30.10.2025, 05:34 ✶
Bulstrode się musiał przez moment zastanowić o czym w ogóle mówiła Victoria. Znaczył oczywiście, to ptaszysko które miał na własność Laurent, ale nie zawsze pamiętał jak miało na imię - to jak wołał go Prewett brzmiało na języku anglika zwyczajnie obco i kuzyn zwyczajnie uważał, że powinno się tego feniksa nazwać jakoś inaczej, lepiej i ogólnie łatwiej. Płomyk, czy coś takiego. Wtedy każdy by zapamiętał. W końcu jednak spłynęło na niego olśnienie, chociaż absolutnie nie dał tego po sobie poznać, no bo nie zamierzał się tutaj wygłupiać. Chociaż gdyby mógł to wytknąłby Lestrange, że to jak to opisała brzmiało jakby ptaszyna przyszła do niej na piechotę, wręczyła rękoma swoimi list polecony, a następnie dostojnie się oddaliła.
- No to jak widać, dostałem ja właśnie teraz - wzruszył ramionami, przez moment jeszcze patrząc w miejsce, gdzie patronus rozpłynął się w powietrzu po przekazaniu wiadomości. - Ale ten patronus wyglądał na... niekompletnego. Myślę, że nie do końca udało mu się związać zaklęcie i dlatego to tak wyszło? Może też wpłynęło na jego szybkość - mruknął, z zastanowieniem przechylając głowę na bok. No cóż, zapytać chwilowo nie mogli, co najwyżej kiedy Laurent łaskawie zjawi się w tych skromnych progach. Tylko czemu w ogóle napisał że u Florence?? Co, Atreus tu już nie mieszkał?
Wyciągnął dłoń po podaną mu karteczkę i przeczytał jej zawartość. Złożył, oddał i skrzywił się mimowolnie, bo na niej wiadomość brzmiała tak samo. Ale może to nie był odpowiedni moment na to, żeby się dąsać o użyte słownictwo i to, gdzie się mieszkało, a gdzie nie czy kto był właścicielem całej kamienicy.
- No... to co powiedziałem. A no tak, bo ty braci nie miałaś, no przecież. Może to bardziej figura słowna? Wiesz, chłopcy się biją. Jako prefekt powinnaś wiedzieć przecież takie rzeczy - machnął lekceważąco ręką, jakby jego słowa wcale nie miały większego znaczenia. - No przecież bym go nie uderzył za coś takiego, co nie? - zmarszczył brwi, bo akurat to było prawdą. Mogło mu się nie podobać użycie tego patronusa, ale nie zamierzał nikogo za to lać.
- No to jak widać, dostałem ja właśnie teraz - wzruszył ramionami, przez moment jeszcze patrząc w miejsce, gdzie patronus rozpłynął się w powietrzu po przekazaniu wiadomości. - Ale ten patronus wyglądał na... niekompletnego. Myślę, że nie do końca udało mu się związać zaklęcie i dlatego to tak wyszło? Może też wpłynęło na jego szybkość - mruknął, z zastanowieniem przechylając głowę na bok. No cóż, zapytać chwilowo nie mogli, co najwyżej kiedy Laurent łaskawie zjawi się w tych skromnych progach. Tylko czemu w ogóle napisał że u Florence?? Co, Atreus tu już nie mieszkał?
Wyciągnął dłoń po podaną mu karteczkę i przeczytał jej zawartość. Złożył, oddał i skrzywił się mimowolnie, bo na niej wiadomość brzmiała tak samo. Ale może to nie był odpowiedni moment na to, żeby się dąsać o użyte słownictwo i to, gdzie się mieszkało, a gdzie nie czy kto był właścicielem całej kamienicy.
- No... to co powiedziałem. A no tak, bo ty braci nie miałaś, no przecież. Może to bardziej figura słowna? Wiesz, chłopcy się biją. Jako prefekt powinnaś wiedzieć przecież takie rzeczy - machnął lekceważąco ręką, jakby jego słowa wcale nie miały większego znaczenia. - No przecież bym go nie uderzył za coś takiego, co nie? - zmarszczył brwi, bo akurat to było prawdą. Mogło mu się nie podobać użycie tego patronusa, ale nie zamierzał nikogo za to lać.