29.10.2025, 20:41 ✶
Dora nie mogła powiedzieć z czystym sumieniem, że w trójboginię wierzyła. Akceptowała jednak, że była ona bóstwem, do którego wznosiło się modły i robiła to nawet chętnie, zwyczajnie nauczona i czując wagę tych tradycji. Nikt jednak w jej rodzinie nie należał do religijnych zagorzalców, a ona sama, cóż... bardziej wierzyła w samą naturę. Prosiła rośliny o pomyślność, rozmawiała z nimi, czasem chwaliła i nie potrzebowała być do tego Greengrassówną żeby uważać, że mogły rozumieć co się do nich mówiło.
Dziewczyna z pewnym niepokojem przechyliła głowę, wyglądając w ślad za Brenną za otwarte okno, pewnie dopuszczając możliwość że jej wcześniejsze zerknięcie mogło okazać się zwyczajnie zbyt przelotne. Ale nawet bez zatrzaśniętych okiennic na zewnątrz dało się wyraźnie dostrzec, że panował spokój. To był wieczór jak każdy inny, z ciemniejącym normalnie niebem, powoli rozjaśniającymi się latarniami i czerwienią oblewającą miasto z zachodu. Wszystko było dokładnie tak jak powinno. Więc dlaczego głowa biła się wręcz sama ze sobą, próbując z jednej strony wmówić, że coś było nie tak, a z drugiej krzyknąć że to tylko omamy?
- Pójdę z tobą - powiedziała bardzo szybko, bo nie chciała ani zostać sama, ani tym bardziej zostawiać Brenny samej. - Ja nie chcę brzmieć źle w tym momencie, ale... ale to chyba tak nie działa - powiedziała powoli, rozglądając się jeszcze raz po pomieszczeniu, jakby z którejś ściany faktycznie miał się unosić dym w kształcie felernej runy, która do tej pory błądziła po kamienicy. Oczywiście, niczego takiego nie dało się zauważyć. Nie mówiąc o tym, że to chyba byłby pierwszy taki przypadek, o jakim Dora usłyszała.
Crawleyówna niemal podskoczyła, kiedy przyjaciółka spojrzała na nią nagle i sama obejrzała się za siebie, jakby miało coś tam na nią wyskoczyć. W kącikach oczu coś się iskrzyło, napawając tylko większym niepokojem, ale nie ważne jak bardzo wodziła spojrzeniem dookoła, za nią była tylko zwyczajna ściana.
- Może... może to dlatego że nie zapaliłyśmy świecy i coś poszło nie tak z rytuałem? - zasugerowała, chociaż szczerze wątpiła w taką ewentualność. Magia Spalonej Nocy była jednak specyficzna i zwyczajnie przytłaczająca, dlatego nie dałaby sobie za te wątpliwości ręki uciąć.
Dziewczyna z pewnym niepokojem przechyliła głowę, wyglądając w ślad za Brenną za otwarte okno, pewnie dopuszczając możliwość że jej wcześniejsze zerknięcie mogło okazać się zwyczajnie zbyt przelotne. Ale nawet bez zatrzaśniętych okiennic na zewnątrz dało się wyraźnie dostrzec, że panował spokój. To był wieczór jak każdy inny, z ciemniejącym normalnie niebem, powoli rozjaśniającymi się latarniami i czerwienią oblewającą miasto z zachodu. Wszystko było dokładnie tak jak powinno. Więc dlaczego głowa biła się wręcz sama ze sobą, próbując z jednej strony wmówić, że coś było nie tak, a z drugiej krzyknąć że to tylko omamy?
- Pójdę z tobą - powiedziała bardzo szybko, bo nie chciała ani zostać sama, ani tym bardziej zostawiać Brenny samej. - Ja nie chcę brzmieć źle w tym momencie, ale... ale to chyba tak nie działa - powiedziała powoli, rozglądając się jeszcze raz po pomieszczeniu, jakby z którejś ściany faktycznie miał się unosić dym w kształcie felernej runy, która do tej pory błądziła po kamienicy. Oczywiście, niczego takiego nie dało się zauważyć. Nie mówiąc o tym, że to chyba byłby pierwszy taki przypadek, o jakim Dora usłyszała.
Crawleyówna niemal podskoczyła, kiedy przyjaciółka spojrzała na nią nagle i sama obejrzała się za siebie, jakby miało coś tam na nią wyskoczyć. W kącikach oczu coś się iskrzyło, napawając tylko większym niepokojem, ale nie ważne jak bardzo wodziła spojrzeniem dookoła, za nią była tylko zwyczajna ściana.
- Może... może to dlatego że nie zapaliłyśmy świecy i coś poszło nie tak z rytuałem? - zasugerowała, chociaż szczerze wątpiła w taką ewentualność. Magia Spalonej Nocy była jednak specyficzna i zwyczajnie przytłaczająca, dlatego nie dałaby sobie za te wątpliwości ręki uciąć.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.