27.10.2025, 14:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.10.2025, 14:56 przez Anthony Shafiq.)
Powinien się zaśmiać. Wczoraj róże, dzisiaj sosny? Na czarnym weselu mieli jednak okazję działać razem we czwórkę, dziś najwidoczniej zadania były rozdawane w podgrupach. I nic to, że ich zachowanie może tylko podsycić plotki, bardzo szybko mógł zważyć jakiekolwiek szanse na zatrzymanie tandemu Kelly-Selwyn i nim jeszcze liczydła poszłyby w ruch pogodzić się ze świadomością, że jego opinia w tym względzie nie ma żadnego znaczenia.
– Ach. Tak. – odpowiedział powoli, próbując przełknąć tę gorzką pigułkę, bez konieczności nadmiernej ekspresji rozlewającego się po klatce piersiowej rozgoryczenia. Najsłabsze ogniwo. Czy właśnie dokładnie o tym nie mówił Charlie podczas ich ostatniego lunchu? I nie chodziło o to, czy był wojownikiem, ani o to że bynajmniej nie marzył o wejściu do wilgotnego ciemnego lasu, żeby w eleganckiej szacie gonić za koszmarem. Chodziło o to, że znów dociążało mu barki uczucie wykluczenia. Czy Charlie też była zamieszana w działania tamtej organizacji? Jej nienawiść była potężnym motorem napędowym, a ideologia Śmierciożerców drastycznie naruszała jej system wartości, wybory życiowe i przede wszystkim bezpieczeństwo jej dzieci. To miałoby sens.
Nie zamierzał pytać.
Zamiast tego pielęgnując pozory obojętnego i lekkiego small talku na kilka sekund przed przyjęciem, zamrugał tylko kilkukrotnie, gdy palce zatonęły w bocznej kieszonce marynarki, aby w absolutnie kontrolowanym geście wydobyć złocisty kopertowy zegarek. Wieczko uchyliło się, a Anthony wyciągnął nieco rękę, aby być pewnym odczytanego wyniku.
– Trzy kwadranse. – zamknął zegarek i rozejrzał się po odchodzących gościach. Atreus. Dobrze, jest jakiś auror. Kto jeszcze z czystokrwistych mógł ubrudzić sobie ręce akcją poszukiwawczą i ratunkową? Erika nie powinno być wśród gości, za kilka godzin księżyc w pełni oświetli miejsce fety. Ukłucie niepokoju dotyczące samotnej nocy w schronie tylko zgrało się z i tak rosnącym niepokojem o życia tych obecnych w Snowdonii. Nie chciał się kłócić. Nie, jeśli to mogłaby być ich ostatnia rozmowa. – Będę trzymał dla Was miejsce. Widzimy się za trzy kwadranse, jeśli nie, wyrwę każde drzewo stojące mi na drodze do znalezienia Waszej dwójki. – Obdarzył ich ostatnim spojrzeniem okraszonym kwaśnym uśmiechem i oszczędnym poklepaniem się po kieszonce z zegarkiem, w złudnym komforcie. W bolesnej akceptacji. – W razie czego będę wypatrywał niebieskiej flary. Bardzo bym prosił. Czerwona mogłaby mi umknąć na tle zmierzchu. – dodał, nim wycofał się na powrót do swojej siostry i greengrassowych latorośli.
– Ach. Tak. – odpowiedział powoli, próbując przełknąć tę gorzką pigułkę, bez konieczności nadmiernej ekspresji rozlewającego się po klatce piersiowej rozgoryczenia. Najsłabsze ogniwo. Czy właśnie dokładnie o tym nie mówił Charlie podczas ich ostatniego lunchu? I nie chodziło o to, czy był wojownikiem, ani o to że bynajmniej nie marzył o wejściu do wilgotnego ciemnego lasu, żeby w eleganckiej szacie gonić za koszmarem. Chodziło o to, że znów dociążało mu barki uczucie wykluczenia. Czy Charlie też była zamieszana w działania tamtej organizacji? Jej nienawiść była potężnym motorem napędowym, a ideologia Śmierciożerców drastycznie naruszała jej system wartości, wybory życiowe i przede wszystkim bezpieczeństwo jej dzieci. To miałoby sens.
Nie zamierzał pytać.
Zamiast tego pielęgnując pozory obojętnego i lekkiego small talku na kilka sekund przed przyjęciem, zamrugał tylko kilkukrotnie, gdy palce zatonęły w bocznej kieszonce marynarki, aby w absolutnie kontrolowanym geście wydobyć złocisty kopertowy zegarek. Wieczko uchyliło się, a Anthony wyciągnął nieco rękę, aby być pewnym odczytanego wyniku.
– Trzy kwadranse. – zamknął zegarek i rozejrzał się po odchodzących gościach. Atreus. Dobrze, jest jakiś auror. Kto jeszcze z czystokrwistych mógł ubrudzić sobie ręce akcją poszukiwawczą i ratunkową? Erika nie powinno być wśród gości, za kilka godzin księżyc w pełni oświetli miejsce fety. Ukłucie niepokoju dotyczące samotnej nocy w schronie tylko zgrało się z i tak rosnącym niepokojem o życia tych obecnych w Snowdonii. Nie chciał się kłócić. Nie, jeśli to mogłaby być ich ostatnia rozmowa. – Będę trzymał dla Was miejsce. Widzimy się za trzy kwadranse, jeśli nie, wyrwę każde drzewo stojące mi na drodze do znalezienia Waszej dwójki. – Obdarzył ich ostatnim spojrzeniem okraszonym kwaśnym uśmiechem i oszczędnym poklepaniem się po kieszonce z zegarkiem, w złudnym komforcie. W bolesnej akceptacji. – W razie czego będę wypatrywał niebieskiej flary. Bardzo bym prosił. Czerwona mogłaby mi umknąć na tle zmierzchu. – dodał, nim wycofał się na powrót do swojej siostry i greengrassowych latorośli.