27.10.2025, 14:04 ✶
- Nie wiem, w sumie nigdy mi nie wyjaśniła. Może to oznacza, że wilkołak będzie cię napastować? - zapytał, ale jakoś tak słabszym głosem. Nie podobało mu się to, że nie mógł otworzyć oczu i gdy usłyszał stuknięcie, poruszył się niespokojnie. Był durny, owszem, ale nie aż tak, by otwierać oczy, chociaż Merlin mu świadkiem - kusiło go przeokropnie. Chociaż na chwilkę uchylić jedną z powiek... Ale wizja, że szkło wbije mu się w oko, była skutecznym straszakiem. Siedział grzecznie, darując już sobie rozmowy na temat wilków. Z jego gardła wydobyło się ciche mhmm gdy kobieta tłumaczyła, co będzie robić.
W zasadzie bardzo to doceniał, bo nie lubił tracić kontroli nad otoczeniem - a teraz był zdany całkowicie na jej łaskę. Musiał jej zaufać, a był z natury podejrzliwy. Bił się z myślami i z samym sobą, ale gdy tylko poczuł naciągnięcie brwi, dotarło do niego, że to się dzieje naprawdę. Że ta tu wcale nie jest jakąś hochsztaplerką, tylko faktycznym uzdrowicielem. W sumie to by miało sens, wysłać z Ministerstwa i Munga ludzi, którzy mogliby pomóc. Ale czy ich rządzący byliby na tyle przezorni i inteligentni, by to zrobić?
- Marcus - rzucił odruchowo, nie chcąc podawać jej swojego prawdziwego imienia. W zasadzie to nic do tej baby nie miał, ale mama mówiła mu, że przezorny zawsze ubezpieczony. To był tak naprawdę odruch - fałszywe imię, w razie gdyby potem musiał przed nią wiać, bo by chciała zapłaty. - Jesteś z Munga?
Zapytał, krzywiąc się. Dłonie, które trzymał na kolanach, zadrżały, a palce wbiły się w jego kolana, gdy kolejne odłamek szkła został wyciągnięty. Precyzyjnie, szybko, ale boleśnie.
- Czy... Możesz mi powiedzieć, jak to wygląda? Co się właściwie dzieje? Czuję dym, jest gorąco. Ale nic nie widzę - w zasadzie to nie orientował się, co się działo wokół. Słyszał krzyki, czuł paskudny zapach dymu, ale nie miał pojęcia, co właściwie się stało. I kto za tym wszystkim stał.