We Francji nie byli nikim istotnym, bo też nie we Francji powstali. Wywodzili się od rodziny Flamel, ale siostra Nicholasa, najsłynniejszego na świecie alchemika, wyjechała do Wielkiej Brytanii i tu osiadła, zakładając ich ród – byli więc ściśle związani z Anglią i wyspami, choć swe korzenie mieli w rodzinnym kraju hrabiego Montbela. Wielu członków jej rodziny ciągnęło zresztą do matecznika i wyjeżdżali do Francji na pewnym etapie swojego życia. Victoria nie była inna, ale nie ciągnęło ją tam aż tak mocno, nigdy też nie nauczyła się drugiego języka, tak mocno osadzona była w Anglii.
– Nie wyglądają, ale mają w sobie coś nienaturalnego – wiele spraw z nimi związanych było zwyczajnie dziwne, na pierwszy ogień szedł zresztą kolor, który nie występował w naturze u róż. – Sposób w jaki rozprzestrzeniły się po całym ogrodzie, dziwne rzeczy, jakie zaczęły mieć miejsce… W Maida Vale mieszkają elfy, a one chowają się teraz, jakby się bały, albo wyczuwały coś złego. Dlatego proszę o ostrożność – rzeczywiście można było ją nazwać badaczką, a rodzina wezwała ją do pomocy nie bez powodu. Po pierwsze kochała kwiaty, a zarządczyni ogrodów doskonale o tym wiedziała. Po drugie pracowała jako aurorka i miała wszelkie przeszkolenie w sprawach… dziwacznych – był to więc dobry krok. Po trzecie rzeczywiście badała. Głównie wprawiała się w eliksirach i maściach, ale rośliny były ich składnikiem, siłą rzeczy znała się więc również na nich. – W pewnym sensie można mnie tak nazwać, faktycznie – uśmiechnęła się pod nosem.
– Sprawdzę. Kogo dokładnie powinnam poszukać? Lucy Lestrange? Czy raczej Rosewood? – dopytała uprzejmie, nie czując żadnej, nawet najmniejszej urazy do potencjalnej krewnej, która odcięła się na długie lata od rodziny. Wampiryzm, jak już widziała, sprowadzał naprawdę czarne myśli do głowy tych, którzy zostali nim dotknięci – zwłaszcza miała tu na myśli pisklaki i stosunkowo młode wampiry, bo z takimi miała do czynienia najwięcej. – Ach, William. To kuzyn, tak. Napotkać gdzieś Williama to rzecz rzadka i cenna, bo nieczęsto opuszcza swój dom – a dokładniej: piwnicę i jego badania. Potrafiła z tym sympatyzować na pewien sposób, chociaż sama akurat bardzo dbała o kontakty rodzinne. – Nie widziałam, by badał czarne róże, chociaż jego spostrzeżenia na pewno byłyby cenne.
!Maida Vale