• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Walia Snowdonia [24.09, nad ranem, Snowdonia] Polowanie na Yaskhiera

[24.09, nad ranem, Snowdonia] Polowanie na Yaskhiera
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#6
30.10.2025, 17:35  ✶  
Siedziałem z nogą wyciągniętą pod stołem i dłonią opartą o kark, odchylając się na krześle, z petem przyklejonym do wargi, rozparłszy się trochę zbyt wygodnie jak na kogoś, kto na ogół wolał być w ruchu. Papieros dogasał, zostawiając po sobie cienką smugę dymu, która wiła się w powietrzu w bladym, ciepłym świetle. W powietrzu wisiał zapach rozlanej ognistej i dymu, który tylko od czasu do czasu rozrzedzał się na tyle, by było czuć rześki, górski powiew. Lampiony nad stołami migotały, rozciągając cienie na twarzach ludzi, którzy jeszcze nie odpadli. Jakiś facet w niedopasowanym garniaku opierał się ciężko o brzeg oddalonego baru, trzymając szklankę w sposób, który sugerował, że lada chwila ją wypuści. Obok niego jakiś rudzielec, zapewne przyjaciel, ziewał otwarcie, wpatrując się w niebo.
Muzyka sączyła się z daleka - ktoś jeszcze uparcie grał, ale prawdopodobnie już tylko dla siebie, a wiatr niósł przez polanę zapach wosku i mokrej trawy. Pełnia wisiała wysoko nad naszymi głowami, srebrząc wilgotny trawnik i kieliszki na stołach.
„Wujka poniosło”? Nie, żeby mnie to zaskakiwało, w końcu był to wielki, tłusty, snowdoński ślub Geraldine Yaxley, oczywiście, że musiało być jakieś „poniosło”. Zazwyczaj kogoś niosło, a to było plenerowe, łowieckie wesele, więc naturalnie, że ktoś musiał poczuć zew przygody. Tylko, że ton Geraldine sugerował, że nie chodziło o zwykłe zgubienie się w krzakach z butelką i czyjąś panną.
Zanim jeszcze przetworzyłem, o co chodzi, uniosłem wzrok znad prawie pustej szklanki i spojrzałem na nią. Panna młoda, z lekkim błyskiem w oczach i rozczochranymi włosami, wyglądała jak ktoś, kto w środku nocy zapomniał, że właśnie zawarł związek małżeński, a przypomniał sobie, że potrafi i chce dowodzić czemuś spontanicznemu. Światło z pobliskiego lampionu odbijało się od jej włosów, które ktoś niedbale upiął na jej głowie - a może sama to zrobiła w trakcie wieczoru? - kilka pasm wymknęło się i teraz tańczyło w powietrzu, gdy podmuchy wiatru przechodziły przez polanę. Sukienka, w której przez pewien czas wyglądała dziś jak z jakiegoś starego portretu, miała na dole ślady trawy, a buty... Zmrużyłem oczy, spoglądając na nią spod przydługiej grzywki, której nie chciało mi się już odgarniać ani tym bardziej układać - pot, kurz, alkohol i dym z ognisk dawno zrobiły swoje. Młoda żona, a już w trybie gaszenia pożarów. Nie zdziwiło mnie to - nasza nowa rzeczywistość uczyła, że człowiek musiał mieć ręce gotowe do działania zanim jeszcze zrozumie, co się dzieje.
Pociągnąłem łyk, opróżniając szklankę, szkło stuknęło o stół trochę głośniej, niż zamierzałem. Nie odpowiedziałem od razu, zamiast tego spojrzałem na dziewczynę, z którą przed chwilą rozmawiała - sądząc po ich spojrzeniach, obie zamierzały faktycznie ruszyć w poszukiwania, chociaż trudno było mi wyobrazić sobie, jak w tych strojach miałyby przedzierać się przez zarośla. Nie to, bym śmiał wątpić w ich zacięcie - raczej chodziło o te eleganckie stroje, ciemność też nie pomagała, co prawda, pełnia oświetlała teren, ale też tworzyła z każdego drzewa cień, w którym równie dobrze mógł czaić się nietrzeźwy wujek, jak i lis.
- Jakiego? - Mruknąłem odruchowo i przesunąłem dłonią po twarzy, ale zaraz wzruszyłem ramionami, darując sobie dociekanie, bo przecież nie musiałem wiedzieć - i tak chodziło o jakiegoś, który nie potrafił usiedzieć przy stole albo znikał, kiedy tylko ktoś na chwilę przestawał na niego patrzeć. Zawsze taki się znajdzie, na każdym weselu, na każdym zebraniu, w każdej rodzinie. Nie żeby mnie to dziwiło - po tylu toastach nawet ja czułem się trochę rozmiękły i skory do podejmowania głupszych decyzji, niż zazwyczaj, a te zazwyczaj i tak nie były najmądrzejsze, jeśli miałbym być zupełnie szczery. Rozejrzałem się odruchowo za Prudence, nigdzie jej nie było, mgliście przypomniałem sobie, że poszła wcześniej z bratem w kierunku zabudowań, chyba pomóc mu z czymś, ale tego nie byłem już pewny. No - cóż, odsunąłem krzesło, patrząc po twarzach pozostałych, po czym wstałem i praktycznie natychmiast skrzywiłem się, prostując nogę, która zaczęła mi drętwieć. Zasiedzenie się przy stoliku miało swoje minusy.
Chwilę później ruszyliśmy w stronę jeziora. Obie panie szły przodem, my, z kolei, trzymaliśmy się kilka kroków z tyłu - z tego prostego powodu, że chyba nikt nie miał ochoty wdawać się w organizacyjne dyskusje. Ścieżka skręcała lekko w dół, między drzewami, a tam, gdzie kończyły się ostatnie lampiony, zaczynała się mgła unosząca znad jeziora. Powietrze było chłodniejsze, pachniało wilgotnym sitowiem i mokrym piaskiem. Przez chwilę słychać było tylko szelest materiału i nasze kroki na wilgotnej ziemi, dopóki nie natknęliśmy się na coś, co wzbudziło zainteresowanie obu idących przed nami pań - kapelusz. Moment później w półmroku zamajaczyła postać i już, już myślałem, że skończyliśmy akcję, ale wtedy...
Dotarło do mnie, że był to kaznodzieja, nie wujek, ten sam, który parę godzin wcześniej udzielał błogosławieństwa młodym. Zatrzymałem się obok reszty, a kiedy nasze spojrzenia na moment się spotkały, tylko kiwnąłem głową - uprzejmie, z grzeczności.
- Mhm. - Mruknąłem tylko, unosząc lekko brew. Słowa Sebastiana zabrzmiały jak coś, co powinno wybrzmieć z ambony, a nie znad brzegu jeziora o około czwartej nad ranem. Światło Matki, kurs przez knieje - piękne rzeczy, ale z mojej perspektywy latarnią była raczej butelka ognistej, czekająca na nasz powrót, a kurs wyznaczała ścieżka najmniej błotnista. Oparłem dłonie na biodrach i przez chwilę po prostu patrzyłem na niego, czekając, czy może sam z siebie doda coś, co zabrzmi choć odrobinę praktycznie. Nie dodał, za to zadał pytanie. Ech, księża.
Nie miałem najmniejszej ochoty tłumaczyć, którego „wujka poniosło” i dlaczego my w ogóle za nim łazimy o tej porze, w tej chwili wszystko wydawało się zbyt absurdalne, żeby próbować to ubrać w zdania. Liczyłem, że któraś z dziewczyn zrobi to lepiej, niż ja mógłbym, nawet zupełnie na trzeźwo.

!Strach przed imieniem



[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (2108), Benjy Fenwick (1696), Brenna Longbottom (1970), Geraldine Greengrass-Yaxley (1710), Pan Losu (69), Sebastian Macmillan (1249)




Wiadomości w tym wątku
[24.09, nad ranem, Snowdonia] Polowanie na Yaskhiera - przez Brenna Longbottom - 28.10.2025, 09:45
RE: [24.09, nad ranem] Polowanie na Yaskhiera - przez Pan Losu - 28.10.2025, 09:45
RE: [24.09, nad ranem, Snowdonia] Polowanie na Yaskhiera - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 28.10.2025, 14:16
RE: [24.09, nad ranem, Snowdonia] Polowanie na Yaskhiera - przez Sebastian Macmillan - 28.10.2025, 23:06
RE: [24.09, nad ranem, Snowdonia] Polowanie na Yaskhiera - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 29.10.2025, 19:09
RE: [24.09, nad ranem, Snowdonia] Polowanie na Yaskhiera - przez Benjy Fenwick - 30.10.2025, 17:35
RE: [24.09, nad ranem, Snowdonia] Polowanie na Yaskhiera - przez Pan Losu - 30.10.2025, 17:35
RE: [24.09, nad ranem, Snowdonia] Polowanie na Yaskhiera - przez Brenna Longbottom - 31.10.2025, 12:57
RE: [24.09, nad ranem, Snowdonia] Polowanie na Yaskhiera - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 31.10.2025, 13:48
RE: [24.09, nad ranem, Snowdonia] Polowanie na Yaskhiera - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 01.11.2025, 13:42
RE: [24.09, nad ranem, Snowdonia] Polowanie na Yaskhiera - przez Benjy Fenwick - 01.11.2025, 19:06
RE: [24.09, nad ranem, Snowdonia] Polowanie na Yaskhiera - przez Sebastian Macmillan - 04.11.2025, 23:16
RE: [24.09, nad ranem, Snowdonia] Polowanie na Yaskhiera - przez Brenna Longbottom - 05.11.2025, 10:51
RE: [24.09, nad ranem, Snowdonia] Polowanie na Yaskhiera - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 05.11.2025, 16:59
RE: [24.09, nad ranem, Snowdonia] Polowanie na Yaskhiera - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 07.11.2025, 18:02
RE: [24.09, nad ranem, Snowdonia] Polowanie na Yaskhiera - przez Benjy Fenwick - 11.11.2025, 19:07
RE: [24.09, nad ranem, Snowdonia] Polowanie na Yaskhiera - przez Sebastian Macmillan - 14.11.2025, 22:16
RE: [24.09, nad ranem, Snowdonia] Polowanie na Yaskhiera - przez Brenna Longbottom - 15.11.2025, 12:56
RE: [24.09, nad ranem, Snowdonia] Polowanie na Yaskhiera - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 16.11.2025, 22:22

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa