowego - to była demonstracja.
- Och, zapewniam cię, kochanie, gdybym potrzebował publiki, nie wybrałbym ciebie. - To jedno słowo, „kochanie”, wypowiedziałem z takim spokojem, że sam nie byłem pewien, czy to była prowokacja, czy odruch. Chyba jedno i drugie.
Dlaczego akurat ona? Może dlatego, że nigdy nie kupiła mojego przedstawienia. Nie śmiała się z tych samych żartów co reszta. Nie dawała się zaczarować, więc musiałem ją prowokować, a im bardziej się sprzeciwiała, tym bardziej chciałem zobaczyć, jak traci kontrolę.
Spojrzałem na nią kątem oka, gdy wypowiadała to o pierwszaku. No, proszę. Oczywiście, że przyszła z obowiązku, nigdy z ciekawości, nigdy z troski, zawsze dla zasady. Dla zasad, które trzymała jak tarczę, żeby nikt nie zobaczył, że też potrafiła się pogubić.
- Szkoda, że to tylko ja. - Nie powinienem był tak tego ubierać w słowa, zapewne, ale w tym momencie przestało mnie to obchodzić. Chciałem coś powiedzieć, coś ostrego, ale w głowie znów odbiły się tamte słowa z listu, te, których nie mogłem wyrzucić - wkurzało mnie to bardziej, niż cokolwiek innego.
- Uważaj, Prudy. - Powiedziałem cicho, niżej niż zwykle, głosem, który zabrzmiał prawie jak ostrzeżenie. - Niektóre płomienie lepiej oglądać z daleka. - Zaciągnąłem się jeszcze raz i odwróciłem wzrok, wypuszczając powoli dym w powietrze, nie chciałem, żeby zobaczyła, że coś mnie naprawdę ruszyło. Nie dziś. Nie ona.
Nie musiałem na nią patrzeć, by wiedzieć, jak bardzo chciała, żebym to skomentował inaczej, ale dziś nie miałem siły na żadne gry - nie po tym liście, nie po tym dniu.
- Och, zapewniam cię, kochanie, gdybym potrzebował publiki, nie wybrałbym ciebie. - To jedno słowo, „kochanie”, wypowiedziałem z takim spokojem, że sam nie byłem pewien, czy to była prowokacja, czy odruch. Chyba jedno i drugie.
Dlaczego akurat ona? Może dlatego, że nigdy nie kupiła mojego przedstawienia. Nie śmiała się z tych samych żartów co reszta. Nie dawała się zaczarować, więc musiałem ją prowokować, a im bardziej się sprzeciwiała, tym bardziej chciałem zobaczyć, jak traci kontrolę.
Spojrzałem na nią kątem oka, gdy wypowiadała to o pierwszaku. No, proszę. Oczywiście, że przyszła z obowiązku, nigdy z ciekawości, nigdy z troski, zawsze dla zasady. Dla zasad, które trzymała jak tarczę, żeby nikt nie zobaczył, że też potrafiła się pogubić.
- Szkoda, że to tylko ja. - Nie powinienem był tak tego ubierać w słowa, zapewne, ale w tym momencie przestało mnie to obchodzić. Chciałem coś powiedzieć, coś ostrego, ale w głowie znów odbiły się tamte słowa z listu, te, których nie mogłem wyrzucić - wkurzało mnie to bardziej, niż cokolwiek innego.
- Uważaj, Prudy. - Powiedziałem cicho, niżej niż zwykle, głosem, który zabrzmiał prawie jak ostrzeżenie. - Niektóre płomienie lepiej oglądać z daleka. - Zaciągnąłem się jeszcze raz i odwróciłem wzrok, wypuszczając powoli dym w powietrze, nie chciałem, żeby zobaczyła, że coś mnie naprawdę ruszyło. Nie dziś. Nie ona.
Nie musiałem na nią patrzeć, by wiedzieć, jak bardzo chciała, żebym to skomentował inaczej, ale dziś nie miałem siły na żadne gry - nie po tym liście, nie po tym dniu.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)