W przypadku Prue najlepszym dodatkiem do kawy był papieros, więc nie zakładała raczej, że skusi się na coś słodkiego, chociaż jesienna aura w jakiś sposób działała na zmysł smaku, wzbudzała w niej tęsknotę za szarlotką babci, którą piekła w tym sezonie, czy cynamonkami, jeśli trafi się coś co wpasuje się w jej gust i powrót do wspomnień z dzieciństwa za pewne i ona skusi się na jakieś wypieki. Nie myślała jednak póki co o słodkościach, a kawie, która była całkiem niezłym powodem do wyjścia z mieszkania, tak właściwie to wszystko to, co wiązało się z kawą, a więc nadrabianie tego, co było słychać u Sidonie. Bletchley może nie należała do przyjaciół, którzy często domagali się spotkań, jednak jeśli już do nich dochodziło, to chętnie nadrabiała czas, który mijał. Lubiła wiedzieć, że u jej znajomych jest wszystko w porządku, bo raczej taką wersję zakładała, gdyby było inaczej? Cóż, mogłaby się pokusić o interwencję.
- Chyba jednak sobie odpuszczę, akurat tego nieszczególnie mi brakuje. - Pamiętała, że zimą trafiało się wiele przypadków, które jej zdaniem zupełnie nie potrzebowały hospitalizacji. Ludzie lubili na siebie chuchać i dmuchać, wystarczyła podwyższona temperatura, czy katarek... a pojawiali się w Mungu oczekując opieki. Bez sensu zawracali głowę, bo wystarczyłoby sięgnąć po jeden, czy drugi eliksir dostępny od ręki w aptece, aby pozbyć się tych symptomów.
- To musiało być bardzo beznadziejnie rzucone Lumos, serio? Pół zmiany? - Spojrzała na przyjaciółkę z niedowierzaniem, chociaż, czy faktycznie powinno ją to dziwić? W Mungu działy się cuda, to znaczy trafiali tam ludzie, którym przytrafiały się cuda, rzeczy które nie śniły się nikomu. Z nieżywmi było poniekąd łatwiej, bo w końcu nie musieli szukać sposobów, jak im pomóc. Po prostu stwierdzali powód śmierci, rozpoczynali śledztwo, albo nie.
Kiwnęła jeszcze głową, gdy Sid się z nią zgodziła. Nic nie szkodziło im zboczenie z drogi na kilka minut, akurat może trafią na coś ciekawego. Bletchley miała sentyment to pchlich targów, czy straganów pełnych staroci, lubiła w nich szperać i szukać unikatowych przedmiotów. Lubiła rzeczy, które były pełne wspomnień - co pewnie miało związek z tym, że była widmowidzem.
Podeszły bliżej. Stragan był raczej jednym z tych bardzo prowizorycznie rozłożonych, jednak to jej nie odrzuciło. Zaczęła się rozglądać, nie wiedzieć czemu zwróciła uwagę przede wszystkim na różdżki, kilka sztuk które znajdowało się po jednej ze stron stoiska. Zmrużyła oczy, skąd te dzieciaki miały różdżki? Nie wyglądały na okurzone, czy rozsypujące się, raczej na takie z których można było rzucić jeszcze sporo zaklęć.
- Piękna pani, ta apaszka idealnie pasuje do pani oczu. - Jeden z chłopców wyciągnął chustkę i machnął ją przed nosem Sid.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control