29.10.2025, 12:35 ✶
Brenna przeczesała palcami włosy, zamyślona, bo to był ten przypadek, którego nie umiała wyjaśnić. Zdarzało się jej, że echa przeszłości powracały i bez kręgu – ale gdy magia szalała albo w dzieciństwie, głównie w snach. To co mówiła Victoria było czymś innym. U Laurenta ujawniło się trzecie oko? Szeptały do niego duchy? Róże były zaklęte? Chodziło o jego powiązania z morzem…?
– Mogło mi się tylko zdawać, ale czarne róże, które przerażają wróżki, tajemnicze fiolki zakopane w ziemi, o których przynajmniej część rodziny nie wie, jakieś wizje… To tak mi się wydaje, że jednak faktycznie mogło pachnieć popiołem – wymruczała w końcu. – Pytanie po co? To akcja przeciwko wam? Zwykły eksperyment komuś wymknął się spod kontroli? Ktoś potrzebował miejsca na te róże i ogrody były najlepsze, więc cichcem je zasadził…? Zdążyliście już je zbadać?
Nagle czerń róż nie wydawała się piękna i niezwykła, a raczej złowieszcza. Czy miały zacząć zabijać inne rośliny? Zrobić coś ludziom w ogrodach? Rozprzestrzenić się z czasem dalej? Zakładała, że róże na razie nie zostały uznane za groźne, bo pewnie Lestrangowie zamknęliby ogrody, ale… paranoja stukała do jej głowy i podszeptywała Brennie najgorsze możliwe scenariusze.
Eliksir zaklęty, by przenosił klątwę?
A może użyto w tych eliksirach czegoś co samo w sobie było paskudne?
– Popiół może być zwykłym składnikiem? – spytała, bo tego z lekcji w Hogwarcie nie mogła sobie przypomnieć. - To ustalimy, jak tu skończymy, bo pewnie ile będę miała czasu trochę zależy od tego, co znajdziemy albo nie znajdziemy – powiedziała, spoglądając w okna domniemanego numeru sześć. Zaraz jednak mugol, który wypadł z salonu tatuażu, odwrócił jej uwagę.
Nie była zbyt zaskoczona odmową Victorii. Gdyby to był ktoś inny, może Brenna zaczęłaby się drażnić, oferując, że hej, ona zapłaci, ale Lestrange raczej by to nie rozbawiło – i jakoś nie mogła sobie wyobrazić Victorii siadającej na mugolskim fotelu i pozwalającej, aby przypadkowy Azjata zaczął kuć jej ręce igłami. W gruncie rzeczy sama też za żadne skarby nie poszłaby na coś takiego. Uśmiechnęła się z odrobiną rozbawienia, gdy ten spojrzał na nie z głębokim rozczarowaniem.
– Ja zniżka dam! Niedrogo. Piękne wzora – kusił jeszcze.
– Przepraszam, ale spieszymy się. Pomyliłyśmy budynki – powiedziała Brenna, bo skoro tutaj mieściło się to studio tatuażu, to pewnie jednak powinny pójść do tego sąsiedniego.
– Mogło mi się tylko zdawać, ale czarne róże, które przerażają wróżki, tajemnicze fiolki zakopane w ziemi, o których przynajmniej część rodziny nie wie, jakieś wizje… To tak mi się wydaje, że jednak faktycznie mogło pachnieć popiołem – wymruczała w końcu. – Pytanie po co? To akcja przeciwko wam? Zwykły eksperyment komuś wymknął się spod kontroli? Ktoś potrzebował miejsca na te róże i ogrody były najlepsze, więc cichcem je zasadził…? Zdążyliście już je zbadać?
Nagle czerń róż nie wydawała się piękna i niezwykła, a raczej złowieszcza. Czy miały zacząć zabijać inne rośliny? Zrobić coś ludziom w ogrodach? Rozprzestrzenić się z czasem dalej? Zakładała, że róże na razie nie zostały uznane za groźne, bo pewnie Lestrangowie zamknęliby ogrody, ale… paranoja stukała do jej głowy i podszeptywała Brennie najgorsze możliwe scenariusze.
Eliksir zaklęty, by przenosił klątwę?
A może użyto w tych eliksirach czegoś co samo w sobie było paskudne?
– Popiół może być zwykłym składnikiem? – spytała, bo tego z lekcji w Hogwarcie nie mogła sobie przypomnieć. - To ustalimy, jak tu skończymy, bo pewnie ile będę miała czasu trochę zależy od tego, co znajdziemy albo nie znajdziemy – powiedziała, spoglądając w okna domniemanego numeru sześć. Zaraz jednak mugol, który wypadł z salonu tatuażu, odwrócił jej uwagę.
Nie była zbyt zaskoczona odmową Victorii. Gdyby to był ktoś inny, może Brenna zaczęłaby się drażnić, oferując, że hej, ona zapłaci, ale Lestrange raczej by to nie rozbawiło – i jakoś nie mogła sobie wyobrazić Victorii siadającej na mugolskim fotelu i pozwalającej, aby przypadkowy Azjata zaczął kuć jej ręce igłami. W gruncie rzeczy sama też za żadne skarby nie poszłaby na coś takiego. Uśmiechnęła się z odrobiną rozbawienia, gdy ten spojrzał na nie z głębokim rozczarowaniem.
– Ja zniżka dam! Niedrogo. Piękne wzora – kusił jeszcze.
– Przepraszam, ale spieszymy się. Pomyliłyśmy budynki – powiedziała Brenna, bo skoro tutaj mieściło się to studio tatuażu, to pewnie jednak powinny pójść do tego sąsiedniego.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.