Czuła się nieswojo. Wróg siedział tuż obok niej, do tego miała z nim współpracować, to nie wróżyło niczego dobrego. Bletchley zawsze wykonywała zadania z należytą precyzją, nie dopuszczała nawet do najdrobniejszych błędów, obawiała się tego, co może nastąpić dzisiaj. Nie wiedziała, czego powinna się spodziewać, dlatego właśnie przyglądała mu się kątem oka, z pewną dozą powątpiewania w swój własny los.
- Niesamowita ze mnie szczęściara, powinnam chyba oficjalnie podziękować Slughornowi, że padło właśnie na mnie. - Och, nawet jej nie dziwiły jego słowa, faktycznie było w tym nieco racji, wiedziała, że większość jej rówieśniczek reagowała na jego osobę w dość specyficzny sposób, czego do końca nie potrafiła zrozumieć. O gustach się jednak nie dyskutuje... czyż nie? - Cieszy mnie, że mogłam spełnić jedno z Twoich marzeń. - Dodała uśmiechając się przy tym nieco krzywo, nie był to szczery uśmiech, raczej jeden z tych wymuszonych, po który sięgała zawsze, kiedy był gdzieś obok niej.
Widziała w jaki sposób usiadł na krześle, miała wrażenie, że wszystko co robi jest w pewien sposób przedstawieniem, każdy ruch był zaplanowany, miał nieść za sobą odpowiednie przesłanie. Nie przesunęła się jednak póki co dalej, jeszcze tego brakowało, aby przejął większość przestrzeni.
Dostrzegła jak rozpakowywał swoje przybory, mógł to zrobić nieco inaczej, wybrał jednak środek blatu, zdecydowanie zbyt blisko jej części biurka. Nie podobało jej się to wcale. Nie chciała mu pozwolić, aby w ten sposób okazywał swoją dominację, mimo, że był od niej z dwa razy większy, to każdemu należała się taka sama część stołu. Kiedy wziął w rękę jej pióro, odruchowo wyciągnęła w jego stronę swoją dłoń, zamierzała jak najszybciej zabrać je od niego. Jeszcze tego brakowało, aby rządził się jej własnymi rzeczami.
- Skąd wiesz, że będą jakiekolwiek zasługi? - Wpatrywała się w niego z błyskiem w oku. Oczywiście, że jak zawsze chciała być najlepsza podczas tych ćwiczeń, jednak mogłaby się poświęcić dla dobra sprawy, każdemu jeden raz mogła powinąć się noga.
- To brzmi jak nie najgorszy plan. - Powiedziała cicho wpatrując się w notatki na pergaminie, pierwszy raz najprawdopodobniej zgodziła się z jego pomysłem. Każdy zajmie się sobą i jakoś uda im się dobrnąć do końca lekcji. Nie spodziewała się być może tego, że wybierze taką drogę, ale nie miała nic przeciwko temu.
- Straszysz mnie? Nie sądzę, abyś kiedykolwiek trafił na partnerkę od eliksirów na moim poziomie. - W jej glosie mógł usłyszeć pewność siebie. Bletchley wiedziała, że mało kto mógł jej dorównać w tym przedmiocie, bo nie było najmniejszej filozofii w tym, aby podążać za recepturą podaną w podręczniku. Nie do końca rozumiała, jak niektórzy mogą mieć z tym problem, skoro wszystko było podane na tacy. Czytanie ze zrozumieniem jednak dla niektórych było zbyt dużym wyzwaniem.
- Nie wspomniałem o tym, co będziecie dzisiaj przygotowywać. - Odezwał się jeszcze Slughorn, Prue uniosła spojrzenie w stronę profesora, zaciekawiona tym, co miał im do powiedzenia. - Wywar tojadowy. - Powiedział w końcu i rozglądał się po klasie czekając na reakcję, była to dość mocno skomplikowana do warzenia mikstura.
Prue nie zwlekała, zaczęła wertować podręcznik w poszukiwaniu przepisu na ten eliksir.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control