Atmosfera robiła się coraz bardziej napięta. Widać było, że jeszcze chwila, a cała sytuacja dopiero na poważnie eskaluje. Nie wróżyło to nic dobrego, szczególnie, że ludzie przestawiali patrzeć na tych obok siebie. Liczyło się tylko to, aby znaleźć drogę ucieczki. Panika niestety nie była dobrym przyjacielem w takich momentach, jednak trudno było zachować się inaczej, kiedy zagrożenie pojawiło się znikąd. Heather obawiała się, że jeśli pozwoli przejąć władzę swoim emocjom to może się zakończyć objawieniem jej najgroszej przypadłości - zupełnie nie panowała przecież nad klątwą, która była jej życiową towarzyszką.
Starała się więc oddychać spokojnie, nie myśleć o tym, że może za chwilę zostać zdeptana. - Jasne, teleportacja, to coś, co uwielbiam najbardziej na świecie. - Odparła do Charliego przełykając głośno ślinę. Szybki rzyg był jednak odpowiednią zapłatą za wyrwanie się z tego tłumu. Zamknęła oczy i czekała, aż Charlie zajmie się wszystkim, w końcu to on był specjalistą w dziedzinie teleportacji. Sama Heath nigdy się nie polubiła z tym środkiem transportu i zrezygnowała nawet z lekcji w Hogwarcie. Zdecydowanie wolała miotłę.
Otworzyła oczy, kiedy usłyszała piękną wiązankę, którą uraczył ją Charlie. Dostał kijem w łeb, no nie wyglądało to najlepiej. Wood uniosła różdżkę do góry, kiedy zobaczyła, że przyjaciel rzucił drętwotę. Nie zamierzała stać bezczynnie. Szczególnie, że usłyszała ich słowa Popisujesz się przed dziewczyną... Bardzo ją to rozjuszyło. - Spadajcie stąd. - Powiedziała do zbliżającej się w ich kierunku grupki ludzi. Nadal mocno trzymała różdzkę w dłoni, gotowa w każdej chwili zacząć rzucać zaklęcia.
- Nie działa? To chyba mamy problem. - Szepnęła jeszcze do Rookwooda, chociaż wcale się nie bała. Nie byłby to pierwszy raz, kiedy wpakowałaby się w jakąś bójkę, bardzo dobrze, że to akurat Charliego miała u swojego boku, bo wiedziała, że razem mogą wszystko. Przynajmniej tak sobie wmawiała.