Rzadko kiedy pozwalała sobie na wyłączenie myślenia podczas lekcji. Raczej starała się być uważną, tak, by nic jej nie umykało. Tym razem jednak było inaczej. Miała świadomość, że znalazło się tu wiele osób, które nie do końca ją akceptowały, w grupie byli silniejsi, to prawda i bardzo chętnie okazywali swoją wyższość. Nie, żeby do tego nie przywykła, do wszystkiego można przywyknąć, jednak odruchowo starała się wtedy wtapiać w mury zamku, aby nie zwracać na siebie uwagi, to czasem przynosiło oczekiwane efekty.
Bletchley nie lubiła pracować w grupie. Nie i kropka, nic nie było w stanie zmienić jej opinii na temat zadań wykonywanych w parze, czy w jeszcze większym gronie. Im więcej osób miało razem coś robić, tym mniej z nich poczuwało się odpowiedzialnym za osiągnięcie sukcesu. Wszystko zrzucane było na jednostkę, która rzadko kiedy była doceniana. Tak, przeżyła to wiele razy, sama musiała siedzieć do późnych godzin nocnych, wyszukiwać informacji, później jeszcze jakoś implementować je w praktyce. Zresztą często dodatkowe osoby tylko jej przeszkadzały, zadawały pytania, próbowały przepchnąć swoje pomysły - po co? Skoro ona wiedziała najlepiej. Zdecydowanie nie była stworzona do współpracy.
Będzie musiała jakoś to przetrwać. Spojrzała na Slughorna, który wydawał się być okropnie zadowolony ze swojego pomysłu, uśmiech nie schodził mu z twarzy, nie miał pewnie pojęcia, że sporej ilości dzieciaków ten ruch uprzykrzał życie. Skoro mogli współpracować ze swoimi kolegami, czy tam przyjaciółmi, albo samemu... po co było to zmieniać. Na pewno Slughorn czerpał przyjemność z tego widoku, w duchu śmiał się z tego, jak się męczyli, była o tym święcie przekonana. Wróciła wzrokiem do pergaminu, który znajdował się przed nią, udawała, że coś pisze, aby nie spoglądać na tę całą farsę.
Uniosła głowę znad kartki dopiero, gdy usłyszała znajomy głos, który wypowiedział jej nazwisko. Rzuciła szybkie spojrzenie w stronę profesora, a później chłopaka. Odruchowo wyprostowała się na krześle, nie miała pojęcia co knuje, ale zdawała sobie sprawę z tego, że Slughorn mu nie odmówi.
Przyglądała mu się, gdy zmierzał w jej kierunku. Próbowała w głowie rozważyć różne możliwe scenariusze, chciał żeby zawartość kociołka wybuchła upokarzając ją przy tym? Chyba nie, ich potyczki odbywały się raczej na osobności, więc pewnie chodziło o coś innego. Musiała pozostawać czujną - tego była pewna.
Nie zarejestrowała zamieszania związanego z dziewczynami, nie zwróciła uwagi na to, że to one chyba miały jakiś plan na to, jak uprzykrzyć jej życie, wtedy bowiem była zapatrzona w pusty pergamin który się przed nią znajdował. Usłyszała jednak komentarz, który Rookwood rzucił w stronę Travers, co spowodowało, że na moment zawiesiła na nim swoje spojrzenie. Nie musiał tego robić, ale jednak zrobił, dziwne.
Przesunęła swoje rzeczy na krawędź stołu, siebie też przesunęła wraz z krzesłem, aby zrobić mu nieco miejsca, skoro już mieli siedzieć razem, to próbowała znaleźć sobie kawałek przestrzeni.
Uniosła wzrok, gdy stanął przy krześle. Przyglądała się mu uważnie, próbując wyczytać jakiekolwiek intencje z jego twarzy. - Nie mogłam trafić lepiej. - Dodała z przekąsem. Tak naprawdę zdawała sobie sprawę z tego, że mogło być gorzej, zważając na to kto znajdował się w sali.
- Musimy ustalić pewne zasady. - Warto było od tego zacząć, jeśli mieli jakoś przetrwać te zajęcia. Póki co jeszcze nie wiedziała, co za zadanie na dzisiaj wymyślił profesor, jednak większość zajęć wyglądała tak samo, więc mogli się spodziewać, iż przyjdzie im uwarzyć jakiś eliksir.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control