28.10.2025, 20:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.12.2025, 20:42 przez Gabriel Montbel.)
William mówił bardzo mądrze.
Tak.
Jaka szkoda, że Gabriel tak bardzo tego nie słuchał, jak było to możliwe.
Dotyk.
Ciepły.
Wypalający dziurę.
Ludzki.
Czy tak się czuli ludzie, którzy wtulali się w ciało królika nim oskórowali go na pasztet? Konia. Może czasem krowy czy kozy, to chyba było bardziej obecnie popularne. Zwierzątka. Posiłek.
Romans z człowiekiem był i powinien pozostać absurdalnym pomysłem, ckliwą opowiastką łagodzącą ostre rysy śmierci spod wampirzych kłów. Propaganda.
Powinien wzbudzać strach, a nie fascynacje.
Gdyby tylko wiedzieli...
Przylgnął do Williama gardząc sobą bardziej niż było w tych okolicznościach konieczne. Odchylił się tak, żeby twarz ukryć w załomie jego szyi.
Jak tarzanie się w spagetti. Chyba Hiszpanie to robili. A może były to surowe pomidory? Może bycza krew?
Był jak kot, który pamiętał, że doświadcza pieszczoty, ale w każdej chwili w sumie mógł o tym zapomnieć. Mógł zadrapać. Mógł pogryźć.
- Zostaw ją. Jaki jest sens, gdy nie jesteście ulepieni z tej samej gliny. Zostawię go. Jaki jest sens... Lepiej umrzeć samemu, niż próbować zlepić coś, czego zlepić się nie da. Ryba zbyt długo nie wytrzyma na powierzchni. Ptak musi wyjść na ląd by oddychać. Jaki sens.
Pięć lat. To dużo? Ledwie mknienie. Trzy uderzenia martwego serca. Jedno na poznanie, drugie na zakochanie, trzecie na zerwanie. Nie miało już co bić.
Nigdy.
Gabriel nie odsuwał się, chłonął obcy dla siebie zapach Williama, inny, tchnący stęchlizną i książkami. Atramentem.
Wystarczy tylko znaleźć...
Jak osiągnąć niemożliwe? Wampiry był starymi, samotnymi duszami. Bardzo terytorialnymi. Bardzo pogardzającymi wszystkimi, włączając w to swoją własną nację.
A ludzie...
...ludzie nic nie mogli zrozumieć. Nie mogli zrozumieć, że głód trwa zawsze.
- Sądzisz, że Twoja krew byłaby w stanie mnie zabić? - zapytał nagle zaciekawiony, nie chowając bynajmniej zębów, zapominając o łzach zdobiących chłodne policzki.
Tak.
Jaka szkoda, że Gabriel tak bardzo tego nie słuchał, jak było to możliwe.
Dotyk.
Ciepły.
Wypalający dziurę.
Ludzki.
Czy tak się czuli ludzie, którzy wtulali się w ciało królika nim oskórowali go na pasztet? Konia. Może czasem krowy czy kozy, to chyba było bardziej obecnie popularne. Zwierzątka. Posiłek.
Romans z człowiekiem był i powinien pozostać absurdalnym pomysłem, ckliwą opowiastką łagodzącą ostre rysy śmierci spod wampirzych kłów. Propaganda.
Powinien wzbudzać strach, a nie fascynacje.
Gdyby tylko wiedzieli...
Przylgnął do Williama gardząc sobą bardziej niż było w tych okolicznościach konieczne. Odchylił się tak, żeby twarz ukryć w załomie jego szyi.
Jak tarzanie się w spagetti. Chyba Hiszpanie to robili. A może były to surowe pomidory? Może bycza krew?
Był jak kot, który pamiętał, że doświadcza pieszczoty, ale w każdej chwili w sumie mógł o tym zapomnieć. Mógł zadrapać. Mógł pogryźć.
- Zostaw ją. Jaki jest sens, gdy nie jesteście ulepieni z tej samej gliny. Zostawię go. Jaki jest sens... Lepiej umrzeć samemu, niż próbować zlepić coś, czego zlepić się nie da. Ryba zbyt długo nie wytrzyma na powierzchni. Ptak musi wyjść na ląd by oddychać. Jaki sens.
Pięć lat. To dużo? Ledwie mknienie. Trzy uderzenia martwego serca. Jedno na poznanie, drugie na zakochanie, trzecie na zerwanie. Nie miało już co bić.
Nigdy.
Gabriel nie odsuwał się, chłonął obcy dla siebie zapach Williama, inny, tchnący stęchlizną i książkami. Atramentem.
Wystarczy tylko znaleźć...
Jak osiągnąć niemożliwe? Wampiry był starymi, samotnymi duszami. Bardzo terytorialnymi. Bardzo pogardzającymi wszystkimi, włączając w to swoją własną nację.
A ludzie...
...ludzie nic nie mogli zrozumieć. Nie mogli zrozumieć, że głód trwa zawsze.
- Sądzisz, że Twoja krew byłaby w stanie mnie zabić? - zapytał nagle zaciekawiony, nie chowając bynajmniej zębów, zapominając o łzach zdobiących chłodne policzki.