30.10.2025, 03:52 ✶
Dora skrzywiła się wyraźnie, patrząc na Millie odrobinę za długo, bo czuła się teraz jak w skórze lekarza który słuchał od pacjenta, oczywiście wygłaszane przejętym tonem, że leki to spisek. Jeden wielki spisek.
- No tak, lepiej cierpieć - żachnęła się. - Już ja z nim porozmawiam - i to można było uznać za koniec tego tematu. Brzmiała trochę przy tym tak, jakby miała Thomasowi sama te fiolkę wlać do gardła. Po dobroci czy też nie.
- Oczywiście - powiedziała, chociaż w sumie Millie wyglądała, jakby nie do końca oczekiwała odpowiedzi na to pytanie. To oczywiście, w niczym Dorze nie przeszkadzało, tym bardziej że czuła się odrobinę sprowokowana tym całym wydziwianiem na temat lekarstw. Jej lekarstw!! A jej były zdrowe.
Crawleyówna też, oczywiście, nie miała bladego pojęcia na temat tego, co snuło się po głowie Moody. Ba, w najśmielszych snach nie podejrzewałaby jej o takie skojarzenia, bo dziewczyna była dokładnie jak ten jednorożec - niewinna niczym nieobsrana łąka. - No tak, trójkąt miłosny, rozumiem - powiedziała Dorka z pustą głową, kiwając ze zrozumieniem głową. Ale przynajmniej zrobiła to bardzo, bardzo cicho i bardziej do siebie, jak kogokolwiek innego. Nawyk naukowców, jak to ją Millie nazwała, a ci często gadali do siebie.
- Mamy. Mamy - po kolei unosiła palce, odliczając odpowiedzi na kolejne pytania. - Tylko Nora... - Dora zamarła i się skrzywiła. - Zupę mleczną? Mills, dlaczego? Zupy mleczne są okropne... to mleko z makaronem, ja nie wiem kto na to wpadł. Znaczy każdemu co mu smakuje, ale żeby tak... nie chcesz czegoś smaczniejszego? Ja ci kanapkę mogę zrobić... - zafrasowała się wyraźnie, trochę wyglądając też jakby była gotowa Moody błagać, żeby tej zupy mlecznej nie jadła. - A to... no to... no nie wiem co ci powiedzieć. Aż dziwne że Thomas o tym w ogóle rozmawiał, skoro leków nie chce brać - skomentowała z przekąsem.
- No tak, lepiej cierpieć - żachnęła się. - Już ja z nim porozmawiam - i to można było uznać za koniec tego tematu. Brzmiała trochę przy tym tak, jakby miała Thomasowi sama te fiolkę wlać do gardła. Po dobroci czy też nie.
- Oczywiście - powiedziała, chociaż w sumie Millie wyglądała, jakby nie do końca oczekiwała odpowiedzi na to pytanie. To oczywiście, w niczym Dorze nie przeszkadzało, tym bardziej że czuła się odrobinę sprowokowana tym całym wydziwianiem na temat lekarstw. Jej lekarstw!! A jej były zdrowe.
Crawleyówna też, oczywiście, nie miała bladego pojęcia na temat tego, co snuło się po głowie Moody. Ba, w najśmielszych snach nie podejrzewałaby jej o takie skojarzenia, bo dziewczyna była dokładnie jak ten jednorożec - niewinna niczym nieobsrana łąka. - No tak, trójkąt miłosny, rozumiem - powiedziała Dorka z pustą głową, kiwając ze zrozumieniem głową. Ale przynajmniej zrobiła to bardzo, bardzo cicho i bardziej do siebie, jak kogokolwiek innego. Nawyk naukowców, jak to ją Millie nazwała, a ci często gadali do siebie.
- Mamy. Mamy - po kolei unosiła palce, odliczając odpowiedzi na kolejne pytania. - Tylko Nora... - Dora zamarła i się skrzywiła. - Zupę mleczną? Mills, dlaczego? Zupy mleczne są okropne... to mleko z makaronem, ja nie wiem kto na to wpadł. Znaczy każdemu co mu smakuje, ale żeby tak... nie chcesz czegoś smaczniejszego? Ja ci kanapkę mogę zrobić... - zafrasowała się wyraźnie, trochę wyglądając też jakby była gotowa Moody błagać, żeby tej zupy mlecznej nie jadła. - A to... no to... no nie wiem co ci powiedzieć. Aż dziwne że Thomas o tym w ogóle rozmawiał, skoro leków nie chce brać - skomentowała z przekąsem.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.