27.10.2025, 12:21 ✶
Tak. Być może sam pracował w miejscu, które Geraldine bez dwóch zdań uważała za jakiś szósty krąg piekła na ziemi, jednakże nawet on musiał przyznać, że ani trochę nie dziwiła go jej decyzja, by opuścić Ministerstwo i nie kontynuować tego nieszczęsnego stażu. Nie tylko nie widział jej w roli jakiegokolwiek urzędnika państwowego, nawet tego najbardziej postawionego (raczej stawiającego się, to byłoby już poprawniejsze określenie), lecz także nie wyobrażał sobie, aby ktokolwiek mógł być tu tak naprawdę szczęśliwy.
Tak, nawet biorąc pod uwagę, że część ich wspólnych bliskich pracowała w tym gmachu i raczej nie narzekała w głos. Roise po prostu miał swoją wizję tego, jaki działały te struktury i z dwojga złego, wybierał szpital, nawet jeśli w ostatnich miesiącach coraz bardziej wątpił w sens własnej pracy tam. W Mungu przynajmniej miał pewną swobodę, szczególnie w tych późnonocnych godzinach, gdy pracowników administracyjnych już nie było i uzdrowiciele mogli skupiać się wyłącznie na leczeniu, nie obawiając się tego, że ktoś spróbuje złapać ich za kołnierz i kazać im wypełniać kolejne niezbędne i naglące dokumenty.
Tak, ponownie, zgadza się. Greengrass, teraz już właściwie Greengrass-Yaxley miał doświadczenie w radzeniu sobie z podobnymi formalnościami. Z uwagi na niemal stałą nieobecność głowy rodziny, stosunkowo szybko musiał wdrożyć się w takie a nie inne obowiązki. Umiał zarządzać domem, potrafił radzić sobie z większością obowiązków wynikających z przepisów, zapisów i nakazów. Płacił podatki, wypełniał rozliczenia i tak dalej, i tak dalej. Zdecydowanie wolałby tego nie robić, ale życie jakoś niespecjalnie brało to pod uwagę, więc nauczył się nie tonąć w zaległościach, świadomy tego, że wtedy byłoby jeszcze gorzej.
Chociaż z zewnątrz starał się zachować swoje myśli dla siebie, ta wizyta zdążyła zirytować go szybciej niż oni zdołali postawić pierwszy krok w gabinecie mości łaskawcy, który tak litościwe powstrzymywał się przed komentarzami bardzo widocznymi w napisach na jego twarzy.
Jeśli Black spodziewał się jakiegokolwiek zawahania ze strony Roisa. Jeżeli oczekiwał, że na ten wyjątkowo wymowny, bardzo ostentacyjnie jednoznaczny wyraz twarzy, Ambroise postanowi zacząć wyjaśniać zmianę w przyniesionym wniosku...
...cóż.
Nie tylko srogo się mylił, co poniósł kompletną, choć niewypowiedzianą klęskę. Ze strony żadnego z mężczyzn nie padł ani chyba nie miał paść żaden komentarz na ten temat. Po prostu zmierzyli się spojrzeniami, a Roise nawet nie wydął warg, nie pozwalając sobie na najmniejsze drgnienie mięśnia twarzy. Nie wzruszył także ramionami ani nie uniósł brwi. Wbił wzrok w urzędnika, później zaś w wypełniane dokumenty, ostatecznie przesuwając je w kierunku Cepheusa, gdy tylko zobaczył, że Rina również skończyła zajmować się swoimi papierzyskami.
Nie spytał to tyle?, ale nie zaczął też wstawać z miejsca. Zamiast tego wygodniej rozsiadł się na krześle, czekając na ostateczną informację, że wszystko jest już za nimi. Nie chciał tu ponownie wracać, szczególnie nie w tej sprawie, był bowiem aż nadto świadomy, że i tak będą zmuszeni powrócić do tego miejsca. Całe szczęście, dopiero za kilka miesięcy.
Tak, nawet biorąc pod uwagę, że część ich wspólnych bliskich pracowała w tym gmachu i raczej nie narzekała w głos. Roise po prostu miał swoją wizję tego, jaki działały te struktury i z dwojga złego, wybierał szpital, nawet jeśli w ostatnich miesiącach coraz bardziej wątpił w sens własnej pracy tam. W Mungu przynajmniej miał pewną swobodę, szczególnie w tych późnonocnych godzinach, gdy pracowników administracyjnych już nie było i uzdrowiciele mogli skupiać się wyłącznie na leczeniu, nie obawiając się tego, że ktoś spróbuje złapać ich za kołnierz i kazać im wypełniać kolejne niezbędne i naglące dokumenty.
Tak, ponownie, zgadza się. Greengrass, teraz już właściwie Greengrass-Yaxley miał doświadczenie w radzeniu sobie z podobnymi formalnościami. Z uwagi na niemal stałą nieobecność głowy rodziny, stosunkowo szybko musiał wdrożyć się w takie a nie inne obowiązki. Umiał zarządzać domem, potrafił radzić sobie z większością obowiązków wynikających z przepisów, zapisów i nakazów. Płacił podatki, wypełniał rozliczenia i tak dalej, i tak dalej. Zdecydowanie wolałby tego nie robić, ale życie jakoś niespecjalnie brało to pod uwagę, więc nauczył się nie tonąć w zaległościach, świadomy tego, że wtedy byłoby jeszcze gorzej.
Chociaż z zewnątrz starał się zachować swoje myśli dla siebie, ta wizyta zdążyła zirytować go szybciej niż oni zdołali postawić pierwszy krok w gabinecie mości łaskawcy, który tak litościwe powstrzymywał się przed komentarzami bardzo widocznymi w napisach na jego twarzy.
Jeśli Black spodziewał się jakiegokolwiek zawahania ze strony Roisa. Jeżeli oczekiwał, że na ten wyjątkowo wymowny, bardzo ostentacyjnie jednoznaczny wyraz twarzy, Ambroise postanowi zacząć wyjaśniać zmianę w przyniesionym wniosku...
...cóż.
Nie tylko srogo się mylił, co poniósł kompletną, choć niewypowiedzianą klęskę. Ze strony żadnego z mężczyzn nie padł ani chyba nie miał paść żaden komentarz na ten temat. Po prostu zmierzyli się spojrzeniami, a Roise nawet nie wydął warg, nie pozwalając sobie na najmniejsze drgnienie mięśnia twarzy. Nie wzruszył także ramionami ani nie uniósł brwi. Wbił wzrok w urzędnika, później zaś w wypełniane dokumenty, ostatecznie przesuwając je w kierunku Cepheusa, gdy tylko zobaczył, że Rina również skończyła zajmować się swoimi papierzyskami.
Nie spytał to tyle?, ale nie zaczął też wstawać z miejsca. Zamiast tego wygodniej rozsiadł się na krześle, czekając na ostateczną informację, że wszystko jest już za nimi. Nie chciał tu ponownie wracać, szczególnie nie w tej sprawie, był bowiem aż nadto świadomy, że i tak będą zmuszeni powrócić do tego miejsca. Całe szczęście, dopiero za kilka miesięcy.
Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down