27.10.2025, 10:12 ✶
Sprawa kłusowników była dla Brenny jak hydra o wielu głowach: ucinałeś jedną, od razu wyrastały kolejne. Mnóstwo wątków, nad którymi pracowała jednocześnie, tu sięgając po wsparcie Vincenta, tu wpadając przypadkiem na Reginę Rowle, tu pukając do kolejnych aptek, między innymi tej Quirków... parę osób już ujęto, udało się dorwać nieuczciwego dostawcę i z Victorią złapały czarnoksiężników, ale... ten wątek tej sprawy, którym zajęły się wspólnie, był najpaskudniejszy. Nawet nie ze względu na czarną magię, a polowanie na jednorożce i małe smoczęta.
I naprawdę miała nadzieję, że tropy prowadzące do mieszkania w Chinatown nie były mylące i uda się znaleźć coś, co doprowadzi ich do piskląt. Albo przynajmniej prawdy na temat ich losu, aby ukarać winnych.
– Primrose? Czekaj, będzie miała już... dwadzieścia pięć lat? – spytała Brenna, jakby z pewnym zdziwieniem, bo gdy myślała o siostrze Victorii, to przed oczyma miała piętnastolatkę. Może dlatego, że chociaż ta pracowała jakiś czas w Ministerstwie Magii, to potem jakoś znikła, chyba skupiona na nauce, a dzieciak z Hogwartu wbił się w umysł Brenny... – Ona chyba pracowała jakiś czas w Maida Valen czy coś takiego, prawda? - przypomniała sobie nagle, bo ogrody też chodziły Brennie rano po głowie, ale ta myśl została trochę wyparta, kiedy przesłuchując kolejnego z długiej listy potencjalnych świadków, dostała ten adres. – Miałam zamiar cię o nie dorwać albo napisać. Tori, to wy zakopujecie tam fiolki, żeby nie wiem, rośliny lepiej rosły, jakiś nektar był dostępny dla wróżek albo coś takiego, czy ktoś biega wam nielegalnie z łopatami pod osłoną nocy? Bo byłam tam niedawno na chwilę, coś świeciło i… jakoś brzęczało w ziemi, i okazało się, że to wypełniona czymś fiolka. Się rozpłynęła przy dotknięciu.
Znała się na eliksirach za mało, aby wiedzieć, co to było. I brała pod uwagę, że po prostu zakopali tam coś Lestrange’owie. Czarne róże porastające ogrody były jednak czymś na swój sposób niepokojącym, a że dotyczyło to rodziny Victorii… uznała, że jednak lepiej o tym jej wspomnieć, nawet jeśli mogłoby to wyjść potem jakoś bokiem.
– Do licha, nie ogarniam numeracji tych budynków. To będzie nasza dziewiątka czy szóstka? – zastanowiła się, gdy wędrowały przez tłum. W Chinatown zawsze czuła się trochę nie na miejscu, i ciężko było jej zorientować się w topografii okolicy.
I naprawdę miała nadzieję, że tropy prowadzące do mieszkania w Chinatown nie były mylące i uda się znaleźć coś, co doprowadzi ich do piskląt. Albo przynajmniej prawdy na temat ich losu, aby ukarać winnych.
– Primrose? Czekaj, będzie miała już... dwadzieścia pięć lat? – spytała Brenna, jakby z pewnym zdziwieniem, bo gdy myślała o siostrze Victorii, to przed oczyma miała piętnastolatkę. Może dlatego, że chociaż ta pracowała jakiś czas w Ministerstwie Magii, to potem jakoś znikła, chyba skupiona na nauce, a dzieciak z Hogwartu wbił się w umysł Brenny... – Ona chyba pracowała jakiś czas w Maida Valen czy coś takiego, prawda? - przypomniała sobie nagle, bo ogrody też chodziły Brennie rano po głowie, ale ta myśl została trochę wyparta, kiedy przesłuchując kolejnego z długiej listy potencjalnych świadków, dostała ten adres. – Miałam zamiar cię o nie dorwać albo napisać. Tori, to wy zakopujecie tam fiolki, żeby nie wiem, rośliny lepiej rosły, jakiś nektar był dostępny dla wróżek albo coś takiego, czy ktoś biega wam nielegalnie z łopatami pod osłoną nocy? Bo byłam tam niedawno na chwilę, coś świeciło i… jakoś brzęczało w ziemi, i okazało się, że to wypełniona czymś fiolka. Się rozpłynęła przy dotknięciu.
Znała się na eliksirach za mało, aby wiedzieć, co to było. I brała pod uwagę, że po prostu zakopali tam coś Lestrange’owie. Czarne róże porastające ogrody były jednak czymś na swój sposób niepokojącym, a że dotyczyło to rodziny Victorii… uznała, że jednak lepiej o tym jej wspomnieć, nawet jeśli mogłoby to wyjść potem jakoś bokiem.
– Do licha, nie ogarniam numeracji tych budynków. To będzie nasza dziewiątka czy szóstka? – zastanowiła się, gdy wędrowały przez tłum. W Chinatown zawsze czuła się trochę nie na miejscu, i ciężko było jej zorientować się w topografii okolicy.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.