- To się jeszcze okaże, wiesz, całe życie przed nami, nie wydaje mi się, abyśmy największy przypał i najdziwniejsze miejsce miały zaliczyć w takim młodym wieku. - No jasne, trudno było przebić to, co im się przytrafiło podczas Beltane, z drugiej strony o tym wszystkim słyszała tylko z opowieści - straciła wtedy niestety przytomność i nic nie pamiętała z tamtych wydarzeń. Trochę słabo przegapić najbardziej niebezpieczną rzecz w swoim życiu.
- Jakby nie było dobrze, to byś mi powiedziała, prawda? - Spojrzała na mentorkę pytająco, trochę powątpiewając w to, że odpowiedziałaby jej na to pytanie szczerze. Longbottomówna nigdy nie dzieliła się swoimi problemami, raczej sama pomagała wszystkim wokół nie oczekując niczego w zamian, a był to moment, w którym Ruda przecież mogła się jej odwdzięczyć za to wszystko, co dla niej zrobiła.
Heather udało się z daleka dostrzec to, co znajdowało się na stoisku chłopców. Różdżki, portfele... ciekawe skąd brali swoje zaopatrzenie. Posłała tylko przyjaciółce dwuznaczne spojrzenie, bo chyba i ona zdawała sobie sprawę, jak to właściwie wyglądało.
Ubrane w mundury brygadzistów na pewno wzbudziły niepokój, kiedy znalazły się przy młodzieży.
Kiedy Brenna zagadywała chłopców Ruda bardzo dokładnie przyglądała się temu, co chłopcy mieli do zaoferowania. Te przedmioty nie wyglądały na niepotrzebne, wiedziała, że i Brenna się tego domyśliła.
To nie wygląda, jak znalezione w domu. Portfele i różdżki? Na moje to ktoś teraz tego szuka. O ile żyje, bo pozostawała opcja, iż były to przedmioty znalezione pośród gruzu i pyłu, chociaż nie widać po nich było, aby były wysłużone.
Ruda uniosła głowę, złapała spojrzenie jednego z chłopaków, do niego postanowiła się odezwać. - Tak właściwie, to czy nie powinniście być teraz w szkole? - Zapytała całkiem niewinnie, chociaż wydawało się jej iż warto jest poruszyć ten temat.