29.10.2025, 21:01 ✶
Nic się nie dzieje, pomyślała Brenna, bo gdy mrugnęła, iskry znikły. Ale zapach wciąż wdzierał się w nozdrza i przywoływał…
…przywoływał?
Potarła skronie, bo wiedziała, że ta woń spalenizny nie było jej obca, ale wspomnienie, z którym mogłaby ją powiązań, umknęło, wymazane z pamięci magią Philippy. I z jednej strony Brenna czuła się z tym nieswojo, jakby coś jej odebrano, z drugiej była wdzięczna, bo bez zdolności Philippy, pewnie wpadłaby teraz w większą panikę. To było coś, na co mogła pozwolić sobie, gdy była sama – a czego bardzo nie chciała robić przy Dorze.
To może potrwać jeszcze parę dni, potem przejdzie, obiecała hipnotyzerka, i Brenna trzymała się tej myśli. A było już przecież lepiej.
– Oczywiście – zgodziła się, opuszczając rękę, by po chwili lekko ścisnąć ramię Dory, w pocieszającym geście. Nie spodziewała się przecież potworów w piwnicy, a kiedy instynkt krzyczał, że zaraz stanie się coś złego, naprawdę lepiej było się nie rozdzielać. Jeszcze raz rozejrzała się po pomieszczeniu, a gdy była już absolutnie pewna, że nic nie płonie, ruszyła do wyjścia.
– To podstawowy rytuał oczyszczający z książki, którą polecał w notatkach o tej runie Thomas… – wyjaśniła. Spytała o nią Figga, gdy zdejmował klątwę z Warowni, bo cóż, nie mogła mu po prostu znaku pokazać, skoro ten znikał. A potem wysłał jej trochę obiecanych notatek, kiedy sprawdził źródła. Nora mówiła o modlitwie w Mabon, ale Brenna uznała, że nie zaszkodzi spróbować i dodatkowych środków zaradczych. – Nie wydaje mi się, żeby mógł zamienić się w coś złego, zwłaszcza że to sól i zioła oczyszczające.
Przeszły przez korytarz, już uprzątnięty i Brenna wyciągnęła klucze do piwnicy. O ile mieszkania na pierwszym piętrze wyremontowano, a te na parterze były w trakcie doprowadzania do względnego ładu, o tyle tam na dole nie zrobiono nic: światło nie działało, rzuciła więc lumos, a w nosy od razu uderzały nieprzyjemne, piwnicze zapachy. Gdyby były tylko one, Brenna odczułaby chyba ulgę, ale wciąż czuła spaleniznę.
Tyle że ta woń nie nasilała się, gdy szły ostrożnie po schodach. Nie wydawało się, że piec jest jej źródłem.
– Uważaj na poręcz, ją też będzie trzeba jeszcze wymienić – ostrzegła Brenna, starając się powściągnąć niepokój, po czym pokonała ostatnie stopnie i oświetliła piec.
…przywoływał?
Potarła skronie, bo wiedziała, że ta woń spalenizny nie było jej obca, ale wspomnienie, z którym mogłaby ją powiązań, umknęło, wymazane z pamięci magią Philippy. I z jednej strony Brenna czuła się z tym nieswojo, jakby coś jej odebrano, z drugiej była wdzięczna, bo bez zdolności Philippy, pewnie wpadłaby teraz w większą panikę. To było coś, na co mogła pozwolić sobie, gdy była sama – a czego bardzo nie chciała robić przy Dorze.
To może potrwać jeszcze parę dni, potem przejdzie, obiecała hipnotyzerka, i Brenna trzymała się tej myśli. A było już przecież lepiej.
– Oczywiście – zgodziła się, opuszczając rękę, by po chwili lekko ścisnąć ramię Dory, w pocieszającym geście. Nie spodziewała się przecież potworów w piwnicy, a kiedy instynkt krzyczał, że zaraz stanie się coś złego, naprawdę lepiej było się nie rozdzielać. Jeszcze raz rozejrzała się po pomieszczeniu, a gdy była już absolutnie pewna, że nic nie płonie, ruszyła do wyjścia.
– To podstawowy rytuał oczyszczający z książki, którą polecał w notatkach o tej runie Thomas… – wyjaśniła. Spytała o nią Figga, gdy zdejmował klątwę z Warowni, bo cóż, nie mogła mu po prostu znaku pokazać, skoro ten znikał. A potem wysłał jej trochę obiecanych notatek, kiedy sprawdził źródła. Nora mówiła o modlitwie w Mabon, ale Brenna uznała, że nie zaszkodzi spróbować i dodatkowych środków zaradczych. – Nie wydaje mi się, żeby mógł zamienić się w coś złego, zwłaszcza że to sól i zioła oczyszczające.
Przeszły przez korytarz, już uprzątnięty i Brenna wyciągnęła klucze do piwnicy. O ile mieszkania na pierwszym piętrze wyremontowano, a te na parterze były w trakcie doprowadzania do względnego ładu, o tyle tam na dole nie zrobiono nic: światło nie działało, rzuciła więc lumos, a w nosy od razu uderzały nieprzyjemne, piwnicze zapachy. Gdyby były tylko one, Brenna odczułaby chyba ulgę, ale wciąż czuła spaleniznę.
Tyle że ta woń nie nasilała się, gdy szły ostrożnie po schodach. Nie wydawało się, że piec jest jej źródłem.
– Uważaj na poręcz, ją też będzie trzeba jeszcze wymienić – ostrzegła Brenna, starając się powściągnąć niepokój, po czym pokonała ostatnie stopnie i oświetliła piec.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.