30.10.2025, 22:31 ✶
Spodziewałem się po nich bardziej entuzjastycznej reakcji, skomentował bezgłośnie Sebastian, wodząc wzrokiem między parą młodą a świadkami. Czyżby jego propozycja onieśmieliła całą czwórkę? W sumie byłby w stanie to zrozumieć: raczej rzadko kiedy dostawali imienne zaproszenie do udziału w spotkaniach modlitewnych kowenu. Kolejna rzecz o której powinien porozmawiać z arcykapłanem w najbliższym czasie. Wypadałoby, aby osoby duchowne zaczęły wyciągać dłonie do wszystkich wiernych i przemawiali do nich bezpośrednio.
Geraldine chyba była w na tyle dużym szoku, że nie była nawet wykrztusić z siebie słowa i pozwoliła przemówić nowo upieczonemu mężowi. I był to chyba dobry wybór, bo mężczyzna przynajmniej podziękował za ofertę. A więc wniosek płynął z tego jeden: faktycznie rozważał wycieczkę do kwatery głównej, aby dołączyć do swoich braci i sióstr w wierzy w najbliższych tygodniach. Mały sukces, ale przynajmniej sukces. Za to, jeśli chodziło o świadków... Cóż, Mildreda chyba też nie wiedziała, jak powinna zareagować na te wieści. Zrobiło mu się w sumie nieco smutno z tego powodu. Bądź co bądź, coś tam ich łączyła. Mogłaby chociaż obiecać, że przyjdzie z czystej uprzejmości.
A Cornelius... Cóż, tutaj sprawa była dużo bardziej poważna. W końcu jako przedstawiciel czysto-krwistego rodu powinien wiedzieć, jak ważne jest podtrzymywanie różnorakich tradycji przy życiu. A w życiu czarodziejów z Wielkiej Brytanii nie było ważniejszego obyczaju od krzewienia wiary w Panią Księżyca. No, może z wyjątkiem posyłania dzieci do Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, ale to był już szczegół. Macmillan utkwił spojrzenie w mężczyźnie i już miał zacząć rozpytywać, skąd ta cisza, kiedy... do ich grona wtargnął stary Yaxley.
— Gerardzie? — zaczął kapłan, marszcząc brwi, gdy w jego dłoniach nagle znalazła się bardzo gruba koperta.
Prawie mu wypadła z rąk, jednak koniec końców wsunął ją do kieszeni. Co on tam nawrzucał? Zaległe galeony na tacę za ostatnie kilka lat i czek? Nie ma co, ojciec Geraldine ocalił całą czwórkę przed bardzo długim wykładem... Na razie. Wieczór dopiero się zaczynał, a Sebastian nie zamierzał się ulatniać od razu po ceremonii. Prędzej czy później przyjdzie taki czas, że znajdzie się ponownie w ich pobliżu. Albo porozmawia z każdym z nich oddzielnie.
— Tak, słyszałem istne legendy na temat waszych trunków — przytaknął niepewnie, gdy Gerard się ku niemu nachylił. — Jestem pewien, że będą to niezapomniane przeżycie...
Koniec końców Macmillan wylądował w głównym namiocie przy barku w towarzystwie ojca panny młodej. I po pierwszej, niezwykle mocnej, kolejce kapłan stwierdził, że nie wypadałoby tak po prostu odejść od Gerarda, więc postanowił wdać się w nim w rozmowę.
— Musisz być bardzo dumny z Geraldine — zaczął, powoli wyrzucając z siebie słowo za słowem. Miał wrażenie, że ten bimber mógł mu wypalić przełyk. — To zupełnie nowy etap w jej życiu. Z tego, co słyszałem, jak dotąd całkiem dobrze radziła sobie z obowiązkami reprezentacyjnymi. — Czy to nie ona poniekąd zajmowała się klubem Artemis? Mógł przysiąc, że to ona występowała na scenie podczas festynu w Londynie. — Jestem pewny, że znajdzie odpowiednie wsparcie w Ambrożym. Będzie ją wspierał, jak tylko będzie mógł.
Geraldine chyba była w na tyle dużym szoku, że nie była nawet wykrztusić z siebie słowa i pozwoliła przemówić nowo upieczonemu mężowi. I był to chyba dobry wybór, bo mężczyzna przynajmniej podziękował za ofertę. A więc wniosek płynął z tego jeden: faktycznie rozważał wycieczkę do kwatery głównej, aby dołączyć do swoich braci i sióstr w wierzy w najbliższych tygodniach. Mały sukces, ale przynajmniej sukces. Za to, jeśli chodziło o świadków... Cóż, Mildreda chyba też nie wiedziała, jak powinna zareagować na te wieści. Zrobiło mu się w sumie nieco smutno z tego powodu. Bądź co bądź, coś tam ich łączyła. Mogłaby chociaż obiecać, że przyjdzie z czystej uprzejmości.
A Cornelius... Cóż, tutaj sprawa była dużo bardziej poważna. W końcu jako przedstawiciel czysto-krwistego rodu powinien wiedzieć, jak ważne jest podtrzymywanie różnorakich tradycji przy życiu. A w życiu czarodziejów z Wielkiej Brytanii nie było ważniejszego obyczaju od krzewienia wiary w Panią Księżyca. No, może z wyjątkiem posyłania dzieci do Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, ale to był już szczegół. Macmillan utkwił spojrzenie w mężczyźnie i już miał zacząć rozpytywać, skąd ta cisza, kiedy... do ich grona wtargnął stary Yaxley.
— Gerardzie? — zaczął kapłan, marszcząc brwi, gdy w jego dłoniach nagle znalazła się bardzo gruba koperta.
Prawie mu wypadła z rąk, jednak koniec końców wsunął ją do kieszeni. Co on tam nawrzucał? Zaległe galeony na tacę za ostatnie kilka lat i czek? Nie ma co, ojciec Geraldine ocalił całą czwórkę przed bardzo długim wykładem... Na razie. Wieczór dopiero się zaczynał, a Sebastian nie zamierzał się ulatniać od razu po ceremonii. Prędzej czy później przyjdzie taki czas, że znajdzie się ponownie w ich pobliżu. Albo porozmawia z każdym z nich oddzielnie.
— Tak, słyszałem istne legendy na temat waszych trunków — przytaknął niepewnie, gdy Gerard się ku niemu nachylił. — Jestem pewien, że będą to niezapomniane przeżycie...
Koniec końców Macmillan wylądował w głównym namiocie przy barku w towarzystwie ojca panny młodej. I po pierwszej, niezwykle mocnej, kolejce kapłan stwierdził, że nie wypadałoby tak po prostu odejść od Gerarda, więc postanowił wdać się w nim w rozmowę.
— Musisz być bardzo dumny z Geraldine — zaczął, powoli wyrzucając z siebie słowo za słowem. Miał wrażenie, że ten bimber mógł mu wypalić przełyk. — To zupełnie nowy etap w jej życiu. Z tego, co słyszałem, jak dotąd całkiem dobrze radziła sobie z obowiązkami reprezentacyjnymi. — Czy to nie ona poniekąd zajmowała się klubem Artemis? Mógł przysiąc, że to ona występowała na scenie podczas festynu w Londynie. — Jestem pewny, że znajdzie odpowiednie wsparcie w Ambrożym. Będzie ją wspierał, jak tylko będzie mógł.