30.10.2025, 02:21 ✶
Astoria podniosła głowę, czując lekkie drgnienie w piersi - nie z lęku, a raczej z ulgi. Basilius. Ten sam, który wielokrotnie pomagał jej z włochatością. Jego sylwetka, otulona bladą szatą uzdrowiciela, zdawała się nieść ze sobą znajome poczucie spokoju. Gdy mężczyzna prosił kolejną osobę, wstała ostrożnie, jak ktoś przyzwyczajony do ostrożności - nie tylko z powodu manier, lecz również własnego ciała. Czuła za sobą nieprzychylne spojrzenia, że wchodzi przed osobami, które czekały znacznie dłużej. Nie zamierzała przepraszać za uprzywilejowanie.
- Basilius - przywitała się, pozwalając sobie na cień uśmiechu. Zamknęła za sobą drzwi, które odcięło ją od hałasu korytarza - od echa kroków, kaszlu, odgłosów przywoływanych pacjentów - i weszła w głąb gabinetu. Zdecydowanie bardziej wolałaby kolejną wizytę domową, w zaciszu prywatności, ale nie mogła dłużej czekać, a pacjentów na razie tylko przybywało - przynajmniej tak utrzymywały brukowce, a mogła to potwierdzić, widząc tłumy na korytarzu Munga. Ujęła dłońmi krawędź krzesła i usiadła.
- Dobrze widzieć, że jesteś cały po tym szaleństwie.
Myśl, że zapewne ma dzisiaj dziesiątki podobnych przypadków, przemknęła jej przez głowę. Wszyscy oddychali tym samym powietrzem, pełnym popiołu, ale nie wszyscy mieli serce, które po każdym wysiłku odmawiało posłuszeństwa. Wciągnęła powietrze ostrożnie, płytko, by nie zdradzić, że każdy oddech pali ją od środka. I tak widział po niej najmniejsze oznaki.
- Pewnie domyślasz się z czym przychodzę. Drapanie w gardle i w płucach, kiepska wydolność, zawroty głowy - mówiła rzeczowo, jak ktoś, kto nauczył się nazywać swoje dolegliwości z dystansem i precyzją. Zamiast niepokoju w jej głosie była tylko delikatna nuta zmęczenia. - Ciężko mi się oddycha, a przez nadmierną ilość stresu, myślę że muszę szybciej przyjąć eliksir na włochatość serca.
Starała się dobrze wyjaśnić objawy, choć pewnie większość miała podobne; ucisk w klatce piersiowej, ten znajomy, tępy ból pod żebrami, który rozlewa się jak fala, kiedy zbyt długo stoi albo zbyt głęboko oddycha. Płuca jakby wyściełane sadzą, jakby dym nie chciał jej opuścić. Krótki oddech, który pojawia się nawet po przejściu kilku kroków; uczucie ciężkości, które nie ustępuje nawet w spoczynku.
Czekała, bo choć wiedziała, jak badanie zwykle wygląda podczas standardowej wizyty, to jednak przez ten przeklęty popiół w płucach, procedura mogła wyglądać dziś inaczej.
- Moja mama nalegała, żebym przyszła, wiesz jaka potrafi być nadopiekuńcza. Poczekałabym aż się trochę... uspokoi, ale za szybko się męczę, za dużo kaszlę - wytłumaczyła jeszcze, jakby potrzebowała usprawiedliwienia, by zobaczyć uzdrowiciela. Nie lubiła okazywać słabości, a aktualnie cała poczekalnia pacjentów widziała, że panna Avery wymaga leczenia. Oby nikomu nie przyszło do głowy umieszczać tego w gazecie. - A i próbowałam metod z Czarownicy, ale niespecjalnie pomogły.
- Basilius - przywitała się, pozwalając sobie na cień uśmiechu. Zamknęła za sobą drzwi, które odcięło ją od hałasu korytarza - od echa kroków, kaszlu, odgłosów przywoływanych pacjentów - i weszła w głąb gabinetu. Zdecydowanie bardziej wolałaby kolejną wizytę domową, w zaciszu prywatności, ale nie mogła dłużej czekać, a pacjentów na razie tylko przybywało - przynajmniej tak utrzymywały brukowce, a mogła to potwierdzić, widząc tłumy na korytarzu Munga. Ujęła dłońmi krawędź krzesła i usiadła.
- Dobrze widzieć, że jesteś cały po tym szaleństwie.
Myśl, że zapewne ma dzisiaj dziesiątki podobnych przypadków, przemknęła jej przez głowę. Wszyscy oddychali tym samym powietrzem, pełnym popiołu, ale nie wszyscy mieli serce, które po każdym wysiłku odmawiało posłuszeństwa. Wciągnęła powietrze ostrożnie, płytko, by nie zdradzić, że każdy oddech pali ją od środka. I tak widział po niej najmniejsze oznaki.
- Pewnie domyślasz się z czym przychodzę. Drapanie w gardle i w płucach, kiepska wydolność, zawroty głowy - mówiła rzeczowo, jak ktoś, kto nauczył się nazywać swoje dolegliwości z dystansem i precyzją. Zamiast niepokoju w jej głosie była tylko delikatna nuta zmęczenia. - Ciężko mi się oddycha, a przez nadmierną ilość stresu, myślę że muszę szybciej przyjąć eliksir na włochatość serca.
Starała się dobrze wyjaśnić objawy, choć pewnie większość miała podobne; ucisk w klatce piersiowej, ten znajomy, tępy ból pod żebrami, który rozlewa się jak fala, kiedy zbyt długo stoi albo zbyt głęboko oddycha. Płuca jakby wyściełane sadzą, jakby dym nie chciał jej opuścić. Krótki oddech, który pojawia się nawet po przejściu kilku kroków; uczucie ciężkości, które nie ustępuje nawet w spoczynku.
Czekała, bo choć wiedziała, jak badanie zwykle wygląda podczas standardowej wizyty, to jednak przez ten przeklęty popiół w płucach, procedura mogła wyglądać dziś inaczej.
- Moja mama nalegała, żebym przyszła, wiesz jaka potrafi być nadopiekuńcza. Poczekałabym aż się trochę... uspokoi, ale za szybko się męczę, za dużo kaszlę - wytłumaczyła jeszcze, jakby potrzebowała usprawiedliwienia, by zobaczyć uzdrowiciela. Nie lubiła okazywać słabości, a aktualnie cała poczekalnia pacjentów widziała, że panna Avery wymaga leczenia. Oby nikomu nie przyszło do głowy umieszczać tego w gazecie. - A i próbowałam metod z Czarownicy, ale niespecjalnie pomogły.