Czy Prudence zakładała, że jej głupi komentarz zostanie odebrany jako prowokacja? Nie. Powinna była to zrobić, a jednak wydawało się Bletchley, że podczas lekcji Rookwood nie będzie miał ochoty się wychylać. Było to bardzo błędne założenie, co dotarło do niej całkiem szybko. Nie zdążyła się nawet odezwać, a on już stał przy stole, nie miała szansy zareagować, ale przeczuwała, że nie skończy się to dobrze, bo inni uczniowie już zaczęli spoglądać w ich kierunku.
Nie znosiła tego, od razu się denerwowała, zwłaszcza, że nie miała zielonego pojęcia do czego może się posunąć, był cholernie nieprzewidywalny i to ją naprawdę martwiło.
Zsunęła się na krześle, tak jakby chciała się gdzieś schować, ale niezbyt miała taką możliwość. Nie mogła wtopić się w ścianę, ani zniknąć pod stołem. Czuła, że policzki robią jej się czerwone ze wstydu. Nie znosiła takich sytuacji, najgorsze było to, że nie bardzo miała jak zareagować, bo Aloysius zaczął mówić.
Wydawało jej się, że w pomieszczeniu robi się okropnie duszno i strasznie ją to przytłaczało, na moment też wstrzymała oddech, naprawdę nie chciała, żeby przestał kontynuować swój występ, ale nie była w stanie wykrztusić z siebie ani słowa. Przerosło ją to, i na pewno doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
Do jej uszu docierał chichot, śmiali się z niej, nie było to niczym nowym, jednak rzadko kiedy było to, aż tak ostentacyjne. Miała ochotę zapaść się pod ziemię, jednak nie było takiej możliwości.
Nie przestawał mówić, oczy powoli zaczynały jej się robić czerwone, to było zbyt wiele nawet jak na nią. Bezczelnie się jeszcze ku niej nachylił, nawet nie drgnęła, nie wiedziała jak ma zareagować. Przekroczył bardzo skutecznie jej kolejną granicę, doskonale wiedział, gdzie uderzyć, aby faktycznie ją to zabolało.
- Mhm. - To jedyne, na co było ją stać. Zacisnęła mocniej w dłoni pióro, gdy do jej uszu doszły gwizdy i śmiechy, druga ręka jej się trzęsła, nachyliła też głowę, aby nie musieć patrzeć na to, co działo się wokół niej. Zagryzła wargi, czuła krew na języku, nie przejęła się tym jednak jakoś specjalnie, to nie był pierwszy raz, chociaż może pierwszy, kiedy doszło do takiej eskalacji. Wszyscy się na nich patrzyli, a to było coś, czego zdecydowanie wolała uniknąć. Nie znosiła być w centrum zainteresowania, ludzie pewnie będą o tym gadać do świąt, a nawet dłużej.
Profesor uznał to chyba za przesadę, chociaż Bletchley nie spodziewała się jego rekacji, jak widać nawet do niego dotarło, że to mogło być zbyt wiele. Nie spoglądała jednak w stronę mężczyzny, póki co pusty pergamin wydawał jej się być najbardziej interesującą rzeczą na świecie.
Uniosła spojrzenie, kiedy się do niej odezwał. Nie skomentowała jednak jego słów. Sama się o to prosiła, czyż nie?
W końcu ruszył w kierunku drzwi, tak jak nakazał profesor, nie ulżyło jej jednak wcale, bo co z tego, że on miał wylądować na dywaniku dyrektora, skoro cała reszta tutaj została, oni wszyscy nadal się z niej śmiali.
Kiedy spojrzał na nią przez ramię, mógł zobaczyć jej zrezygnowany i pusty wzrok, nic więcej, na szczęście nie pozwoliła na to, aby chociaż jedna łza popłynęła po jej policzku, chociaż znajdowała się bardzo blisko pęknięcia.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control